14. Wyruchajcie mnie.
-Wyruchajcie mnie, - rzuciła w powietrze, rezygnując z samej siebie i pozwalając im na wszystko.
Tymczasem na drugim końcu, między jej szeroko rozwartymi udami, prawie taki sam, gruby robal zatrzymał się kilka milimetrów od jej gorącego, słodkiego wnętrza.
Westchnęła głęboko, czując jak płynnym ruchem, niczym pociąg towarowy, wjeżdża w szeroko otwarte wrota miłości. Miała pełną świadomość, że jest gwałcona przez obcą, nieznaną formę życia. Fioletowo-różowe ramię wślizgiwało się coraz głębiej i głębiej, a ona jęczała przerażona, nie mogąc nic na to poradzić.
Kiedy cieńsza część wypustki siedziała głęboko w jej cipce, a kolejne segmenty przedzierały się przez jej wejście, rozpychając je coraz bardziej, Lara w gwałtownym skurczu zatrzymała oddech. Czuła jak wąż przenika jej trzewia. Wypuściła powietrze, by po chwili jeszcze raz gwałtownie go zaczerpnąć i zastygnąć w bezruchu.
-Błagam, błagam, proszę, nie… - wyrzucała z siebie bezsilnie, cicho, prawie bezgłośnie.
Po jej twarzy spływały już strugi potu. Tuż obok jej wilgotnych, ślących ust czaił się gruby zaganiacz, w każdej chwili gotowy wjechać do środka.
Wykonała jeszcze jeden gwałtowny, krótki oddech i zacisnęła mocno zęby. Ostro ścięta końcówka tłustego ogona, niczym sprawny język, dotknęła jej górnej wargi.
-Och Boże, nie! - jęknęła, prosząc.
Wypuściła powietrze.
Była zawieszona w powietrzu, opleciona ze wszystkich stron niczym niewolnica. Gruby kutas siedział w jej cipce, dwa mniejsze, cienkie bezlitośnie maltretowały jej łechtaczkę, a trzeci, taki sam znajdował się już w jej analnym otworku.
-Ja tego nie chcę, - jęknęła przyciszonym głosem.
Jeszcze jeden gruby węgorz, płynnym, kolistym ruchem zakręcił nad jej podbrzuszem i skierował się między uda. Nie wiedziała ile będzie jeszcze w stanie wytrzymać. Przeraźliwie się bała, jednak ta niepewność, ta niewiadoma wywoływała w niej trudne do opisania podniecenie.
-Nie chcę… - powtórzyła te same słowa.
Kolejne końcówki zbliżały się do jej rozpalonego gniazdka miłości. O dziwo w tej chwili już żadna z nich nie trzymała jej ud. Nawet sobie tego nie uświadamiając, ona sama rozdzierała je tak szeroko, jak tylko mogła.
Westchnęła głęboko, przyjmując w swoją mokrą cipkę kolejną grubą żerdź. Pozostałe już tylko podtrzymywały jej tułów w powietrzu, delikatnie gładząc i pieszcząc całe jej ciało. Jakby wiedziały, że już się poddała, że jej krzyki są tylko symboliczne, mające na celu uspokojenie własnego sumienia.
-No dobrze, - odezwała się po chwili, - róbcie, co chcecie.
W jej głosie brzmiało zacięcie i buntowniczość, jednak oznaczało całkowite poddanie się. No cóż, stało się. Otworzyła oczy i patrzyła na to, co z nią wyczyniają te wszystkie, podobne do ośmiornic, wyrostki.
-Wyruchajcie mnie, - rzuciła w powietrze, rezygnując z samej siebie i pozwalając im na wszystko.
Kolejne liany jakby na to tylko czekały, szykując się do stanowczego ataku.
-Iiiiaaaaa!!! - wrzasnęła na całe gardło.
Jej pizdeczka była atakowana ze wszystkich stron. Główną pozycję zajmował najgrubszy ogon. Miał średnicę nadgarstka dorosłego mężczyzny. Pchał się od strony anusika w sam środek ciasnego, wilgotnego otworu. Nie zamierzał być delikatny ani ostrożny. Po prostu robił swoje z wprawą doświadczonego kochanka.
Od strony łechtaczki pomagał mu, nieco cieńszy, jednak także pokaźnych rozmiarów, długi wąż. Na pierwszy rzut oka mogłoby się wydawać, że i on także chce wcisnąć się do środka. Jednak przy dokładniejszym przyjrzeniu się, można było się zorientować, że chce tylko maltretować jej wisienkę.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz