11. Bezwzględny atak na jej usta.
Lora wisiała do dołu plecami, zawieszona na rękach i nogach, jak upolowane zwierzę. Tymczasem kolejne, wężowate wyrośla przypuściły bezwzględny atak na jej usta i piersi.
Czuła się jak małe, bezbronne zwierzątko w uścisku potwornego węża. Nie mogła zrobić już nic, co zmieniłoby jej sytuację. Mogła tylko czekać.
Z jej gardła co chwilę wydobywały się przejmujące, przypominające szloch, nieartykułowane dźwięki. Macki trzymając ją w śmiertelnym uścisku, odwróciły jej ciało do góry nogami i chwytając pod kolanami, rozwarły jej uda tak szeroko, jak tylko było to możliwe. Dopiero teraz dostrzegła, że owych winogron, jak je myślach nazwała, było kilka. Każde z nich czaiło się z innej strony.
W ułamku sekundy ogarnął ją przeraźliwy, zwierzęcy strach. Chciała coś powiedzieć, zaprotestować, lecz jej krtań, spięta w panicznym skurczu, wyrzucała z siebie pojedyncze urywane sylaby. Brzmiało to jak część rozmowy bardzo jąkającego się człowieka.
Wciąż miała nadzieję, że to tylko koszmarny sen, że za chwilę się z niego obudzi. Nic takiego jednak się nie działo. Liany wciąż tak samo mocno trzymały jej ręce i nogi. Zbliżały się, wiły i kłębiły, niczym zgraja dzikich drapieżników. Z każdą kolejną sekundą były coraz bliżej jej ust, gorącej i pulsującej już z podniecenia pizdeczki, oraz ciasnego, analnego otworku. Wielkie grube winogrona, coraz mocniej pulsujące, szykowały się do trudnego do przewidzenia w skutkach i działaniu ataku.
Była otoczona już końcówkami, które usilnie próbowały wślizgnąć się w każdą jej dziurkę. Trzy z nich, te najcieńsze, już się szykowały, by przypuścić atak na jej usta. Skręcały się jak robaki, rywalizując oto, który z nich pierwszy wtargnie do jej buzi. Kolejne manewrowały przy jej cipeczce i dupci.
-Ooo jeeeeej! - łkała wystraszona.
Dotykały jej ciała wszystkie na raz, we wszystkich możliwych miejscach. Zaplatały kolejne zwoje wokół jej talii, barków, rąk i piersi. Czuła się jak pochowana żywcem, tak jakby kłęby tłustego robactwa chciały wydrążyć jej ciało.
Zamknęła oczy i drżała, trzęsła się jak galareta. Mimo to odczuwała coraz większe i większe podniecenie.
Szeroko rozwarte uda sprawiały, że jej cipeczka rozchyliła się, ukazując swoje różowe, delikatne wnętrze. Pięć cienkich, ruchliwych ogonków wiło się wokół niej, jakby sprawdzając możliwości penetracji. Zdawały się delektować jej widokiem, zapachem, a delikatnie badając, także dotykiem i smakiem.
Otoczona obwódką krótkiego, gęstego, czarnego, zarostu szparka pulsowała, zaciskała się, delikatnie rozchyliła i zamykała.
Dziewczyna jęknęła, bo oto trzy najbardziej ruchliwe wężyki trafiły w sam środek wilgotnego cięcia. Jeden dotknął łechtaczki, a dwa pozostałe wjechały w dziurkę poniżej.
Lora z wrażenia zaczęła szybko i głośno oddychać. Po chwili do aktywnej trójki dołączył czwarty, jakby nieco bardziej agresywny. Rozpychając się, wciskał od dołu.
Wszystkie razem delikatnie, powoli, aczkolwiek bez przerwy wsuwały się w jej wilgotną jaskinię miłości. Wrażenie, jakie wywoływały swoją obecnością, musiało być piorunujące, ponieważ dziewczyna drżała, jak podłączona do prądu.
Kiedy macki wsunęły się jeszcze bardziej, stopniowo zaczęły rozjeżdżać się na boki, każda w swoją stronę, rozchylając szparkę jeszcze bardziej.
Lora wisiała do dołu plecami, zawieszona na rękach i nogach, jak upolowane zwierzę. Tymczasem kolejne, wężowate wyrośla przypuściły bezwzględny atak na jej usta i piersi.
Dwa cienkie skręcały się wokół sztywnych sterczących sutków. Jeden gruby, bardziej niebieski przejechał między jej cyckami, zakręcił pod pachą i znikał gdzieś za łopatką.
Kolejne przymierzały się do jej jamy ustnej. Jeden, bardziej cienki i różowy opanował sam kącik, wślizgając się pod język. Drugi, dużo grubszy, bezczelnie całym swoim bokiem muskał jej policzek tak, jakby za chwilę miał zamiar także zobaczyć jak wygląda jej gardło.
Niestety tak też się stało. Dziewczyna zdążyła tylko wyrzucić z siebie dwa głośne jęki i zamilkła, zakneblowana grubym, niebieskim ogonem.
Wysunął się i zatrzymał dwa centymetry od jej warg, szykując kolejny szturm.
-Nie chcę, proszę! - jęknęła błagalnie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz