Szukaj na tym blogu

4 września 2022

Misja.

10. Liany oplatające jej ciało.


Przerażona dziewczyna stwierdziła, że liany oplatające jej ciało, zacisnęły się jeszcze bardziej, krępując możliwość jakiegokolwiek samodzielnego ruchu.


Tymczasem dwa pokłady niżej, w ogromnej ładowni statku rozgrywała się scena rodem z horroru. Lora unosiła się w powietrzu, opleciona szeregiem grubszych i cieńszych macek. Każda z nich była w kolorze fioletowo niebieskim, lekko przezroczysta i lśniąca. 

Piękna, czarnowłosa dziewczyna była przerażona, krzyczała, próbowała walczyć. Jednak jej szanse uwolnienia się z owych dziwnych pnączy były bardzo niewielkie. 

Liany z każdym jej ruchem wzmacniały swoje oploty wokół rąk i nóg. Szarpiącymi ruchami, zerwały ubranie tak, że w tej chwili na jej ciele pozostały już tylko niewielkie strzępy. 

Wiedziała, co za chwilę się stanie. Nic już nie chroniło dostępu do jej dużych, napęczniałych piersi i soczystej, wilgotnej cipeczki. Jej uda były szeroko rozwarte, a ona patrzyła w swoje krocze wielkimi, pełnymi łez oczami. 

Cienkie macki, niczym dżdżownice wiły się wokół jej twarzy tak szybko, że nie była w stanie określić ich aktualnego położenia. Inne, te grube były bardziej zainteresowane dolną partią jej ciała. 

Jedna z nich, zakończona głowicą w kształcie żołędzi ogromnego fiuta, przemieszczając się od strony pośladków, wdarła się między jej nogi i ruchem ślizgowym sunęła do góry, by ponownie zniknąć gdzieś za jej plecami. 

Lora  zacisnęła dłonie na korzeniu, który próbował opleść się wokół jej szyi i odciągała go od siebie. Starała się patrzeć, co robią pozostałe wyrostki. 

Westchnęła głęboko, czując, jak gruba maczuga pełznie po jej gorącej muszelce. Mimo przerażenia, które ogarnęło ją w pierwszej chwili, była coraz bardziej podniecona. Nie potrafiła tego wytłumaczyć, ale jej ciało reagowało na swój własny sposób, tak, jakby nagle wyrwało się spod kontroli jej świadomości. 

-Przestań! - jęknęła, nie mogąc już znieść przeszywających jej ciało dreszczy. 

Gruba, nieco żebrowana gałąź, nie miała litości nagiej pizdeczką. 

-A-aaaaaha!!! - wyrwało się z jej gardła w momencie, kiedy zdała sobie sprawę, że do pokaźnej żerdzi, drażniącej jej intymne gniazdko, dołączyła cienki patyczek, który wsunął się od spodu w sam środek gorącej szparki. 

Wszystko zdawało się wirować, jej ciało unosiło się i opadało, co chwilę zataczało kręgi, przemieszczając się od jednej do drugiej ściany. Czuła się jak na jakiejś dziwnej, nieziemskiej karuzeli. Wzdychała cicho, próbując złapać jakąkolwiek orientację. 

Kątem oka dostrzegła, że lian i wypustek było dużo więcej, niż jej się na początku wydawało. Z przerażeniem stwierdziła, że oprócz tych długich, cienkich i grubych, których przeznaczenia mogła się domyślać, w pomieszczeniu są inne.  

Dotarło do niej, że w komorze załadunkowej znajduje się coś, co swoim wyglądem nie przypomina macek, a jednocześnie wzbudza w niej podświadome, koszmarne lęki. Była to wypustka o grubości solidnego konaru, pokryta szeregiem mniejszych i cieńszych, gęsto rozrzuconych po całej jej powierzchni. Skojarzenie, jakie przyszło jej w tej chwili do głowy, było jedno: olbrzymie, przerośnięte winogrono. 

Przeważająca część istoty, której tak bardzo się wystraszyła, migotała gdzieś za jej plecami, z każdym obrotem przesuwając się coraz bliżej. Mniejsze wypustki na jej powierzchni, jakby wyczuwając zbliżające się ciało ofiary, zaczęły się szybko poruszać i drgać. 

Jednocześnie przerażona dziewczyna stwierdziła, że liany oplatające jej ciało, zacisnęły się jeszcze bardziej, krępując możliwość jakiegokolwiek samodzielnego ruchu. Wiedziała, że nie wróży to niczego dobrego, że za chwilę stanie się coś, na co absolutnie nie wyraża zgody.




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Przeczytaj

Zapach rozkoszy

14. Błagając o więcej A później gwałtownie wyszedł z jej ust – wysunął się powoli, lecz zdecydowanie, zostawiając w niej pustkę gorącą i nat...