22. Do ostatniego tchu.
Jej słodka pizdeczka była tak ciasna, tak gorąca, tak mocno obejmowała mojego sztywnego i grubego fiuta, tak mocno pulsowała, że kręciło mi się w głowie, nie mogłem zapanować nad oddechem i coraz szybszym kołataniem serca, ale, cholera jasna, chciałem tego, chciałem jak nigdy wcześniej. Chciałem się bzykać w tej łazience do ostatniego tchu, chciałem czuć to zatracenie, ten obłęd, który napierał na mnie od koniuszków palców stóp po czubek głowy. Chciałem czuć się jak wariat, oddany w jej posiadanie. Chciałem czuć się zepsuty i psuć kogoś zarazem.
Beata nie próżnowała, powoli opadała do samego końca, a później unosiła się, by uwolnić mnie i znów opadała. Góra-dół, góra-dół, góra-dół, słodko, gorąco, upojnie. Do utraty tchu. Jeszcze raz, i jeszcze, i jeszcze...
-Oooch, aaach, uuuuch… - wydobywało się z mojego gardła za każdym jej ruchem w dół, kiedy czułem, że czubkiem tenisa napieram na jej macicę.
W moich jajach już kumulował się potężny ładunek spermy, który tylko czekał na odpowiedni moment, aby wystrzelić poprzez grubego drąga wprost w jej rozpaloną pizdeczkę.
Sprośna bezpruderyjna zabawa trwała. Intymny odurzający, słodko-kwaśny, charakterystyczny zapach wypełnił całe gorące duszne wnętrze łazienki. Co tu się dużo oszukiwać, czuć było fiutem, spermą, i gorącą pizdą. Czuć było ruchaniem. W innych okolicznościach może by mi to przeszkadzało, ale nie w tej chwili. W tej chwili pragnąłem tego, łykałem pełnymi płucami jak najdoskonalszy aromat perfum.
Kiedy byłem przekonany, że już za chwilę, za sekundę odlecę w kosmos i spuszczę się w tę jej ciasną pizdeczkę, ona znów wyczuła sytuację, zeszła ze mnie i dosiadła mnie przodem.
O Boże, teraz było jeszcze lepiej! Nie umiem tego wyrazić. Mój śliski od jej soków rozgrzany kutas wyginął się w taki sposób, że mocno ocierał swoim łbem o tylną ściankę jej jaskini. Skóra na jego trzonie mocno się obciągała do samego dołu, sprawiając lekki ból i niesamowitą rozkosz.
Byłem tylko w stanie wychwycić ją tylko za pośladki, rozewrzeć je nieco, unosić i opuszczać w rytm, który dawał szansę na trochę dłuższe kochanie się, a nie doprowadzenie wszystkiego od razu do końca. Pochyliła się nade mną, nad moim ciałem a jej biodra, jej jędrne dosyć duże pośladki unosiły się i opuszczały w płynnym pełnym rytmie wahadła góra-dół, góra-dół, góra-dół…
-Och Beata, Beata, tak mi dobrze! Boże, co ty ze mną robisz dziewczyno?! Och tak, tak! - jęczałem półprzytomny na granicy słodkiego upajającego orgazmu.
Kiedy to się stało, byliśmy już na podłodze. Ja leżałem na posadzce, a ona siedziała na mnie. Jej uda były szeroko rozwarte, a pizdeczka dokładnie widoczna, wystawiona na moje pożądliwe spojrzenia. Nie klęczała, tylko podpierała swój ciężar na stopach. Moje nogi także były ugięte w kolanach i opierały się na piętach.
Dziewczyna dokładnie wiedziała, co się święci i chciała przeciągnąć tę chwilę jak najdłużej, aby jak najdokładniej poczuć każdą sekundę tego, co się będzie działo. Nie opadła na mnie od razu do samego końca tylko balansowa swoim ciężarem, badając wzrokiem wyraz mojej twarzy.
Raz wpatrywała się we mnie, drugi raz w mojego fiuta tkwiącego w jej rozpalonej cipeczce jakby chciała wyczuć, w którym momencie wystrzeli z niego sperma. W pierwszej chwili myślałem, że to po to, abym się w niej nie spuścił, ale jednak się myliłem. Wcale nie miała zamiaru ze mnie schodzić krytycznej sekundzie. Chodziło jej tylko o to o wyczucie, kiedy dokładnie zaczyna się orgazm i jak on przebiega zarówno u niej, jak i u mnie.
Przyznam szczerze, że byłem już na samej krawędzi. Ledwie byłem w stanie zdać sobie sprawę z tego, co się ze mną dzieje. Gorąco było tak wszechogarniające, a wilgoć mieszała się z lepkością jej soków, przyprawiając mnie o przejmujące słodkie dreszcze na całych plecach. Każdy milimetr w dół sprawiał, że rozpływałem się w słodyczy, stopniowo ogarniających całe podbrzusze skurczów. A ona patrzyła, uważnie śledziła każdy, najmniejszy ruch, najmniejszy skurcz, opadała, kontrolując każdy milimetr.
I w tym momencie, w tej właśnie chwili poczułem coś tak niewyobrażalnie i przejmująco słodkiego, że nie byłem w stanie zareagować w żaden inny sposób jak tylko się w tym pogrążyć bez reszty i stracić panowanie nad sobą.
-Uuuuuuuaaaaaahhhhh… - wydobyło się z mojego gardła głośne przejmujące westchnienie.
Poczułem, jak strzelam w nią kolejnymi porcjami gorącego nasienia, wypełniając jej szparkę po brzegi.
Spojrzała tylko na mnie, w moje oczy a jej twarz wyrażała wszystko. Jej twarz mówiła:
"Och tak, spuściłeś się we mnie. Och zrobiłeś to. Och jak mi dobrze."
Nic więcej nie było mi trzeba. Byłem spełniony i byłem szczęśliwy.
KONIEC
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz