15. Bananowe penisy.
Dziewczyna wyrzucała z siebie dzikie odgłosy, jakby dostała czkawki, a bananowe penisy taplały się w jej cipce.
Całego widoku dopełniały cienkie, bardziej fioletowe gałązki, które tkwiły w niej od samego początku. Te, które zdobyły jej muszelkę i pomogły wejść tym grubym taranom, wyglądały tak, jakby w tej chwili znalazły się w niewłaściwym miejscu.
Dziewczyna chwyciła głęboki wdech. Wyglądało to tak, jakby nagle czegoś bardzo się wystraszyła, lub też została oblana wiatrem zimnej wody.
-Nieeeeeeeee!!! - krzyknęła na całe gardło.
Cienkie wężyki nagle wyskoczyły z jej słodkiej pizdeczki i zaczęły się kręcić tuż nad jej krawędzią. Grube pędy zaczęły ze sobą rywalizować, wypychając się nawzajem. Wyglądały niczym dwa, splecione w śmiertelnym uścisku, węże. Jej cipka była niczym poligon, przeorana od góry do dołu, jak pobojowisko, jak lej po bombie, mokra, otoczona wianuszkiem zmierzwionych, czarnych włosów.
Tymczasem cienkie ogonki nie miały zamiaru się poddawać. One także za wszelką cenę chciały wcisnąć się na powrót do środka.
-Uuuuuuuiiiiihaaaa!!! - wyła przerażona, ale krańcowo podniecona dziewczyna.
Okazało się, że obydwie grube liany chciały się wedrzeć w tę jej bardzo ciasną, cipeczkę. Walcząc ze sobą, wpychały się coraz głębiej i głębiej.
Z gardła Lory wydobywał się dziecięcy szloch. Żywe tłuste gałęzie szarpały i rzucały jej cipką na wszystkie strony. Zdawało się, że za chwilę ją po prostu rozerwą na strzępy.
Kiedy jeden z grubych korzeni na ułamek sekundy zwinął się w literę “c” szykując do głębszego i mocniejszego pchnięcia, drugi, niespodziewanie zaatakował od góry. Było to tak niespodziewane, że młoda laska znów, przeraźliwie wystraszona, głęboko wciągnęła powietrze.
Nagle obydwa grube konary cofnęły się, jakby razem chciały zanurkować w jej gorące, słodkie bagienko. Natomiast dwa cienkie ustawiły się po prawej i lewej stronie warg sromowych i, chwytając je za boczne krawędzie, ciągnęły w dwie strony.
Jej cipka zrobiła się jeszcze większa. Niczym nie broniona, nieosłonięta, miała stać się celem dwóch potężnych kutasów. Na domiar złego pozostałe z czwórki cienkich gałązek wcisnęły się w jej kakaowe oczko. Wszystkie na raz poruszały się w jakimś dziwnym, szalonym tańcu. Z pizdeczki dziewczyny wydobywały się głośne odgłosy bulgotania i chlapania. Małolata jęczała przerażona, nie mogąc poradzić sobie z własnymi doznaniami.
Grube odnogi wpychały się w nią, nie dając jej najmniejszych szans. Jej umęczona bułeczka spuchła, a wzgórek wybrzuszył się tak, jakby owe fallusy dotarły gdzieś w sam środek jej trzewi.
Akt seksualny z ową dziwną, ni tą rośliną, ni zwierzęciem, trwał w najlepsze, doprowadzając swoją ofiarę na skraj szaleństwa. Grube gałęzie przypominające długie penisy wchodziły i wychodziły, wchodziły i wychodziły… Dziewczyna stękała, jęczała, wzdychała, szarpała się na wszystkie strony, jednak nic już nie mogła zmienić, nic poradzić. Była jak mucha zawieszona pośrodku lepkiej pajęczyny.
-O nie, nie… - wyrzucała z siebie płaczliwym, miękkim głosem.
Grube wężowate ogony pchały się coraz głębiej i głębiej, nie mając nad nią ani odrobiny litości. Cienkie liany pełzły gdzieś między swoje potężniejsze towarzyszki, jednak nie było już dla nich miejsca.
Macki poruszały się, nie tylko, ruchem wahadłowym do przodu i do tyłu, co jest naturalne podczas normalnej kopulacji, ale skręcały się i wierciły wokół własnej osi niczym olbrzymie jęzory.
Dziewczyna wyrzucała z siebie dzikie odgłosy, jakby dostała czkawki, a bananowe penisy taplały się w jej cipce.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz