19. I wtedy nastąpiła eksplozja.
Poczułem, jak Beatka chwyta mnie za napęczniały worek od spodu i wtedy nastąpiła eksplozja. Patrzyła mi w oczy i szeroko otwierała buzię, nastawiając się tak, bym trafił dokładnie w sam środek. Kiedy przed moimi oczami zapanowała całkowita ciemność, czubek mojego penisa spoczywał na końcu jej języka, a całe ciało pogrążyło się w tak niesamowitej rozkoszy, że trudno to opisać.
-Och Beata! - automatycznie wyrwało się z mojego gardła.
Strzeliłem. Widziałem tylko pierwszą potężną strugę nasienia. Widziałem, jak ten pocisk wpada do jej ust. Później była już tylko sama rozkosz i ciemność.
To było niesamowite. Nie wiedziałem co się ze mną dzieje. Musiała minąć dłuższa chwila, zanim na tyle doszedłem do siebie, by móc rejestrować to, co się wokół mnie dzieje. Na tyle, by móc widzieć i słyszeć. Wciąż trzymałem swojego ptaka w dłoni. No może już nie w dłoni a w samych placach, ale jednak go trzymałem. To pamiętam dość dobrze.
Pamiętam też, że ona wciąż klęczała. Chyba nawet w takiej samej pozycji co wcześniej. Jedyne co się zmieniło to wyraz jej twarzy. To nie była ta sama Beata co przedtem. Oczywiście zmieniała się cały czas. Metamorfoza wciąż postępowała i obejmowała coraz to nowsze obszary jej osoby, ale teraz to było bardzo dobrze widać. Chociaż z drugiej strony nie wiem, jak to określić, jak opisać, żeby było dobrze, żeby jak najlepiej oddać to, jak wyglądała. Bo to chyba jest najważniejsze. Tak to chyba jest najważniejsze.
Ona była… w transie, nieobecna, całkowicie pochłonięta przez coś mi zupełnie obcego, niezrozumiałego. Oczywiście spryskałem całą jej twarz. Nie tylko strzeliłem prosto w usta, ale ochlapałem spermą policzki, usta, nos i brodę. Nasienie kapało na szyję i piersi. Ona wciąż miała uniesioną do góry buzię i była inna.
Zdawała się na mnie patrzeć, ale nie patrzyła. Pomimo że jej oczy były otwarte. Patrzyła gdzieś w sufit, a raczej gdzieś poza niego. Gdzieś w niebo. Jej ospermione usta wciąż były otwarte, chociaż może nie tak mocno, jak przedtem. Wyglądała tak jakby była po silnych środkach odurzających: nieobecna, naga, pobrudzona moim pożądaniem. Kiedy to zobaczyłem, kiedy to do mnie dotarło, po raz kolejny moim ciałem szarpnął niesłychanie silny skurcz i zdaje się, znów byłem gotowy.
No ale to jeszcze wcale nie był koniec zabawy. O nie. Nie tak szybko. Do końca było jeszcze daleko. Takie przynajmniej wtedy odnosiłem wrażenie. Wydawało mi się, że będziemy się w tej łazience kochać do samego rana, do końca służby. Chociaż z drugiej strony wiedziałem, jak bardzo to jest nierealne.
Ledwie trochę się wytarła, a już siedziała i szeroko rozkładała nogi, dając mi wyraźnie do zrozumienia co mam robić. Wszelkie bariery zostały przełamane. Teraz to jej bardziej zależało niż mnie. Ja musiałem tylko uważać, by starczyło mi sił do końca imprezy, by nie paść jak mucha przed metą.
Głupi nie byłem i wiedziałem, jak powinienem się zachować w takich chwilach. Wiedziałem, kiedy przypada moja kolej na działanie, więc bez zastanowienia ukląkłem, a później pochyliłem się i wjechałem twarzą w jej krocze.
To było proste zadanie. Trzeba było wylizać jej cipkę. Robiłem to już wiele razy, więc aż tak bardzo się nie obawiałem. Mimo to zawsze było to coś nowego. Nowa dziewczyna i nowa cipka. Zupełnie inny zapach, inny smak i w ogóle wszystko inne. Chociaż zadanie takie samo.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz