46. Każdy po trochu.
Delikatność przerodziła się w ostry seks bez wytchnienia. Ruchały ją jak stado piranii. Każdy po trochu, każdy w inną dziurkę. W cipce siedziało już dwóch jeden dupce, dwóch wpakowało się w jej usta. Ledwie mogła oddychać. Kilku włożyło swoje kutaski pod jej cycki, jeden starał się ją posuwać w pępek. To było dziwne, wręcz niebezpieczne, ale takie niesamowite i słodkie.
Kup jej kompletne mu zaskoczeniu istota ze skrzydłami się nieco powiększyła. Niestety jeszcze szybciej rósł jego członek. Stał się teraz nieproporcjonalnie duży w stosunku do rozmiarów swojego właściciela. Zwisał między jego nogami jak wąż boa. Gdyby tylko chciał mógłby bez najmniejszego problemu ją zaspokoić. Czuła, że coś jest nie tak, ale jeszcze nie chciała uciekać. Jej podniecenie szybko rosło I to było jej zgubą. Amorek, który był przed nią, był już połowy jej wielkości. Nadal fruwał robiąc przy tym spory podmuch. Jego kutas miał już rozmiary dorosłego dobrze zbudowanego mężczyzny. Zaczął sztywnieć i unosić się pionowo do góry sięgając właścicielowi ponad głowę. Jego ciężar przeważał amorka do przodu, ten nadrabiał to szybszą pracą swoich skrzydeł.
-Mój siórkowski wyczuł twoją cipusię i teraaz już nie daruje, - odezwał się swoim zabawnym głośnikiem.
Kiedy jeden z nich wleciał pod jej sukienkę i dobrał się do jej muszelki zemdlona opadła na kolana. Wiedziała, że zsuwa się po równi pochyłej.
-Och jesteście takie cudowne. Och, och, przestańcie. Och nie wytrzymam. Och chcę. Nie, nie chcę. Co ja mówię?
Wtedy ośmielone zaczęły poczynać sobie coraz bardziej. Jeden wsunął się pod jej bluzkę i zaczął ssać jej piersi.
-Oooooch, ooooooch, jakie to miłe! - westchnęła.
Nim się o spostrzegła kolejne zdarły z niej majtki. Nie wiedziała, w którym momencie rozwarły płatki jej róży i zaczęły ssać jej łechtaczkę. Wciąż przybywały nowe, a te, które już były rosły coraz bardziej. Było ich tyle, że nie mogła się bronić. Zresztą nie chciała.
-Och, ooooch, chłopaki co wy robicie, co wy robicie?! - jęczała.
Jej sukienka była już na jej brzuchu, majtki na wysokości kolan. Obsiadły ją ze wszystkich stron i powaliły na ziemię. Ich penisy były wielkie, nieproporcjonalnie duże do ich ciał. Coraz szybciej i bardziej stanowczo zaczęły pchać je w różne miejsca. W końcu nawet nie wiedziała kiedy jeden z nich wylądował w jej cipce.
-Ooooooooch! - jęknęła i poddała się całkowicie.
Delikatność przerodziła się w ostry seks bez wytchnienia. Ruchały ją jak stado piranii. Każdy po trochu, każdy w inną dziurkę. W cipce siedziało już dwóch jeden dupce, dwóch wpakowało się w jej usta. Ledwie mogła oddychać. Kilku włożyło swoje kutaski pod jej cycki, jeden starał się ją posuwać w pępek. To było dziwne, wręcz niebezpieczne, ale takie niesamowite i słodkie.
Tak. Teraz przypomniała sobie wszystko: urodziny babci, wstrząsy domu, zachowanie własnego syna i te pocieszne amorki. Była po drugiej stronie okna, była w raju. Wielkie kielichy czerwonych kwiatów zwieszały się z gałęzi drzew. Zewsząd dobiegał, niczym niezmącony intensywny śpiew ptaków.
"Gdzie reszta?! Gdzie są pozostali?" - pytała w myślach.
Przeszła jeszcze kilka metrów. Zatrzymała się i patrzyła, jakby nie dowierzała własnym oczom.
Stała na skraju drogi, czy raczej szerokiej ścieżki, która wspinała się prosto na szczyt niewielkiego wzniesienia. Coś jej mówiło, że tam są. Ruszyła więc przed siebie.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz