16. Tym razem sama.
Znowu uklękła przede mną. Tym razem sama. Nikt jej w tym nie pomagał. Nikt do tego jej nie zmuszał i nie zachęcał. To była tylko jej decyzja.
Szok, którego doznałem w pierwszym momencie, nie ustępował. Miałem wrażenie, że pogrążam się w jakiejś kosmicznej ekstazie, a przecież to była zwykła dziewczyna. Dziewczyna taka, jakich codziennie jest pełno codziennie na ulicy. Nie było w niej nic nadzwyczajnego, mimo to odlatywałem w kosmos. Odlatywałem, zanim tak naprawdę do czegokolwiek doszło. Może to przez samo oczekiwanie i wyobrażanie sobie jak to będzie. Może.
Tak więc byliśmy tutaj obydwoje, nadzy, podnieceni i chcący to zrobić. Byłem zaskoczony jej normalnością i zwykłością. Jeszcze to nie mogło do mnie dotrzeć. Normalne, drobne ciało, niczym niewyróżniająca się cera kobiety w średnim wieku. Trochę piegów na ramionach, czego bym się nie spodziewał i nic więcej.
Poza tym średniej wielkości cycki. Tu nie było zaskoczenia. No i dosyć duże brodawki jak na takie piersi, ale to mi się podobało. W ogóle wszystko mi się podobało. Bardzo mi się podobało. Podobała mi się ta jej normalność i zwykłość, bo ona w tym wszystkim była tak cholernie pociągająca. Była taka jakby to powiedzieć — moja.
Najważniejsze, czego się wcześniej obawiałem, to, to, że absolutnie nie czułem się wobec niej skrępowany. To wiele ułatwiało, bo od razu mogliśmy przejść do rzeczy i nie wdawać się w zbędne konwenanse. Byłem taki szczęśliwy.
Klęcząc tak przede mną, przymknęła powieki i uchylając lekko usta, dotknęła nimi sam czubek mojego podnieconego zaganiacza. Nie wiem, co chciała zrobić, ale niesamowicie mi się to podobało. Wyglądało to tak, jakby chciała spróbować loda albo jakiegoś smacznego ciastka, ale nie zjeść go od razu w całości.
Przez całe moje ciało błyskawicznie przeszedł niesamowicie gorący i przyjemny dreszcz. Już samo to wystarczało, żebym się spuścił. Po prostu byłem w raju i stało się więcej, niż mogłem oczekiwać w najśmielszych snach, a tu zanosiło się na wiele więcej.
Czułem jej usta na swojej końcówce, czułem ich ciepło, delikatny wilgotny dotyk i dyszałem, próbując skupić się na czymś innym. Nie chciałem się w tej chwili spuścić. Szkoda mi było tej całej zabawy. Wiedziałem, że to powinno potrwać o wiele dłużej, jednak z każdą upływającą sekundą zdawałem sobie sprawę, że będzie to bardzo trudne, albo niemożliwe.
Liczyłem od jednego do stu. Wyobrażałem sobie różne obojętne rzeczy, byleby tylko nieco zmniejszyć podniecenie. W końcu chwyciłem za mojego kutasa u samej podstawy. Byłem przekonany, że jeśli zacznę nim trochę manipulować, to będzie przyjemnie, ale nie dojdzie do ostatecznej eksplozji. Chociaż tak sobie myślałem, śmiejąc się w duchu, że to wcale nie byłaby taka zła opcja, opryskać teraz te jej cycki z tymi ciemnymi, dużymi brodawkami moją spienioną gęstą i aromatyczną spermą.
Raz, dwa, trzy… znowu liczyłem, bo podniecenie mimowolnie wystrzeliło w górę. Poruszałem kutasem, ocierając się o jej wargi. Myślałem, że to przyniesie mi trochę ulgi. Nie wiem albo byłem naiwny, albo robiłem to specjalnie, bojkotując swoje wcześniejsze postanowienia i prąc jak taran do przodu. Otworzyła szeroko buzię i próbowała mnie chwycić. Sam ten widok przyprawiał mnie o takie zawroty głowy, że ledwie trzymałem się na nogach.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz