Szukaj na tym blogu

18 września 2022

Misja.

24. Nadziała się na jego fujarę.


Jeszcze raz maksymalnie nadziała się na jego fujarę. Nie robiła dla siebie żadnej ulgi, jakby jej rozkoszą była jego rozkosz, a on stał nieruchomo niczym posąg.


Cofnęła głowę i pokiwała nią na boki tak, jakby nie chciała rozstać się z tym ogromnym penisem. On i ona zdawali się tworzyć jakąś jedną wielką całość,  komplet, jakby byli sobie niezbędni do normalnego funkcjonowania. 

Jęknęła cicho i słodko jak małe dziecko. Obracając swoją piękną twarz w jedną i w drugą stronę, zachowywała się tak, jakby chciała sprawić swojemu kochankowi jak najwięcej przyjemności. Z jej buzi wydobywały się słodkie wilgotne mlaskania, które brzmiały niczym pocałunki.

Wyrzuciła z siebie cichy, rozczulający dźwięk, jak łkanie niemowlaka. W tej samej chwili uwolniła wielki łeb. Otworzyła delikatnie swoje ciemne oczy i zdawała się śledzić coś, co poruszało się obok, bądź za jego plecami. 

Odchyliła głowę, zrobiła to ze sporym wysiłkiem, mocno ściskała jego pytę, przez co jej twarz odskoczyła jak na sprężynie, i znów błyskawicznie rzuciła się do przodu, pochłaniając wielki łeb w swoje słodkie usta. Jej policzki pokryły się różowymi wypiekami, a oczy zaszły mgłą. 

Z głębokim i miękkim westchnieniem pchnęła się jeszcze raz maksymalnie do przodu. Teraz wydawało się, że jej głowa przesunęła się jeszcze dalej niż poprzednio. 

Jego kutas był nietypowy, najgrubszy na samym środku. W tej chwili usta dziewczyny, które zdawały się przejechać poza ten magiczny punkt, nie były już tak szeroko rozwarte. 

Znów się cofnęła. Delikatnie powoli odsunęła swoją buzię. Była piękna. Wyglądała niczym droga lalka z najlepszego sklepu. Całkowicie skupiona na swoim zadaniu, zdawała się grać jakiś niebiański balet. 

Kolejny ruch, a właściwie dwa, jeden w lewą, drugi w prawą stronę, jak dziecko, które nie chce na coś się zgodzić. Jej usta szlifowały grubą żyłę, która oplatała wielki łeb. 

Wciągnęła ślinę, obficie wypływającą z każdej szczeliny. Jeszcze raz pokiwała swoją drobną główką i, z cichym odgłosem przełykania, cofnęła ją do pionu. 

Przez krótką chwilę trwała tak w bezruchu, jakby zastanawiając się nad kolejnym posunięciem ze swojej strony, a później, pełnym łukiem, niczym uderzenie młota, opadła na fallusa po raz kolejny. Wychodziło jej to perfekcyjnie.

Była coraz bardziej spragniona, coraz bardziej podniecona, całkowicie przestawała już nad sobą panować. Ta dziwna sytuacja rozłożyła jej psychikę na łopatki. Zdawała się już nie być sobą, była seksem.

Jeszcze raz maksymalnie nadziała się na jego fujarę. Nie robiła dla siebie żadnej ulgi, jakby jej rozkoszą była jego rozkosz, a on stał nieruchomo niczym posąg.

Do tyłu, do przodu... jak maszyna… jeszcze mocniej... do przodu i do tyłu…  z cichym westchnieniem, doskonale spasowana, jak cylinder i tłok w silniku. Przód-tył, przód-tył… mocno zaciśnięte usta, dużo śliny, głośne mlaskanie i te westchnienia. Pochłaniała go prawie po same jaja. 

Fioletowo niebieskie węże oplatały jej przedramiona i przyciskały do jego ud. Jeden z nich obejmował ją faliście za łopatki i także ciągnął w jego stronę. Mimo iż wyglądały groźnie, wszystkie oploty i uściski były miękkie i delikatne. Zachowywały się niczym czułe dłonie namiętnego kochanka. Ich celem nie było zatrzymanie jej w tym miejscu, ponieważ ona nie miała zamiaru nigdzie uciekać, a jedynie zaznaczenie swojej dominacji. 

W pewnym momencie ona zaparła się swoimi dłońmi o jego umięśnione uda i starała się odepchnąć jak najdalej. Było to trochę dziwne i sprzeczne z tym, co do tej pory można było zaobserwować. On natomiast kontrując jej ruch, wysunął swoje biodra do przodu, nie dając wyjść się swojemu kutasowi poza obręb jej ust. Zapowiadała się jakaś nowa odsłona. 




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Przeczytaj

Zapach rozkoszy

14. Błagając o więcej A później gwałtownie wyszedł z jej ust – wysunął się powoli, lecz zdecydowanie, zostawiając w niej pustkę gorącą i nat...