Szukaj na tym blogu

21 września 2023

Luksusowy apartamentowiec

4. W dupę bez wazeliny.


No cóż, Beatka, jakby to powiedzieć, była trochę nadgorliwa. Moim zdaniem nawet bardzo, ale lokatorzy ją za to lubili i doceniali. No kurde zawsze cię docenią, jak będziesz właził w dupę bez wazeliny. Ona właśnie to robiła. Nigdy, nawet przez chwilę nie mogła usiedzieć w miejscu. Co rusz wymyślała sobie jakieś zajęcie, czasami bardzo niepotrzebne. No i przy okazji załatwiała robotę pozostałym kolegom. 

To ona wymyśliła noszenie toreb za lokatorami czy otwieranie drzwi. Ostatnio wpadła na pomysł, żeby osobiście zanosić paczki od kurierów do mieszkań. Założyła nawet w tym celu zeszyt z ewidencją jak w księgowości. Niektórzy najchętniej to by ją ubili na miejscu, ale miała "plecy". Wszystkich mogli wyjebać z roboty, ale nie ją. Były momenty, że wkurwiała mnie jak jasna cholera, ale w przeciwieństwie do pozostałych jakoś udało mi się nawiązać z nią wspólny język.

Tak czy inaczej, Beatka zawsze była w centrum zainteresowania. Dobrze czy źle, ale zawsze się o niej mówiło. W sumie tak do końca nie wiem, jak ona to robiła. To, że napisałem, że niezła z niej laska nie odnosiło się raczej do tego, że była jakoś przesadnie atrakcyjna. Nie o to chodzi. Powiedziałbym, że była raczej zupełnie przeciętna. Taka ani ładna, ani brzydka. No w każdym razie nie onieśmiela urodą, ale z drugiej strony też nie odpychała. No i miała w sobie to coś, taki dziwny magnetyzm.  

Trudno określić, co to było. Była raczej niska, nie miała dużych cycków, chociaż z drugiej strony wcale nie były takie małe. Nie miała też ponadprzeciętnie zgrabnego tyłka. Za to miała ciemne, obcięte na chłopaka włosy i ciągle się uśmiechała. W ogóle była wesołą, bezpośrednią dziewczyną. 

Jakby to powiedzieć, była świetną kumpelą. Świetnie się z nią gadało podczas tych długich wieczorów na portierni. Można powiedzieć, że to była taka dziewczyna do tańca i do różańca. No i była niesamowita flirciara. Lubiła żartować i robić kawały. Szczególnie chłopakom. Była czupurna jak mały kociak. Zaczepiała, prowokowała, a później uciekała. Nie wiem, skąd miała tyle energii. To było widać już z daleka, kiedy mówiła do mnie: "ej ty, co się tak czaisz? Chodź, pogadamy". Miała taką siłę i radość życia, której wielu ludziom po prostu brakuje. 

Często też grała taką cwaną lolitę, która niby nic nie wie i w niczym się nie orientuje, a tak naprawdę od początku do końca nad wszystkim ma kontrolę i dobrze się tym bawi. No tak, bawiła się facetami i manipulowała nimi, jak tylko chciała, a oni z wywieszonymi językami za nią ganiali. 

Nie wiem, o co jej w tym wszystkim chodziło, bo gadała, że z mężem jest szczęśliwa. Dziwne. Myślę, że gdyby rzeczywiście była szczęśliwa, to nie zachowywałaby się w ten sposób. Zawsze miała potrzebę zwracania na siebie uwagi płci przeciwnej. Zawsze był obok przynajmniej jeden facet. Ona ich specjalnie nie szukała. W większości sami leźli. To była taka prowokacyjna, słodka, ale dorosła lolitka. Myślę, że z jej psychiką było coś nie w porządku, ale to już nie moja sprawa. Nie znam się na tym.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Przeczytaj

Zapach rozkoszy

14. Błagając o więcej A później gwałtownie wyszedł z jej ust – wysunął się powoli, lecz zdecydowanie, zostawiając w niej pustkę gorącą i nat...