52. Gdyby była jego rozmiarów.
Nie chciał się przed sobą przyznać, ale od samego początku miał ochotę na tę małą dziewczynkę z kolorowymi skrzydłami. Była jak z bajki. No tak, oni przecież byli w bajce. Gdyby była jego rozmiarów pewnie szalałby za nią każdego dnia, a tak mógł tylko patrzeć i podniecać się. Wszystko było do dupy.
-Toż to istna kraina seksu, - westchnął dziadek, chwytając się za głowę, -Od kiedy tu jesteśmy, bez przerwy zdarzają się nam takie dziwne przygody.
-Nie wiem jak wy, ale ja uważam, iż najdziwniejsze jest to, że ten świat jest, jakby, spełnieniem naszych marzeń, - próbował wyjaśnić Ignacy.
-No tak, tylko te marzenia, jak ty to określiłeś, są przedstawione w krzywym jakby zwierciadle, - dodał Jeremiasz.
-Słuchajcie, a może wszyscy śpimy? - zaniepokoił się Irek.
-No co ty opowiadasz, - przerwała mu Renata.
Julia weszła między nick i zamknęła z niezadowoleniem:
-No i wychodzi na to, że nic nie wiecie.
W tym samym momencie jakby na zawołanie wszystkie oczy zwróciły się w stronę małej istoty zawieszonej w powietrzu.
-No, wróżko, a ty co nam powiesz? - padło krótkie pytanie.
Mała panienka niespiesznie poruszała swoimi barwnymi skrzydłami. Wcisnęła palce w swoje długie włosy i rozczesując je, jakby przy okazji wypięła piersi do przodu.
-Cokolwiek bym nie powiedziała, wszystko będzie kłamstwem, - zaczęła niepewnie.
Jeremiasz spojrzał na nią zdziwiony.
-Nie rozumiem, - odezwał się.
-Wszystko, co widzieliście, jest kłamstwem. Wszystko jest iluzją, złudzeniem, - powiedziała obawiałem się, że wszyscy teraz na nią się rzucą.
Patrzyli na nią uważnie. Wszystkie ruchy i gesty, które wykonywała zdawały się mieć na celu tylko jedno: podkreślenie walorów jej małego, ale jakże i powabnego zgrabnego ciała. Będąc przy niej, wszyscy, łącznie z kobietami, odczuwali duże podniecenie.
Zatoczyła koło usiadła na gałązce i huśtając się powiedziała:
-Wszystko jest snem, obrazem w waszych głowach.
-Co ona mówi? - odezwał się ktoś z tyłu.
-Nie mam pojęcia, - opowiedział ktoś inny.
Popatrzyli na siebie, a po chwili ruszyli w dalszą drogę.
***
Sławek był naburmuszony. Szedł powoli zostając nieco z tyłu. W pewnym momencie podleciała do niego mała laska ze skrzydłami.
-Co ci jest? - spytała uśmiechając się ciepło. Od jakiegoś czasu uważnie mu się przyglądała.
-Nie, nic mi nie jest, - odpowiedział, Nie chcąc nawiązać z nią kontaktu wzrokowego.
-No przecież widzę. Czym się martwisz? - nie dawała za wygraną.
Tak naprawdę chłopak był zazdrosny o Karolinę, zły i bardzo napalony. Nie chciał się przed sobą przyznać, ale od samego początku miał ochotę na tę małą dziewczynkę z kolorowymi skrzydłami. Była jak z bajki. No tak, oni przecież byli w bajce. Gdyby była jego rozmiarów pewnie szalałby za nią każdego dnia, a tak mógł tylko patrzeć i podniecać się. Wszystko było do dupy.
Usiadła mu na ramieniu i szepnęła do ucha:
-Pragniesz mnie?
Do myślała się Co jest powodem tego zamieszania, ale chciałaby to on się do tego przyznał.
-Daj mi spokój! - burknął, machając ręką, jakby chciał ją odgonić.
-Już wiem! - rzuciła unosząc się tuż przed jego oczami. Trzeba było jakoś rozwiązać ten problem.
Spojrzał na nią spod zmarszczonych brwi.
-Co wiesz? Nic nie wiesz! - burknął.
Wiedziała, że sobie z nim poradzi.
-Spokojnie, uśmiechnij się! - odezwała się ciepłym głosem.
Odpierdol się. Jesteś tylko motylem, - warknął w jej stronę.
Nie przejęła się tym.
-Głowa do góry. Wszystko będzie dobrze, - starała się go pocieszyć.
Jeszcze bardziej zmarszczył brwi.
-Łatwo ci mówić.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz