3. Kontrole trzeźwości
Kontrole trzeźwości były codziennie, a i sami lokatorzy byli na to bardzo wyczuleni. Przecież codziennie po kilka razy nas mijali, a piwo czy wódkę czuć z daleka. Poza tym chodziło też o sam wygląd. Oni nie akceptowali ludzi starszych, czy też ich zdaniem niedostatecznie dobrze się prezentujących.
Może to przykre, ale faktem pozostawało to, że mogłeś wylecieć z roboty, tylko dlatego, że ich zdaniem źle ci z twarzy patrzyło. Ci ludzie wcale się w tym nie kryli. Wyrażali to w sposób dobitny i mało elegancki. Kiedyś na przykład w stosunku do starszego pana usłyszałem takie zdanie:
-Tego to chyba dopiero co od kroplówki odłączyli. Żeby tylko nam na zawał nie zszedł.
Powiem szczerze, że zagotowałem się w środku. Czyste chamstwo, ale i tak nie mogłem nic na to poradzić. Najgorsze było to, że mężczyzna to słyszał i jeszcze tego samego dnia zrezygnował z pracy. Powiedział, że jest mu bardzo przykro, że przeżył siedemdziesiąt pięć lat i jeszcze nikt nigdy do niego się w ten sposób nie odezwał.
No dobrze, zostawmy to wszystko. Nie ma sensu się rozpisywać, nad czymś, czego i tak nie można zmienić. W sumie to chciałem opowiedzieć o czymś bardziej przyjemnym.
Zacznijmy od tego, że przynajmniej łazienka była duża i ładna, ale to tylko dlatego, że korzystali z niej również sami lokatorzy czy ich goście. Pomieszczenie to było zawsze idealnie wysprzątane i pachnące. Zawsze znajdowały się w nim ręczniki papierowe, mydło w płynie i papier toaletowy. Poza tym przyjemnie tu pachniało. Lepiej niż w naszej kanciapie, gdzie jebało potem i żarciem z pobliskiego chińczyka.
No, ale jeżeli coś dobrego jest za dramo, to korzysta się z tego, ile się da. Fakt, że wymagali od nas, abyśmy byli czyści i pachnący jak ta łazienka, zmuszał nas do tego, aby w ciągu dnia myć się i to nawet kilka razy. Przynajmniej ja brałem to sobie bardzo do serca i prawie się kąpałem, chlapiąc przy tym, jak pod prysznicem. W sumie mało mnie to obchodziło. Przecież nie sprzątałem.
W domu się nie goliłem no bo i po co skoro można w robocie. Przychodziłem, rozbierałem się do połowy i się pluskałem. Czasami nawet rozbierałem się do naga, żeby umyć jaja i dupę. Oczywiście nie chwaliłem się tym przed innymi, ale lubiłem dobrze wyglądać. Oczywiście przekręcałem gałkę w zamku, żeby nikt tam nie wlazł i wybierałem takie godziny, kiedy było mniej ludzi.
Aha i trzeba zacząć od tego, że razem ze mną na zmianie pracowała tam taka jedna laska. Beatka miała na imię. No ona tam była chyba od samego początku. Dobrze się we wszystkim orientowała. To znaczy, wiedziała, gdzie co jest i jak się dostosować do wymagań mieszkańców. Poza tym znała każdego i potrafiła załatwić różne rzeczy. Tak jak wtedy ten materac do spania, który wydębiła od lokatorki i który trzymaliśmy w szachcie na parterze.
W sumie niezła z niej była pizda. Chociaż może nie. Jejku, nie wiem, jak to określić. To była stara baba. No może nie taka stara, ale i tak zbliżała się już do czterdziestki. No ale jak na ten rocznik prezentowała się całkiem nieźle. Chociaż co ja tam będę gadał, sam przecież nie jestem nastolatkiem.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz