47. Przydałby się jakiś leżak.
-Teraz przydałby się jakiś leżak, pospałabym trochę, - skwitowała krzywiąc się.
Spojrzała przed siebie. Na skraju plaży spostrzegła coś, co wyglądało jak pomarańczowo - czerwony, niski i szeroki fotel.
-Gdzie ta Karolina? - spytała z niepokojem Julia.
Dopiero teraz ze zdziwieniem spojrzeli po sobie.
-No właśnie, - wtrącił Irek.
Dziadek Jeremiasz podrapał się po głowie. Widać było, że nad czymś się zastanawia.
-Nie przyglądałem się, ale zdaje się, że poszła w tamte krzaki.
-Poszła w krzaki?! - zaniepokoiła się Julka.
-No, za własną potrzebą. Przecież to chyba normalne.
-No i co, nie wróciła jeszcze?
-No, nie, ale pewnie zaraz tu będzie. Spokojnie, to niedaleko.
-Pójdę i jej poszukam.
Patrzyli, jak dziewczyna znika za krzewami.
-Och te kobiety, - westchnął roztargniony Jeremiasz.
Julka Wybrała najłatwiejszy wariant poszukiwań. Poszła po śladach odciśniętych w piasku. Po chwili znalazła się w grupie niewysokich roślin.
-Karolina jesteś? - zapytała.
Odpowiedziała jej cisza.
-Karolina, jesteś tu?.
Cisza.
-Karolina odezwij się.
Wyłoniła się zza krzaków i zniknęła w kolejnych. Nigdzie nie było widać jej kuzynki. Poruszała się dalej i dalej. W końcu weszła w gęsty las. No i stało się to, co było do przewidzenia - zabłądziła. Było południe z nieba lał się istny żar. Upał był bardziej dotkliwy niż te, które spotykała w swoim świecie.
-Ale gorąco! - westchnęła.
Oczywiście ona też odczuwała coraz większe podniecenie. W chwili jeszcze nie do końca zdawała sobie sprawę z tego co się z nią dzieje. Niewinne pogładziła się po cipeczce. Podświadomie przeczuwała, że ta wycieczka nie skończy się tylko na poszukiwaniach.
"Kurczę, gdzie ja jestem? Tu jest tak dziwnie”, - pomyślała.
W pewnym momencie wyłoniła się na piaszczystej polanie. Było coraz bardziej gorąco. Z każdą minutą bardziej chciało się jej pić. Chciała wrócić, lecz nie znała drogi.
-Och, gdybym znalazła coś do picia, - szepnęła do siebie.
Podniecenie seksualne mieszało się z czysto fizycznym pragnieniem. Nagle spostrzegła, że na pobliskim drzewie rosną jakieś dorodne owoce. Wspięła się na pochyły pień i zerwała kilka z nich.
-Wyglądają ładnie, chyba nie są trujące, - mruknęła zadowolona.
Niepewnie spróbowała. Były słodko - kwaśne i miały w sobie dużo soku. Szybko ugasiła pragnienie. Zerwała jeszcze kilka i wzięła ze sobą. Po drodze nazbierała sporo różnych bulw i jagód, które wyglądały na jadalne. Zdjęła bluzkę i wszystko w nią włożyła.
W końcu wyszła z lasu wprost na jezioro. Woda była czysta i spokojna, obok znajdowała się plaża z białym gorącym piaskiem.
-Super, ochłodzę się. Nie mogłam przecież ujść zbyt daleko. Pewnie zaraz mnie znajdą, - powiedziała do siebie.
Rozebrała się do majtek i biustonosza, ale to jej nie wystarczało.
-Rozbiorę się do naga, przecież tu i tak nikogo nie ma, - jęknęła, zdejmując resztę ubrania.
Weszła do wody. Toń była dość chłodna.
-Ale fajnie! - zawołała.
Z zachwytem zaczęła się pluskać na samym brzegu. Po jakimś czasie, czując się bezpiecznie, popłynęła nieco dalej. W końcu stwierdziła, że ma dość i wyszła na brzeg. Ociekała dużymi kropelkami, jednak gorące słońce szybko osuszało jej skórę.
-Teraz przydałby się jakiś leżak, pospałabym trochę, - skwitowała krzywiąc się.
Spojrzała przed siebie. Na skraju plaży spostrzegła coś, co wyglądało jak pomarańczowo - czerwony, niski i szeroki fotel.
-No nie, nawet to tu jest! - jęknęła nie zastanawiając się nad tym, że może być to jakiś postęp.
Podeszła bliżej. Okazało się, że to był jednak ogromnych rozmiarów, kwiat. Był piękny i na tyle mocny, że mógłby utrzymać jej ciężar. Pogładziła go dłonią.
-Miękki, wygodny, - wycedziła, uśmiechając się.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz