38. Tu wszystko jest inaczej.
-Choć nasz świat jest piękny, czeka tu sporo niebezpieczeństw, - zakończyła uśmiechając się.
-Jakich bezpieczeństw? - spytał Jeremiasz.
Spojrzała na niego.
-Trudno to wyjaśnić. Tu wszystko jest inaczej. Zaufacie mi?
-No cóż, zdarza się, ale i tak to uwielbiam, - powiedziała niczym nie zrażona, a po chwili spoglądając na dziewczynę dodała:
-Gdybyś zasnęła podczas śpiewu tego ptaszka, nigdy mogłabyś się już nie obudzić.
-No co ty mówisz. Poważnie? - westchnęła nieco zbita z tropu.
-Oczywiście, to, na początku odpręża, - mówiła dalej wróżka.
-Wiesz co, mnie też jakoś to całe zmęczenie dziwnie odeszło, - przerwał jej Ignacy.
-Nie dajcie się zwieść. Ten śpiew po dłuższym czasie otumania, jak narkotyk, a jeśli zaśniesz zabija.
Mocne promienie słońca szybko osuszyły jej skrzydełka. Kiedy ponownie odzyskała zdolność do lotu, poderwała się u usiadła tuż przed nimi.
-W każdym razie, zapamiętajcie tego ptaszka i uważajcie na niego. Nie chciałabym, aby przez niego stało się wam coś złego.
Przeciągała się w słońcu. Jeremiasz wyszedł przed grupę, uśmiechnął się i dotykając palcem jej nagiego brzucha powiedział:
-Ej mała! Ty coś zmyślasz! Od lat interesuję się ornitologią i nigdy o takim ptaku nie słyszałem.
-Aj! Uważaj! - zaprotestowała.
Zatoczyła koło usiadła na gałązce i huśtając się powiedziała:
-Zapomniałeś, człowieku, że nie jesteś już u siebie?!
Jeremiasz cofnął dłoń i odwrócił głowę.
-Sam już nie wiem, wszystko dziś jest jakieś inne, - mruknął.
-Spokojnie, uśmiechnij się! - pocieszała go, widząc, że być może będzie chciał się wycofać.
-Łatwo ci powiedzieć! - spojrzał na nią kątem oka.
Ponownie wzbiła się w powietrze.
-No, głowa do góry, pełny luz! Przyzwyczaisz się. Zobaczysz, u nas jest cudownie. No, a przynajmniej na tyle dobrze, żeby nie chcieć wracać do waszego świata.
Usiadła mu na ramieniu i przytuliła do jego ucha. Tymczasem Irek ukląkł i pochylił się nad jakimiś roślinkami.
-Dziewczyny chodźcie bliżej, zobaczcie te małe dzwoneczki! - zawołał.
Obydwie uradowane pobiegły w jego stronę.
-O, jakie śliczne, małe kwiatuszki! - zachwyciła się Karolina.
Chłopak wyciągnął dłoń i dotknął jednego z kielichów. Po chwili szeroko otworzył oczy. Kwiaty same zaczęły się poruszać.
-One dzwonią! - wyrzucił z siebie osłupiały.
-Co? Niemożliwe! - Julka z wrażenia opuściła ramiona.
-Dzwonią! Cichutko, ale dzwonią. Posłuchaj.
Uklękła i nastawiła ucha.
-A, no tak, dzwonią.
Z pytaniem i prośbą o wyjaśnienie spojrzeli na wróżkę.
-To kwiaty radości. Zawsze warto je mieć przy sobie, - powiedziała pewnym siebie głosem.
-Taaak? Jak to możliwe?! - dziwił się Irek.
-Niesamowite, - dodała Julka.
-To wszystko zapiera dech w piersiach, - podsumowała Karolina.
-Och widzę, że zaczyna się wam podobać. To dopiero początek, chodźcie dalej, - powiedziała, - przed wami jest jeszcze tyle fascynujących rzeczy. Jestem taka podekscytowana, że mogę wam to wszytko pokazać.
Chwilę popatrzyli i posłuchali a później ruszyli przed siebie. Alejka wspinała się pod górę i zakręcała. Pod stopami czuli piasek. Był gorący i iskrzył. Na szczycie wzniesienia zatrzymali się ponownie.
-Musicie uważać, - powiedziała wróżka unosząc się w powietrzu tuż przed nimi.
Powoli poruszała swoimi barwnymi skrzydłami. Wcisnęła palce w swoje długie włosy i rozczesując je, jakby przy okazji wypięła piersi do przodu.
-Nie odchodźcie zbyt daleko, - ciągnęła krzyżując uda.
Patrzyli na nią uważnie. Wszystkie ruchy i gesty, które wykonywała zdawały się mieć na celu tylko jedno: podkreślenie walorów jej małego, ale jakże i powabnego zgrabnego ciała. Będąc przy niej, wszyscy, łącznie z kobietami, odczuwali duże podniecenie.
-Choć nasz świat jest piękny, czeka tu sporo niebezpieczeństw, - zakończyła uśmiechając się.
-Jakich bezpieczeństw? - spytał Jeremiasz.
Spojrzała na niego.
-Trudno to wyjaśnić. Tu wszystko jest inaczej. Zaufacie mi?

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz