12. Gruby wężowaty cień.
Kiedy wejście do jej cipki stało szerokim otworem, gdzieś z boku pojawił się gruby wężowaty cień. Sunął po jej udzie, kierując się wprost do centrum.
Z cichym westchnieniem uniosła głowę. Na jej twarzy malował się obraz ogromnego podniecenia. Jej policzki zlane były intensywnym rumieńcem. Oczy przymknięte, przypominały wąskie szparki. Powieki nieco opuchnięte, zdradzały obraz niezwykłego wysiłku, jaki musiała w to wszystko wkładać.
Nagle, głęboko nabierając powietrza, błyskawicznie i szeroko otworzyła powieki. Jej źrenice były rozszerzone, ale zdawały się patrzeć trzeźwiej niż kiedykolwiek dotąd. Tak, jakby zobaczyły coś, co miało terminalne znaczenie.
Po chwili jej oczy rozszerzyły się jeszcze bardziej. Uchyliła szeroko usta, a cała jej twarz stężała w trudnym do wyobrażenia napięciu. Dopiero teraz można było uświadomić sobie, że z jej ciałem zaczęło dziać się coś, czego nie była w stanie zobaczyć, coś, czego tak bardzo i przeraźliwie się bała.
-O-ooooh!!! - rozległ się jej głos w pustym pomieszczeniu.
Cała jej drobna postać opleciona była grubymi, wężowatymi wypustkami. Wszystko wyglądało jak atak potężnego boa. W następnej chwili rozległ się jej przeraźliwy, przenikający każdy zakątek hali, krzyk.
-Iiiiiiaaaaaahaaaaaa!!!
Działo się z nią coś strasznego, nieopisanego. Coś, czego w tej chwili nie było widać. Jednak ona odczuwała to całą swoją osobą, każdą swoją najdrobniejszą komórką. Liany zdawały się rozrywać jej ciało na strzępy. Każda ciągnęła w swoją stronę.
-O Boże! Ja nie chcę! - wyrzuciła z siebie, szeroko otwartymi oczami patrząc w sufit.
Zdążyła jeszcze szybko zaczerpnąć powietrza, a jedna z cienkich macek wjechała w jej usta. Wcisnęła się między zęby i płynnie sunęła do gardła.
W nerwowym geście rozpaczy dziewczyna odchyliła głowę do tyłu, chcąc uniknąć penetracji. Była zdesperowana, ale siła otaczających ją lian była przeważająca. Kłębiły się wokół jej nagiego, rozkrzyżowanego we wszystkie strony ciała i było ich coraz więcej. Pośród jej westchnień i jęków usłyszeć można było słowa błagania, aby ktoś jej pomógł.
Wyciągnęła przed siebie, na chwilę uwolnioną dłoń, tak, jakby miała nadzieję, że może czegoś uda się jej chwycić i wydostać z owych, coraz mocniej oplatających ją, sznurów.
-Przystań!!! - zawołała.
Po chwili zaczęła stękać tak, jakby wydawała z siebie ostatnie tchnienie. Nagle, z przerażonym popiskiwaniem, mocno zaczęła zaciskać uda. Cztery cienkie, fioletowe dżdżownice, szybko poruszając się we wszystkie strony, penetrowały jej rozgrzaną cipeczkę. Wsuwały się coraz dalej do środka i coraz mocniej rozchylały jej brzegi. Dziewczyna wydawała z siebie przerażone jęki i westchnienia.
Kiedy wejście do jej cipki stało szerokim otworem, gdzieś z boku pojawił się gruby wężowaty cień. Sunął po jej udzie, kierując się wprost do centrum. Cienkie korzonki jeszcze bardziej rozwarły jej muszelkę, a dużo grubszy, lśniący, podobny do potężnego fiuta jak u byka odrost, obniżył swoją pozycję i zbliżał się od strony pośladków.
Rozległo się wystraszone westchnienie tak, jakby przeczuwała, co za chwilę się stanie. Kutas był już tuż, tuż, kilka centymetrów od jej szeroko rozchylonej, napęczniałej i wilgotnej norki.
Tego, co działo się między jej udami, nie mogła widzieć, gdyż zajęta była walką z grubym ogonem, który chciał wtargnąć do jej szeroko otwartej buzi. Jej głowa była mocno odchylona do tyłu a oczy zamknięte.
Trzymała banana w zaciśniętej dłoni, lecz on i tak, niczym śliski węgorz, przeciskając się pod jej palcami, sunął w kierunku jej warg. Wygiął się, zakręcając pod jej brodą. Nie miała szans, by go odciągnąć.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz