22. Bladozielony promień lasera.
Z urządzenia wystrzelił cieniutki, bladozielony promień lasera. Kiedy przeciął czarną linę, ta przestała świecić i opadła jak martwa w bryzach fioletowo niebieskich kropelek krwi.
Rozstawiła szeroko nogi, a jej sylwetka coraz bardziej wychylała się do tyłu i do przodu. Pogrążała się w coraz głębszym śnie. Prąd płynął i napełniał każdą jej komórkę niczym akumulator.
- Nie walcz, a zobaczysz, że będzie dobrze… - bulgotał obcy przybysz. - Utrudniasz mi tylko pracę. Ja, tak jak ty, jestem naukowcem. Dobrze wiesz, że muszę to zrobić. Od tego zależy przetrwanie naszej rasy. Przykro mi, ale jesteś dla mnie tylko zwierzątkiem laboratoryjnym. Moje cele są nadrzędne.
Zwiększył moc przepływającej energii. Westchnęła głęboko i zesztywniała jeszcze bardziej. Czuła jak wszystkie jej mięśnie tężeją, jakby były odlane z betonu. Wykonała krótki wdech i znów zamarła w bezruchu.
Nie wiedziała, czy to, czego doświadcza, jest kopulacją, orgazmem, czy też może ostatnim jej tchnieniem. I jedno i drugie było bardzo prawdopodobne. Doznania mieszały się w jej czaszce niczym bigos. Nie potrafiła odróżnić, co jest czym.
-Poddaj się, nie walcz. To nie ma sensu. - Słyszała w swojej głowie. - Wy ludzie jesteście strasznie oporni. Zawsze są z wami same problemy. Najchętniej użyłbym innego gatunku, ale niestety, tylko wy się do tego nadajecie.
Trzymał swoje dłonie, które zdawały się nie być jego dłońmi, uniesione wysoko do góry i, poprzez grube przewody, wędrujące w jej stronę i oplatające jej ciało posyłał strumień prądu, który jednak nie zabijał.
Westchnęła bardzo głęboko, a później z jej gardła wydobył się głośny jęk. Czuła, jak jej cipka pęcznieje do granic możliwości, drży i pulsuje, jakby za chwilę miała się rozerwać w bardzo silnym wybuchu. Po jej udach wpłynęły już obfite soki.
Jęknęła głośno. Już prawie klęczała. Jej majteczki w jakiś dziwny sposób rozluźniły się i delikatnie zjechały do dołu odsłaniając cudowną cipeczkę. Świst przeszywał uszy i pomieszczenie. Wyrzuciła z siebie kolejny odgłos bezsilności. Z każdą sekundą traciła siły. Odpływała w czerń kosmosu. Każdy kolejny moment oddalał ją od rzeczywistości.
Dźwięki stawały się coraz głośniejsze i przybierały coraz wyższe tony, a ona ucichła. Szarpała się tylko w kolejnych, przepływających raz za razem w konwulsjach rozkoszy.
Jeszcze raz wyrzuciła ze swojego gardła głośny jęk. Jej mięśnie ud, pośladków i łydek były naprężone jak u kulturysty. Wypuściła powietrze i nie mogła zaczerpnąć kolejnego oddechu. Kiedy znów zaciągnęła się tlenem, jej ciało ponownie się spięło. Szczytowała. Fale energii przepływały, pulsując, zmieniały natężenie i moc z każdą sekundą odbierając jej resztki witalności. Była niczym skazaniec na krześle elektrycznym. Mimo potężnego napięcia nie chciała zejść z tego świata. Prąd zdawał się palić ją od środka. Obcy nie znał litości. Dla niego była tylko obiektem badań.
Kiedy zdawało się, że to już koniec, resztką sił sięgnęła palcem prawej dłoni do nadgarstka lewej. Tam znajdowała się bransoletka z komunikatorem.
Nic nie widząc, zupełnie na pamięć, przesunęła opuszek nad przycisk. Dotknęła. Szkiełko zegarka otworzyło się automatycznie. Niewielka tarcza wykonała jedną czwartą obrotu. Powietrze wypełnił terkoczący dźwięk, wielokrotnie głośniejszy od tego, który rozbrzmiewał do tej pory.
Z urządzenia wystrzelił cieniutki, bladozielony promień lasera. Kiedy przeciął czarną linę, ta przestała świecić i opadła jak martwa w bryzach fioletowo niebieskich kropelek krwi.
Ślimak kompletnie zdezorientowany wydał z siebie głośne bulgotanie. Dziewczyna w jednej chwili odzyskała pełnię sił i orientację. Służyła przecież w marynarce Jej Królewskiej Mości. Była do tego szkolona.
Wykonała szybki półobrót i obszernym zamachem wymierzyła cios w tors obleśnego stwora. Ten błyskawicznie wciągnął w siebie wszystkie macki.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz