7. Stary też jeszcze nie jesteś.
-Nie przesadzaj, stary też jeszcze nie jesteś, - odezwała się do mnie.
-No tak, stary nie jestem. Pięćdziesiątka na karku a ty mówisz, że stary nie jestem. Dziewczyno co, ty opowiadasz. Wydaje mi się, że po prostu zbliża się kres moich możliwości seksualnych.
Puściła do mnie oko i zrobiło mi się od razu cieplej na sercu.
-Poważnie? Wydawało mi się, że ci do tego jeszcze bardzo daleko, - powiedziała w końcu.
-No tak, daleko, oczywiście, - nie zgadzałem się z nią.
-Moim zdaniem jesteś facetem w sile wieku i niczego w tym zakresie ci nie brakuje. Może tylko odpowiedniej kobiety, kobiety, która potrafiłaby się tobą w odpowiedni sposób zająć.
-Dzięki. Nigdy na to w ten sposób nie patrzyłem. Chciałem tylko powiedzieć, że nie jestem jakąś tam dwudziestoletnią maszynką do bzykania. Nie chodzi o to, że całkiem nie mogę. Po prostu największą ochotę na seks mam w ciągu dnia. W miarę jak robi się późno, coraz mniej mi się chce. Nie wiem, czy to normalne, ale tak jest. W środku nocy to ja mam ochotę tylko spać.
-Myślę, że i w środku nocy byś miał, gdyby tylko twoja żona wiedziała, jak rozbudzić twoją wyobraźnię.
"Hm… a to skubana. Sprytna jest", - pomyślałem.
-A ty byś potrafiła? - spytałem, siląc się na poważny wyraz twarzy.
-Nie chodzi o mnie. Nic sobie nie wyobrażaj. Chciałam tylko powiedzieć, że kobiety uważają, że facet to zawsze i wszędzie może, a to nieprawda.
-No tak. Rozumiem. Może to i prawda, - zgodziłem się z nią.
Tak czy inaczej, nakręcałem się coraz bardziej. Pomimo mojego i jej pozornie luzackiego nastawienia napięcie między nami cały czas narastało. Chwilami miałem wrażenie, że powietrze między nami da się kroić nożem, tak mocno było przesycone seksem. Jak na razie jednak do niczego nie doszło. Trzymałem swoje emocje w ryzach i na nic sobie nie pozwalałem. Chociaż z drugiej strony wiedziałem, że później będę musiał pójść do łazienki i strzepać sobie gruchę.
-Powiedz mi coś o sobie, - spytałem w końcu, aby nieco rozładować napięcie.
-Dobra, ale co? - odpowiedziała, mając ochotę przystać na moją propozycję.
-No nie wiem. Coś o seksie. Coś, czym przed innymi się ni chwalisz. Też coś erotycznego. Ja ci powiedziałem.
Spojrzała na mnie dwuznacznie.
-No dobrze, tylko się nie śmiej.
-Dlaczego miałbym się śmiać? - powiedziałem całkiem poważnie.
-Aha i obiecaj mi, że nie będziesz się starał tego wykorzystać przeciwko mnie.
To już zaczynało być naprawdę ciekawe.
-No co ty, Beata.
-Wiesz co, mam na swoim ciele takie jedno szczególnie wrażliwe miejsce.
-Aha… - zainteresowałem się.
-Takie, że nikt inny, poza moim mężem nie może go dotykać.
-No, no, brzmi ciekawie. Mów dalej.
-To jest takie miejsce, że jak byś mnie tam dotknął, to od razu straciłabym nad sobą kontrolę.
W mojej głowie wybuchł pożar. No dobra, nie tylko w głowie. Miałem ochotę się na nią rzucić i samodzielnie poszukać tego tajemniczego miejsca. Nie zrobiłem tego jednak. Zdobyłem się tylko na cierpliwe czekanie, aż ona sama uchyli rąbka tajemnicy.
-Mów dalej, - zachęcałem.
-Dlatego nikt nigdy nie może mnie tam dotykać.
-Co to za miejsce? - spytałem mocno zniecierpliwiony.
-To pępek. To mój kochany pępuszek, - opowiedziała ze wstydem w oczach. W sumie nie wiem, czy udawanym, czy też prawdziwym.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz