50. Och Antoni!
Z wrażenia uchyliła usta. Nie mogła uwierzyć, była przekonana, że jeszcze śpi.
-Antoni?! Jak to możliwe?!
Poznała jego twarz, jego ostre rysy, te długie szlacheckie wąsy.
-Możliwe, Klementynko.
-Och Antoni, jaki ty jesteś młody, przystojny!
Z niedowierzaniem patrzyła na jego rozpiętą białą koszulę i na zarośniętą klatkę piersiową.
Rodzina prowadzona przez wróżkę powoli przemierzała leśne ostępy. Nikt nie miał pojęcia dokąd prowadzi ich to małe stworzenie.
-Gzie my idziemy? - w końcu nieśmiało spytał Jeremiasz.
-Jak to, do mojego domu, oczywiście - odpowiedziała.
-No dobrze, ale daleko jeszcze? - niecierpliwił się Ignacy.
Uśmiechnęła się łagodnie.
-Widzicie tamte wzniesienia? - powiedziała wskazując przed siebie. - To mój dom.
Ruszyli rozmawiając i żartując, zupełnie jakby byli na wakacjach. Atmosfera była tak dobra, że nikt niczym się nie przejmował. Niestety po jakimś czasie nestorka rodu źle się poczuła i została w nieco tyle. Byli tak zaoferowali nową sytuacją, że nawet tego nie spostrzegli. Starsza, nie dając sobie rady z podróżą, kobieta przysiadła na kamieniu. Nagle na niewielkim krzewie obok niej usiadł kolorowy ptak z pięknym długim ogonem i rozpoczął swój śpiew. Zaczęła słuchać i po minucie poczuła lekkie rozluźnienie, a później senność.
-Powinnam trochę odpocząć, - westchnęła ciężko siadając na zwalonym pniu.
Przymknęła powieki i nawet nie wiedziała, w którym momencie znużył ją sen. Nie miała pojęcia, jak długo spała, ale obudził ją dziwnie znajomy głos.
-Witaj Klementyno!
Z wrażenia uchyliła usta. Nie mogła uwierzyć, była przekonana, że jeszcze śpi.
-Antoni?! Jak to możliwe?!
Poznała jego twarz, jego ostre rysy, te długie szlacheckie wąsy.
-Możliwe, Klementynko.
-Och Antoni, jaki ty jesteś młody, przystojny!
Z niedowierzaniem patrzyła na jego rozpiętą białą koszulę i na zarośniętą klatkę piersiową.
-Chodź ze mną... - powiedział, tajemniczo uśmiechając się.
Ustawił nogi obok siebie tak, jakby stawał na baczność, jego błyszczące buty stuknęły o siebie.
-Gdzie?
-Klementyno, z okazji twoich urodzin mam dla ciebie prezent.
Poprawił fałdy na bryczesach i podwinął rękawy u koszuli. Wciąż miło się uśmiechał.
-Nie przypominaj mi mojego wieku dziedzicu... ty zawsze byłeś przystojny i niech tak pozostanie.
Chwycił ją za rękę i pociągnął za sobą.
-Klementynko, spójrz w górę, zobacz jakie niebo jest błękitne.
Uniosła głowę. Tymczasem w dole między dwiema gałęziami rozciągała się już ogromna sieć pajęcza.
-Och tak, rzeczywiście, piękne, - westchnęła.
Po chwili opuściła oczy i zatrzymała się.
-Gdzie ty mnie zaprowadziłeś?! To straszne miejsce?! - wzdrygnęła się.
Na jego twarzy gościł ten sam łagodny, ale podejrzany uśmiech.
-Stań tu, - powiedział.
-Że co? - nie zrozumiała.
Delikatnie przesunął ją na krawędź urwiska i bez najmniejszych skrupułów popchnął.
-Antoni, pomóż mi! - błagała przerażona.
Antoni nie odzywał się, tylko patrzył.
-Antek! - krzyczała.
Zaczęła się szamotać, co tylko pogorszyło jej sytuację. Lepkie nici coraz mocniej krępowały jej ciało. Widziała jak z zarośli wychodzi ogromny pająk. Miał osiem kosmatych nóg o oczy jak latarki.
-Antoni, ratuj!!! - wydarła się na całe gardło.
-To dla twojego dobra, - mówił niewzruszonym głosem.
Nie mogła uwierzyć, że to dzieje się naprawdę. Patrzyła, jak czarna bestia powoli idzie w jej kierunku. Zaczęła szarpać się jeszcze mocniej. Po chwili omotana przez sieć całkowicie straciła zdolność ruchu.
-Błagam!
Pająk miał pod tułowiem coś, co przypominało słoniową trąbę. Zbliżył się, chwycił ją swoimi odnóżami i wprawnie pozbawił ubrania. Odsłoniło się jej stare pomarszczone ciało.
-Antoni pomóż! On mnie zje!
-Klementyno, nic ci się nie stanie! Nie szarp się, - w głosie jej przyjaciela cały czas pobrzmiewał spokój i pewność siebie.
Tymczasem ona umierała z przerażenia.
-Antoni!
Pająk chwycił ją w pół i wepchnął w jej starą pomarszczoną cipę swoją trąbę.
-Aaaaaaach, - westchnęła.
Przez na w półprzezroczysty wąż popłynął jakiś biały płyn. Jej ciałem szarpnął silny skurcz, później znieruchomiała.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz