6. Jak przestępca
Szybko jednak wróciłem do rzeczywistości. Biorąc pod uwagę wszystkie fakty, podejrzewałem, że razem z Grześkiem, bo był najbardziej trzeźwy, będziemy musieli sobie poradzić nie z jedną a z dwiema pijanymi osobami. Tak czy inaczej, nie mogliśmy zostawić ich na zewnątrz, bo to, co powiedział gospodarz o wilkach, wydawało mi się dość niepokojące i nie chciałem ryzykować, że się im coś stanie. Chociaż i tak nie mogłem mieć pewności, czy nie wylezą gdzieś w środku nocy w poszukiwaniu przygód. No nic, wychodziło na to, że zarówno Romana, jak i ją trzeba będzie wtaszczyć na ten sąsiek w stodole dwa metry po drabinie i jakoś ułożyć do spania obok nas. Coraz mniej podobała mi się ta sytuacja i moja rola w niej, ale nie miałem innego wyjścia.
-Za kogoś, kto za dużo wypił, a teraz nie może się utrzymać na nogach, - powiedziałem stanowczo, ale spokojnie.
Ja też miałem już sporo w czubie, ale jeszcze w miarę normalnie funkcjonowałam.
-Jjja? Jjja nnnie mogę się utrzymać na nogach?! - zaprotestowała, uśmiechając się szeroko, - Przecież stoję całkiem prosto.
Spojrzałem jej głęboko w oczy i odniosłem wrażenie, że za chwilę spocznie obok Romana i razem spędzą tę noc pod krzakiem czeremchy. Jakby na potwierdzenie w tym momencie potknęła się i o mało nie upadła.
-Taaa, właśnie widzę. Zaraz wyrżniesz ryjem w ten krowi placek. Lepiej wejdź do stodoły i tam zostań, dobra? Z Grześkiem zaraz przyniesiemy jakieś koce. Tylko nigdzie się nie ruszaj. Nie mam zamiaru wnosić cię na to siano moja panno, bo jesteś trochę za ciężka.
-Nnno, nno, ale co by siee stało, jakbyś mnie tam wniósł? Mozes mnie wziąć na ręce. Jakoś mi słabo…
Kiedy zobaczyłem, że jej cycki za chwilę całkiem wyjdą na wierzch, podszedłem do niej bliżej i zapiąłem guziki jej bluzki, chociaż nie powiem, przyszło mi to z wielkim trudem. Miałem ochotę zrobić coś dokładnie przeciwnego.
W końcu, z mniejszymi i z większymi kłopotami jakoś ulokowaliśmy się na tym sianie. Nie mogę powiedzieć, że było jakoś specjalnie źle czy niedogodnie. Było po prostu dobrze. Gospodarze wyposażyli nas w cały zestaw koców i derek zarówno pod spód, jak i na wierzch, co wydawało mi się przesadą, bo rozgrzani dużą ilością alkoholu wcale tego nie potrzebowaliśmy. Tak nam się przynajmniej na początku zdawało. Niestety noce w drugiej połowie alta bywają już dosyć chłodne. Tak czy inaczej, zasnąłem prawie od razu.
Przebudziłem się, kiedy na dworze świtało. Wewnątrz było jeszcze stosunkowo ciemno, ale bez trudu mogłem dostrzec sylwetki śpiących wokół mnie towarzyszy podróży.
Roman bez jakiegokolwiek przykrycia rozebrany do połowy głośno pochrapywał dwa metry ode mnie. Nieco bliżej mocno wtuleni w siebie, okręceni dwoma kocami, żeby nie zmarznąć, spali Grzesiek i Kasia. Agnieszka zwinęła się w kłębek, schowała głowę pod grubym pledem i także twardo spała.
Pierwsze blade promienie słońca nieśmiało wyłaniały się znad koron drzew, wdzierając się przez szpary stodoły. W środku, mimo ścian i siana, było chłodno. Poranek był rześki. Słyszałem wzmagający się szum wiatru. Nie miałem pewności czy zaraz nie zacznie padać.
Poczułem się jakoś dziwnie. Jak przestępca. Jeżeli kiedykolwiek miałem dokonać mojego aktu zbrodni to właśnie teraz. Nie było, nad czym się zastanawiać. Czasu było niewiele. Uniosłem wyżej głowę, by lepiej zlustrować środowisko, a jednocześnie nie obudzić nikogo.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz