Szukaj na tym blogu

13 sierpnia 2023

Wilk

3. Może jakieś kanapki.


-Podobno są tu wilki, - zagadnęła niepewnie Wioletta.

-Wilki? - spytał tak, jakby nie wiedział, o czym mowa i dopiero po chwili dodał, - A wilki. Tak owszem, są. Krew mnie zalewa, jak o tym myślę. Podchodzą bestie do siedlisk ludzkich. Tak się wycwaniły, że w ogóle się nie boją. I wiecie, co, nawet tego cholerstwa odstrzelić nie można. Strach nocą z domu wyjść. 

-O Boże, naprawdę, - westchnęła wystraszona Kasia. Tymczasem on niczym niewzruszony ciągnął:

-W zeszłym roku krowę w ten sposób straciłem. Rozszarpały ją cholery na strzępy. Dobrze, że państwo rekompensuje straty, bo poszedłbym z torbami. 

To wystarczyło. Po tych słowach w oczach dziewczyn zobaczyłem prawdziwe przerażenie. Nie było więc mowy o żadnym nocowaniu na zewnątrz. Teraz siłą by ich nikt nie zmusił do rozstawienia namiotu pod tym czy tamtym drzewem, choć było tak cicho i przyjemnie. 

-Dawno temu pan je widział? - zaczęła niepewnie Wioletta, - Nie, żebym się bała, ale tak pytam dla ostrożności.

Wystarczyło na nią spojrzeć, by się zorientować, że już ze strachu prawie narobiła w gacie. 

-No jakoś dwa tygodnie temu, - odpowiedział gospodarz, - ale co tak panienka pobladła? Niech się panienka nie boi, one od ludzi raczej stronią. Z daleka tylko ślepiami łypią. Zwierzęta domowe to co innego. Dla nich to darmowa stołówka. 

Widać było, że jej nie uspokoił. Dziewczyna głęboko wciągnęła powietrze. Prawie w tej samej chwili wszystkie laski zbiły się w ciasną grupkę i nerwowo rozglądały się wokoło. Właśnie zaczynało być już naprawdę ciemno, a z lasu jak na złość zaczęły dobiegać odgłosy przypominające wilcze wycie. 

-No nic dziewczyny, przecież od razu się na was nie rzucą, - zwróciłem się w stronę koleżanek, a do pana domu powiedziałem, - Grilla pan może ma? 

Czułem, jak mi kiszki marsza grają i naprawdę nie chciałem więcej rozwodzić się nad tym tematem. 

-Grilla nie mam. Jedynie ten wózek z Lidla w  Ustrzykach co mi kiedyś turyści przytaszczyli. Oni próbowali kłaść go na ognisko, ale to ustrojstwo nie bardzo do tego się nadaje.

-O właśnie, a ognisko? Można rozpalić? Zgodzi się pan?

Spojrzał na nas z pobłażaniem. Widocznie musieliśmy stanowić opłakany widok. 

-Ognisko? No nie mam nic przeciwko. Tylko aby nie za blisko chałupy i stodoły. No, żebyście mi czegoś nie spalili, - znów wskazał palcem, - O tam. Kamieniami obłożone jest. W zeszłym roku też byli tu jacyś miastowi. Schlali się jak świnie. Wtedy przytaszczyłem te grube pniaki, bo do siedzenia na trawie dupy mieli zielone. 

Miejsce na ognisko znajdowało się na środku niewielkiego pastwiska i rzeczywiście otoczone było dość dużymi kamieniami. Gospodarz po chwili, jakby czegoś szukał, rozejrzał się dookoła.

-No ale co ja tu gadam po próżnicy. Widzę żeście pomęczeni, prosto z drogi. Powiedzcie, co was tu przygnało o tej porze? 

-Jesteśmy ornitologami, studentami z Warszawy. 

-Ornitolodzy? Aha, studenci? Znaczy pasjonaci. No rozumiem. No czyli naukowcy. Podziwiam. 

Kasia się skrzywiła, widząc, że facet przekręca fakty.

-Nie, nie naukowcy, - wtrąciła.

-Nie ważne. Mnie tam wszystko jedno. Jakoś o was zadbamy. Trzeba dbać o młodych, prawda? Nie martwcie się, moja stara gderliwa trochę, ale w sumie dobra z niej kobieta. Zaraz zrobi herbatę. Może jakieś kanapki. 



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Przeczytaj

Zapach rozkoszy

14. Błagając o więcej A później gwałtownie wyszedł z jej ust – wysunął się powoli, lecz zdecydowanie, zostawiając w niej pustkę gorącą i nat...