54. Skrzydła wydały ciche brzęczenie.
Był oszołomiony, ale zadowolony. Niepewnie poruszył swoim nowym nabytkiem. Skrzydła wydały ciche brzęczenie, zrobił się podmuch, a on sam uniósł się lekko do góry. Zaczął się serdecznie śmiać i nie mógł tego opanować. Śmiała się wraz z nim.
-Witaj w moim świecie, - powiedziała.
Czół, że przestaje być sobą. Nie mógł zapanować nad własnym ciałem, nad emocjami.
-Gdybyś była większa, zerżnąłbym cię we wszystkie dziurki, mała cipo, - powiedział przez zęby.
-Ależ możesz to zrobić, - odezwała się z taką pewnością siebie, że na chwilę zatrzymał się zaskoczony.
-Odsuń się, bo jak się spuszczę to będziesz pływać w spermie, - rzucił w jej stronę.
-Hm, - stęknęła, puszczając do niego oko, - to niezła perspektywa. Może być dobra zabawa.
Nie wytrzymał. Ruszył w krzaki i zaczął walić konia.
-Och mój ty ogierze. Jak mnie chcesz, to będziesz mnie miał, - ciągnęła.
-Hahaha tylko jak? - odpowiedział, wystawiając z podniecenia język.
-Wszystko jest możliwe, - tłumaczyła Tak jakby była pewna swego.
-Przecież jesteś wielkości mojej dłoni, fiuta możesz mi najwyżej pogłaskać, - zaśmiał się.
-Owszem... pogłaskać i co tylko chcesz, zaufaj mi.
-No dobra, spróbuję.
Kiedy ich dialog dobiegł końca, wstała i rzuciła się przed siebie. Opadła trochę niżej i łagodnym łukiem poderwała się do góry. Podkuliła nogi, chwyciła się za biodra i przechylając głowę na bok, szeroko się uśmiechnęła. Po chwili kiwnęła na niego ręką.
-No, idziesz?! - rzuciła.
-Tak, idę, - zgodził się.
Bez zastanawiania się poszli w krzaki. On położył się, a wróżka zaczęła chodzić po jego sterczącej pale. Machała swoimi skrzydełkami łaskocząc ją.
-Zrób coś, zrób, błagam, bo zwariuję! - piszczał, nie mogąc wytrzymać.
Nagle poleciała nie wiadomo gdzie i wróciła z jakąś sakiewką. Zbliżyła się do niego i posypała go srebrnym proszkiem.
W tym samym momencie poczuł, że ubranie na nim jest za luźne. Rękawy były za długie. W pewnej chwili jego spodnie same zjechały do dołu, a później slipy.
Przestraszył się gdy przygniotła go jego własna koszula. Była taka wielka i ciężka, że ledwie się spod niej wygrzebał. Kwiaty, które jeszcze przed chwilą miał u swoich stup sięgały mu teraz do pasa.
-Co się dzieje, wszystko wokół mnie zaczyna rosnąć? - zawołał zaskoczony.
Uśmiechnęła się do niego ciepło.
-To ty malejesz, Sławku.
Rozejrzał się dokładnie. Nie mógł uwierzyć własnym oczom.
-No tak, rzeczywiście. O rety Przecież to wbrew fizyce!
Była tuż obok i wciąż rosła. Nie. To on wciąż malał.
-Jeszcze trochę. Za chwilę będziesz taki jak ja, - powiedziała.
Spojrzał na nią i zaparło mu dech w piersiach. Teraz widział ją niezwykle dokładnie.
-Ależ jesteś ładna. Boże, jaką masz piękną buzię, jakie cudowne ciało, - mówił z przejęciem.
-Cieszę się, że ci się podobam, ale teraz inaczej mnie postrzegasz, - tłumaczyła.
Nagle zaniepokoił się. Zrozumiał, że dzieje się coś niespodziewanego. Co, o czym wcześniej nie miał pojęcia.
-Zaraz, zaraz, dlaczego tak mnie swędzą plecy?!
Wzrostem była prawie taka jak on.
-To nic takiego. Po prostu wyrastają ci skrzydła, Sławku, - powiedziała uspokajająco.
Na jego karku najpierw pojawiła się bezbarwna, miękka błona, a po chwili zaczęła sztywnieć i wybarwiać się.
-To niemożliwe, jak to? - dukał, nie mogąc zrozumieć.
Był oszołomiony, ale zadowolony. Niepewnie poruszył swoim nowym nabytkiem. Skrzydła wydały ciche brzęczenie, zrobił się podmuch, a on sam uniósł się lekko do góry. Zaczął się serdecznie śmiać i nie mógł tego opanować. Śmiała się wraz z nim.
-Witaj w moim świecie, - powiedziała.
Nie mógł uwierzyć w to co się stało, ale był szczęśliwy.
-Hej, jestem taki jak ty! - zawołał.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz