16. W kosmicznej ekstazie.
Wężowate macki oplotły jej szyję, tułów pod piersiami oraz nogi. Wisiała i miała wrażenie, że za chwilę zostanie przez nie całkowicie pochłonięta w gigantycznej, kosmicznej ekstazie.
To, co się działo, było nieprzerwaną akcją kopulacji, strachu, seksu i podniecenia. Nie wiedziała o tym, że była obiektem badań. Miała zostać zapłodniona nasieniem obcych. To samo miało się stać z pozostałymi kobietami na pokładzie Wiktorii. Ich los został przesądzony już w momencie, kiedy napastnicy wtargnęli na statek. Teraz rozgrywał się już tylko spektakl siania życia. Życia obcych oczywiście.
-Błagam! - rozległ się jej drżący głos.
I myliłby się ten, kto sądziłby, że prosiła o to, by przerwali. Ona pragnęła jedynie kilku sekund odpoczynku. Nie mogła znieść dłużej swojego własnego, podnieconego ciała. Miała wrażenie, że za chwilę eksploduje.
Była w całkowitym posiadaniu obcej, nieznanej rasy. Nie była zdolna do żadnego oporu, ponieważ w jej ciele krążyła substancja znosząca ten stan. Nawet nie wiedziała, co to znaczy. Węże wchodziły i wychodziły, wchodziły i wychodziły, zwijały się, skręcały, penetrowały... do przodu i do tyłu, do przodu i do tyłu... na boki... we wszystkie możliwe strony.
Łkała, płakała, szlochała... To było istne szaleństwo, szaleństwo z koszmarnego snu, szaleństwo z piekła rodem, którego nawet w najczarniejszych wyobrażeniach nie mogła go sama stworzyć.
Jednak wśród tego umęczenia, tego strachu, doświadczała niewyobrażalnej ekstazy. W żaden sposób nie umiała tego nazwać, a co najważniejsze, nie chciała tego przerwać. Chciała, by to trwało i trwało bez końca.
-O tak, tak, tak... tak chcę... o tak, tak, - wyrzucała ze swojego gardła serię zachęcających dźwięków.
Teraz już ruchanie odbywało się systematycznie, w nie za szybkim, ale rytmicznym tempie, mającym na celu doprowadzić ją na skraj największego, jaki mogła tylko osiągnąć, orgazmu.
Z jej krzyków i jęków można by było wywnioskować, że broni się przed tym, co się z nią dzieje, jednak prawda była inna. Odgłosy były tylko potwierdzeniem jej, wciąż narastającego, podniecenia.
Obcy wiedzieli, co robią, znali dokładnie anatomię ludzkiego organizmu, wiedzieli, jakie są nasze reakcje i do perfekcji potrafili to wykorzystać. Ofiara musiała sama tego pragnąć, sama chcieć, by ją zapłodni, by zostawili w niej swoje nasienie, by powstało i wyrosło w niej nowe, eksperymentalne życie. Wszystkie kobiety miały zostać zapłodnione, a statek, niczym koń trojański, miał dotrzeć do Ziemi, wylądować i rozprzestrzenić obcą rasę na macierzystej planecie.
-Błagam, proszę... wolniej… ja, ja nie wytrzymam... och... ja... ja nie mogę... - jęczała, czując, że za kilka sekund straci przytomność.
Kutasy wchodziły i wychodziły, wchodziły i wychodziły, ujeżdżały, dygotały, poruszały się na wszystkie strony, a ona tylko pojękiwała z coraz mniejszym oporem, coraz słabiej i coraz ciszej, odlatując gdzieś w przestworza, na krańce wszechświata.
Wężowate macki oplotły jej szyję, tułów pod piersiami oraz nogi. Wisiała i miała wrażenie, że za chwilę zostanie przez nie całkowicie pochłonięta w gigantycznej, kosmicznej ekstazie.
Czując, że coś mocno się wdziera, jeszcze raz głęboko zaciągnęła się powietrzem, spinając całe swoje ciało. Z jej gardła wydobył się przeciągły jęk. Jej piersi gwałtownie spęczniały i stwardniały tak, jakby to one pierwsze zamierzały wybuchnąć. Czuła, jak pod jej skórą zaczynają przebiegać pojedyncze, elektryczne przepięcia, jakby ktoś w różnych punktach podłączył kable elektryczne. Z każdą sekundą było ich coraz więcej i pojawiały się coraz szybciej... raz tu, raz tam... raz gdzieś pod łopatkami, drugi raz w okolicach ud.
Nie wiedziała, co się dzieje. Nigdy wcześniej w swoim młodym życiu czegoś podobnego nie doświadczyła.
Kiedy poczuła, że to coś mocno spina jej pośladki, a potężny prąd przepływa od czubka głowy po końce palców u stóp, wrzasnęła:
-Ooooooo, nieeeeee, nieeeeeee!!!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz