Szukaj na tym blogu

13 września 2021

Urodziny babci.

50. Och Antoni!


Z wrażenia uchyliła usta. Nie mogła uwierzyć, była przekonana, że jeszcze śpi.

-Antoni?! Jak to możliwe?!

Poznała jego twarz, jego ostre rysy, te długie szlacheckie wąsy.

-Możliwe, Klementynko.

-Och Antoni, jaki ty jesteś młody, przystojny!

Z niedowierzaniem patrzyła na jego rozpiętą białą koszulę i na zarośniętą klatkę piersiową.


Rodzina prowadzona przez wróżkę powoli przemierzała leśne ostępy. Nikt nie miał pojęcia dokąd prowadzi ich to małe stworzenie. 

-Gzie my idziemy? - w końcu nieśmiało spytał Jeremiasz.

-Jak to, do mojego domu, oczywiście - odpowiedziała.

-No dobrze, ale daleko jeszcze? - niecierpliwił się Ignacy.

Uśmiechnęła się łagodnie.

-Widzicie tamte wzniesienia? - powiedziała wskazując przed siebie. - To mój dom.

Ruszyli rozmawiając i żartując, zupełnie jakby byli na wakacjach. Atmosfera była tak dobra, że nikt niczym się nie przejmował. Niestety po jakimś czasie nestorka rodu źle się poczuła i została w nieco tyle. Byli tak zaoferowali nową sytuacją, że nawet tego nie spostrzegli. Starsza, nie dając sobie rady z podróżą, kobieta przysiadła na kamieniu. Nagle na niewielkim krzewie obok niej usiadł kolorowy ptak z pięknym długim ogonem i rozpoczął swój śpiew. Zaczęła słuchać i po minucie poczuła lekkie rozluźnienie, a później senność.

-Powinnam trochę odpocząć, - westchnęła ciężko siadając na zwalonym pniu.

Przymknęła powieki i nawet nie wiedziała, w którym momencie znużył ją sen. Nie miała pojęcia, jak długo spała, ale obudził ją dziwnie znajomy głos.

-Witaj Klementyno!

Z wrażenia uchyliła usta. Nie mogła uwierzyć, była przekonana, że jeszcze śpi.

-Antoni?! Jak to możliwe?!

Poznała jego twarz, jego ostre rysy, te długie szlacheckie wąsy.

-Możliwe, Klementynko.

-Och Antoni, jaki ty jesteś młody, przystojny!

Z niedowierzaniem patrzyła na jego rozpiętą białą koszulę i na zarośniętą klatkę piersiową.

-Chodź ze mną... - powiedział, tajemniczo uśmiechając się.

Ustawił nogi obok siebie tak, jakby stawał na baczność, jego błyszczące buty stuknęły o siebie.

-Gdzie?

-Klementyno, z okazji twoich urodzin mam dla ciebie prezent.

Poprawił fałdy na bryczesach i podwinął rękawy u koszuli. Wciąż miło się uśmiechał.

-Nie przypominaj mi mojego wieku dziedzicu... ty zawsze byłeś przystojny i niech tak pozostanie.

Chwycił ją za rękę i pociągnął za sobą.

-Klementynko, spójrz w górę, zobacz jakie niebo jest błękitne.

Uniosła głowę. Tymczasem w dole między dwiema gałęziami rozciągała się już ogromna sieć pajęcza.

-Och tak, rzeczywiście, piękne, - westchnęła.

Po chwili opuściła oczy i zatrzymała się.

-Gdzie ty mnie zaprowadziłeś?! To straszne miejsce?! - wzdrygnęła się. 

Na jego twarzy gościł ten sam łagodny, ale podejrzany uśmiech.

-Stań tu, - powiedział.

-Że co? - nie zrozumiała.

Delikatnie przesunął ją na krawędź urwiska i bez najmniejszych skrupułów popchnął.

-Antoni, pomóż mi! - błagała przerażona.

Antoni nie odzywał się, tylko patrzył.

-Antek! - krzyczała.

Zaczęła się szamotać, co tylko pogorszyło jej sytuację. Lepkie nici coraz mocniej krępowały jej ciało. Widziała jak z zarośli wychodzi ogromny pająk. Miał osiem kosmatych nóg o oczy jak latarki.

-Antoni, ratuj!!! - wydarła się na całe gardło. 

-To dla twojego dobra, - mówił niewzruszonym głosem.

Nie mogła uwierzyć, że to dzieje się naprawdę. Patrzyła, jak czarna bestia powoli idzie w jej kierunku. Zaczęła szarpać się jeszcze mocniej. Po chwili omotana przez sieć całkowicie straciła zdolność ruchu.

-Błagam!

Pająk miał pod tułowiem coś, co przypominało słoniową trąbę. Zbliżył się, chwycił ją swoimi odnóżami i wprawnie pozbawił ubrania. Odsłoniło się jej stare pomarszczone ciało.

-Antoni pomóż! On mnie zje!

-Klementyno, nic ci się nie stanie! Nie szarp się, - w głosie jej przyjaciela cały czas pobrzmiewał spokój i pewność siebie.

Tymczasem ona umierała z przerażenia.

-Antoni!

Pająk chwycił ją w pół i wepchnął w jej starą pomarszczoną cipę swoją trąbę.

-Aaaaaaach, - westchnęła.

Przez na w półprzezroczysty wąż popłynął jakiś biały płyn. Jej ciałem szarpnął silny skurcz, później znieruchomiała.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Przeczytaj

Zapach rozkoszy

14. Błagając o więcej A później gwałtownie wyszedł z jej ust – wysunął się powoli, lecz zdecydowanie, zostawiając w niej pustkę gorącą i nat...