1. Bozia obdarzyła mnie pokaźnym kutasem.
Trzeba zacząć od tego, że Bozia obdarzyła mnie pokaźnym kutasem. Zawsze tak miałem. Od małego. To znaczy, od kiedy zacząłem dojrzewać. Moja fujara rosła szybciej niż reszta ciała. Była grubsza, dłuższa i bardziej napęczniała niż ta, którymi mogli pochwalić się moi koledzy. Co było powodem do dumy, ale czasem też sprawiało niemałe problemy.
Tak na co dzień tego nie było widać. No bo przecież zawsze trzymałem ją szczelnie schowaną w spodniach. Nikt nie chwali się kolegom swoim kutasem. No, chyba że ma nierówno pod sufitem. Zresztą i tak sprawa wyszła na jaw, kiedy zacząłem chodzić na basen.
Kiedy się przebierałem w szatni razem ze wszystkimi, zrozumiałem, że coś jest nie tak. Nie, żebym miał wrażenie, że jestem jakiś ułomny. No tak się nie czułem, ale wiedziałem, że jestem jakiś inny. Mój penis nawet we wzwodzie był długi i wyglądał jak gruba kaszanka. Tak naprawdę nigdy do końca nie opadał. No, chyba że do bardzo zimnej wody.
Swoją drogą bardzo wcześnie zacząłem dojrzewać. Hormony w moim ciele buzowały tak, że miałem wrażenie, iż sperma wypływa mi uszami. Czasami nie wiedziałem, co z tym zrobić. Kiedy mój penis stanął na baczność, był mógł niektórych przyprawić o zawrót głowy. Pamiętam, jak kiedyś przypadkiem zobaczyły go koleżanki z mojej klasy. Tak się biedne wystraszyły, pół godziny dochodziły do siebie.
No ale nie o tym chciałem pisać. Nie o tym miało być to opowiadanie. Może kiedyś wspomnę, ale nie wiem kiedy. To, że miałem tak dużego chuja, wcale nie oznaczało, że ułatwiało mi to kontakty z płcią przeciwną. Powiedziałbym, że było wręcz przeciwnie. Widok tego czegoś, nawet przez slipy, w tym wieku u płci przeciwnej wzbudzał przerażenie, a nie zachwyt. Chociaż, nie powiem, zdarzyły się dwa takie przypadki, ale wtedy ja zupełnie inaczej to zinterpretowałem.
To, że miałem problemy w kontaktach z dziewczynami, nie było spowodowane wielkością mojego penisa. Chodziło raczej o to, że byłem chłopakiem bardzo nieśmiałym i wycofanym. W tamtym czasie miałem bardzo dużo kompleksów, z którymi nie umiałem sobie poradzić. Raczej byłem tak zwanym molem książkowym, którego interesują tylko dobre powieści science fiction i książki popularnonaukowe, a nie to jak poderwać laskę i zaciągnąć do łóżka.
Świadczy o tym fakt, że dość długo byłem prawiczkiem. Długo. Wiele razy było bardzo blisko, ale nigdy nie dochodziło do pełnego stosunku. No właśnie i tym chciałem pisać. O tym, jak to było pierwszym razem. Bo było bardzo ciekawie.
Kiedy byłem w szkole, nie myślałem o tym, żeby mieć dziewczynę. Nie, żebym nie chciał jej mieć. Po prostu brakowało mi śmiałości i inicjatywy. Były takie sytuacje, że one same zdawały pchać się w moje ramiona, ale wszystko wskazywało na to, że to ja nie byłem zainteresowany. No wiecie: przypadkowe pocałunki w ubikacji i wsadzanie rąk pod stanik, ale to wszystko.
Chyba sporo straciłem, bo wtedy, kiedy było ich odpowiednio dużo, nie wykorzystywałem tego. Kiedy wreszcie dotarło do mnie, że powinienem mieć jakąś cipkę, w którą mógłbym włożyć swojego napęczniałego, grubego, podnieconego fiuta, było już trochę za późno. Byłem starym bykiem, którego młode dziewczyny po prostu unikały. Chociaż to też mogło być tylko wymówką. Czasami trzeba się jakoś postarać, żeby ułożyć sobie jakoś to swoje życie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz