Szukaj na tym blogu

7 września 2021

Urodziny babci.

44. Kawałek ściany.


Na niewielkim wzniesieniu sterczał kawałek ściany z pustym otworem okiennym. Pozbawiony ramy i szyby, wyglądał jak wypalony. Wokół niego, jak gdyby nigdy nic, rosła wysoka trawa. Żółte, dorodne kłosy co chwilę uginały się pod naporem gorącego wiatru. Spokój, jaki panował wydawał się jeszcze bardziej niepokojący. Wzięła kilka głębokich oddechów i powiedziała na głos:

-Co się stało? 


Nie zwróciły na niego najmniejszej uwagi. Jak gdyby nigdy nic, zabawiały się dalej. Zrobiło się u trochę głupio. Spojrzał w lustro i zobaczył, że stoi ze swoją lancą na wierzchu i spływają z niej resztki spermy. Chrząknął i podciągnął spodnie. Nagle, bardziej wyczuł, niż spostrzegł, że coś jest nie w porządku. Wydało się mu, że niektórych rzeczy w pokoju brakuje. Pomyślał jednak, że to tylko subiektywne wrażenie. Po chwili jednak zrozumiał, że pierwsze wrażenie było prawdziwe. Przedmioty przed nim zaczęły falować, jak w rozgrzanym powietrzu, mętnieć i rozpływać się jak mgła.

-Matko święta, co się dzieje?! - wykrzyknął.

Patrzył i nie dowierzał. Na jego oczach przeciwległa ściana pociemniała i znikła jak jakiejś grze komputerowej.

-Jansa cholera! - zaklął.

W podobny sposób w ciągu paru sekund przestał istnieć też jego skórzany fotel. Nie mogło zakończyć się niczym dobrym. 

-Chłopie, Co ty tu robisz?! Spierdalaj! - krzyknął do siebie.

Nim się odwrócił spostrzegł, że obydwie kobiety zmieniły się w delikatną chmurkę i rozpadły jak rozsypany proszek. Po sekundzie cała oranżeria już nie istniała. Nie było tam kompletnie nic, tylko ciemność.

Spanikował. Błyskawicznie dopadał do drzwi i zaczął biec jak szalony. Kątem oka zobaczył, że pustka błyskawicznie powiększa swój zasięg. Czarna chmura, jak niewidzialny pożar obejmowała kolejne meble i przedmioty. Na korytarzu minął samego siebie idącego w przeciwnym kierunku. Dopiero teraz zrozumiał, że przed chwilą widział tylko miraż.

Spojrzał przed siebie i z przerażeniem stwierdził, że schodów na piętro już nie ma.

-Niemożliwe. Już po mnie, - jęknął przerażony.

Tymczasem Renata czekała i patrzyła jak pustka wdziera się do pokoju. Ciemność była przerażająca. Kobieta miała nadzieję, że jej mąż za chwilę pojawi się w drzwiach.

-Tadek! - wołała beznadziejnie. 

Odpowiedziała jej cisza.

-Taaaadek!!!

Nie odpowiadał. Była przerażona. 

-Tadziu, Tadziu! Kochany. 

W końcu usłyszał jej głos.

-Renata uciekaj! Uciekaj! Nie czekaj na mnie!!! - krzyknął do góry.

-Tadek, co ty robisz?! - zwróciła się do niego.

Była w szoku. Cała się trzęsła. Brakowało już połowy pokoju.

-Renata, uciekaj, uciekaj! Nie dostanę się na górę! Schodów już nie ma! Spróbuję znaleźć inną drogę! - Krzyknął jeszcze raz. 

-Boże, Tadek!!! Co się dzieje?! - rozpłakała się.

Mimo tego, co widziała chciała biec do niego. Być może nawet, by to zrobiła, gdyby nie następujące po sobie zdarzenia. 

Pół minuty później kolejny wybuch rzucił jej ciałem, jak kukłą, pod ścianę. Z półki posypały się na jej głowę książki. Wstała i podbiegła do okna. Za jej plecami potężna czarna fala rozpełzała się po trym co pozostało z pomieszczenia. Nie myślała, w ostatniej chwili instynktownie wyskoczyła na zewnątrz. To był odruch mający uratować jej życie. 

Dosłownie w tej samej chwili stara willa złożyła się niczym domek z kart. Ściany, sufity i podłogi nim spadły rozsypywały się w proch. Wszystkiemu towarzyszył przeraźliwy świst i rumor. 

Nagle zapadła kompletna cisza. Renata podniosła się z ziemi i spojrzała na to, co jeszcze przed chwilą było jej domem.

-Boże! - westchnęła przerażona.

Na niewielkim wzniesieniu sterczał kawałek ściany z pustym otworem okiennym. Pozbawiony ramy i szyby, wyglądał jak wypalony. Wokół niego, jak gdyby nigdy nic, rosła wysoka trawa. Żółte, dorodne kłosy co chwilę uginały się pod naporem gorącego wiatru. Spokój, jaki panował wydawał się jeszcze bardziej niepokojący. Wzięła kilka głębokich oddechów i powiedziała na głos:

-Co się stało? 



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Przeczytaj

Zapach rozkoszy

14. Błagając o więcej A później gwałtownie wyszedł z jej ust – wysunął się powoli, lecz zdecydowanie, zostawiając w niej pustkę gorącą i nat...