8. Przyprawiłem już rogi niejednemu mężowi.
Cały czas mnie obserwowała. Jakby chciała wyczuć moment kiedy zacznie się ze mną dziać coś niedobrego, ale widząc, że wszystko jest w porządku, znów wróciła do połowy długości mojego podnieconego na maksa fiuta i jeszcze raz powtórzyła tę samą czynność.
Powoli jechała do góry, a on stawał się coraz bardziej mokry, lepki a przy okazji mocno pulsował i szarpał się w coraz silniejszych konwulsjach rozkoszy.
Uniosłem się na palcach, utrudniając jej trochę zadanie, ale po chwili opadłem znowu, naprężyłem pośladki i całe podbrzusze. Wydawało mi się, że w ciągu kilku sekund spuszczę się ponownie, że trysnę na tę śliczną buzię gorącą porcją mojego nasienia.
Nie byłem w stanie tego inaczej wytłumaczyć. Czas dla nas się zatrzymał. Ja stary wyjadacz przyprawiłem już rogi niejednemu mężowi, zakradając się wieczorami do sypialni samotnych mężatek, które partnerzy pozostawili, wyjeżdżając w delegację i dostarczając im tego czego pragnęły i o czym same nawet nie wiedziały. Ona była inna, młoda panienka, przykładna córeczka kochającego tatusia.
Musiałem uważać, żeby się nie spuścić. Doskonale o tym wiedzieliśmy. Na chwilę przerwaliśmy tę zabawę. Ona wstała. Objąłem ją w pasie i przyciągnąłem do siebie. Patrzyła na mnie i uśmiechała się. Teraz już nieco inaczej, nie tak zaborczo, przekornie, a jednak tak niesłychanie słodko i kusząco. Patrzyła na mnie i wciąż trzymała mnie za fiuta, za tę wielką napęczniałą, grubą pytę, która aż rwała się, by spenetrować jej wszystkie otworki. Trzymała nie za tego kutasa w połowie długości. Ciągnęła do dołu i naprężała skórę. Po moich plecach biegały słodkie dreszcze. Miałem wrażenie, że jestem już w niebiosach. Chwyciłem ją za te cycki od dołu. Były nie za duże, zgrabne, jędrne, sterczące. Miętosiłem, uciskałem i pieściłem.
-O tak mała. Tak mi rób. Tak lubię. Tak jest dobrze. O tak. Świetnie, - mówiłem, dysząc w jej usta.
-Lubisz to? Lubisz to stary zbereźniku? Lubisz, jak trzymam twojego kutasa w swoich drobnych rączkach? O tak, wiem, że to lubisz. Lubisz, jak walę ci konia. Chcesz tego. O tak, chcesz tego. Ja to wiem, - odezwała się do mnie miękkim, ciepłym przejmującym głosem.
-Cholera jasna, chcesz, żebym ci go? Chcesz, żebym wepchnął, co? Chcesz, żebym ci wsadził w tę twoją ciasną cipeczkę, co? Powiedz. No powiedz mała, - odpowiadałem z zapamiętaniem.
Gestem dłoni kazała mi się położyć na podłodze. Ległem więc jak długi na chłodnej posadzce kuchni, a ona bezceremonialnie na mnie usiadła. Licząc na to, że wepchnie mojego spragnionego spełnienia penisa w swoją ciasną wilgotną jaskinię miłości, nieco się rozczarowałem. Chociaż z drugiej strony nie wiem, czy miałem po temu jakiekolwiek powody. To, co mnie później spotkało, było równie satysfakcjonujące.
Owszem usiadła na moim zaganiaczu swoją gorącą pizdeczką, ale nie znalazł się on w jej wnętrzu. Jedynie leżał płasko na moim podbrzuszu. Zaskoczyło mnie to, a jednocześnie bardzo ucieszyło.
Taki rodzaj pieszczot bardzo lubię i bardzo mi odpowiada. Chciało mi się śpiewać i kwilić z radości, ale nie wydobyłem z siebie żadnego dźwięku. Młoda laska wybrała akurat taką pozycję, że jej jędrne silne pośladki znalazły się dokładnie na moich jądrach.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz