6. Podczas wspólnych nocnych dyżurów.
To wszystko trwało, dopóki nie zaczęło się lato. Oczywiście cały czas normalnie wykonywaliśmy swoje obowiązki. Podczas wspólnych nocnych dyżurów rozmawialiśmy praktycznie o wszystkim. W tym bardzo dużo o seksie. Beata nie była w tej sprawie jakoś specjalnie pruderyjna. Bez skrępowania wypytywała mnie o różne intymne rzeczy, w tym także o moje pożycie małżeńskie. Jakie pozycje lubię, ile razy to robię w ciągu nocy i takie tam.
-Jak tam u ciebie jest z seksem? - spytała któregoś dnia.
Nie starałem się przed nią udawać jakiegoś prawiczka, bo już dawno nim nie byłem, czy nawet kogoś jakoś specjalnie zamkniętego w sobie, kogoś, kto nie ma ochoty dzielić się swoimi sekretami łóżkowymi, bo miałem ochotę i lubiłem to. No cóż, swoje w życiu już przeszedłem i mówienie o tym nie uważałem za coś niewłaściwego. Wręcz przeciwnie wychodziłem z założenia, że dzielenie się własnymi problemami pomaga je rozwiązywać, a ona była tak uroczą i bezpośrednią dziewczyną, każdy męski język się przy niej rozwiązywał.
-No cóż, jakby ci to powiedzieć, - zacząłem trochę niepewnie, - moje pożycie seksualne umiera śmiercią naturalną.
Spojrzała na mnie wielkimi oczami, tak jakby nie wierzyła w to, co mówię.
-Niemożliwe, - wyrwało się z jej ust.
-Właśnie tak, - ciągnąłem, - już od długiego czasu kochałem się z żoną inaczej, jak tylko na pieska.
W jej źrenicach zobaczyłem podwyższone zainteresowanie, zdziwienie, ale też coś jeszcze, coś, czego nie potrafiłem określić.
-No co ty powiesz? Naprawdę?
Wiedziałem, że to trudne, ale chciałem to z siebie wyrzucić. Tak naprawdę była obcą osobą i czułem się przy niej jak przy spowiedniku. Poza tym, w tym wszystkim było coś bezczelnego i prowokacyjnego. Sam nie potrafiłem ocenić, do czego to może doprowadzić. Być może chciałem po prostu, aby ktoś bez oceniania i awantur mnie wysłuchał, a być może chciałem zobaczyć tylko jej reakcję. Miałem wrażenie, że ona tego chce, chce słuchać o seksie, o moich doświadczeniach, o tym, co przeżyłem i jakie mam na to spojrzenie. Sam nie wiem, nie potrafię tego aż tak dobrze ocenić.
-Zwykle wszystko odbywa się późnym wieczorem, kiedy jestem już bardzo zmęczony. Wcześnie wstaję i wtedy bardzo chce mi się spać. Na dodatek najlepiej by jakby wszystko było przy zgaszonym świetle. Tylko że ja jestem wzrokowcem, jak większość facetów i lubię patrzeć.
Uśmiechnęła się, a jej oczy rozbłysły jeszcze świeższym blaskiem.
-Wy faceci, lubicie sobie popatrzeć na cycki, co? - powiedziała, uśmiechając się jedną stroną ust.
Podchwyciłem temat i dodałem:
-Beata, uwierz mi, nie tylko na cycki.
Rozmowa zaczynała toczyć się w bardzo interesującym kierunku.
-No i co, jak sobie nie popatrzysz na gołą babę, to ci nie stanie? - zapytała prowokacyjnie.
-Nie chodzi o to, że mi nie staje, - starałem się wrócić do tematu, - staje, jak najbardziej. Na początku stosunku wszystko jest w jak najlepszym porządku. Jestem podniecony, mam ochotę i tak dalej, ale jednak okazuje się, że to za mało. Podniecenie bardzo szybko mija. Nie jestem w stanie go utrzymać. Często jest tak, że nie mogę dojść, że mi w połowie zabawy opada i nie chce już stanąć. Tak jakby chciał powiedzieć: spierdalaj, tak to się nie bawię.
Pokiwała głową ze zrozumieniem.
-No wiesz, brak nowych bodźców, - powiedziała.
-No na pewno. Nie jestem już młodzieniaszkiem.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz