Szukaj na tym blogu

3 maja 2024

Ostatnie wakacje.

152. Aby wykrzesać z niego ostatnią porcję energii.


Znajdowała się nieco z tyłu. Jedną dłoń położyła na oparciu krzesła, a drugą wyciągnęła w kierunku mojego już unoszącego się grubego kutasa. Kiedy go chwyciła, zaciskając elastycznie palce, przez całe moje plecy przebiegł gorący dreszcz. Cały czas pozostawałem bierny, pozwalając się pieścić tej pięknej dziewczynie.

Nie spieszyła się, wszystko robiła powoli i z namaszczeniem. Zaciskała swoje palce raz mocniej, raz słabiej, delikatnie odsłaniając główkę mojego ptaszka. Starałem się nie panikować, nie spinać za bardzo, aby niczego nie przyspieszać. Ja również chciałem delektować się w tym wszystkim najdłużej, jak tylko się da. Czułem jej bliskość, ciepło jej ciała, zapach piersi i wilgotnej już pizdeczki.

Po chwili zupełnie niespodziewanie, na odsłonięty łepek mojego kutasika spadła duża kropla jej śliny. Z namaszczeniem i czułością rozprowadziła ją po całej główce, tak by pieszczoty były delikatniejsze i bardziej subtelne. Kiedy wodziła kciukiem po samym czubku, szarpnąłem się w nagłym, niespodziewanym skurczu rozkoszy. Czułem, jak w jądrach zbiera potężna fala kolejnego wytrysku.

Po chwili znów splunęła, teraz już z dużą ilością lepkiego płynu. Praca na moim korzeniu przebiegała dużo płynniej, pewniej, a wrażenia były o wiele przyjemniejsze. Pozwalałem jej robić to, co robiła. Pozwalałem jej zajmować się w sposób najbardziej jej odpowiadający, nie ingerując w żaden sposób.

Po chwili poczułem jak mojego kutasa zalewa kolejna porcja ciepłej śliny. Teraz już było naprawdę wilgotno, a jej dłoń coraz bardziej zaczynała przypominać ciasną cipkę. Z każdą upływającą chwilą coraz bardziej czułem swędzenie i mrowienie w moim kroczu. Moje jaja kurczyły się coraz mocniej i miałem wrażenie, że coś ciśnie się od korzenia po czubek mojego prącia.

Kiedy stanęła obok mnie, wyprostowana, poprawiając pozycję, spod krótkiego pasiastego topu ukazała się jej pizdeczka. Jakaż ona była słodka, odpowiednio rozgrzana i wilgotna, gotowa na przyjęcie mojego twardego i wielkiego kutasa, gotowa, by na mnie usiąść i nadziać się tak jak należy.

Kiedy już myślałem, że to się stanie, że wejdzie na moje uda, usiądzie i zacznie poruszać się płynnym, łagodnym ruchem w górę i w dół, ona stwierdziła, że jeszcze nie dość ręcznej pracy na moim przyrodzeniu. Nie odzywając się w całkowitej ciszy przy odgłosach wydawanych tylko przez nasze ciała, pochyliła się ponownie i jeszcze raz zabrała się za walenie mi konia. Ściskała go i poruszała dłonią w górę i w dół, doprowadzając mnie do jeszcze większego podniecenia. Czułem, że teraz jest już naprawdę bardzo twardy i sztywny. Teraz jej dłoń poruszała się znacznie szybciej, mocniej zaciskając się i ocierając o grubą żyłę oplatającą wielki łeb mojego przyrodzenia.

Czułem do niej niesamowitą wdzięczność, było to coś w rodzaju miłości, odpowiednio wypielęgnowanej czułości. Była mi tak bliska, jak nigdy wcześniej. Czułem ją obok siebie każdą komórką mojego ciała i pragnąłem wszystkiego, co mogła mi dać.

W ostatnim momencie przesunęła się bliżej moich ud, nieco odwróciła twarzą w moją stronę i zaczęła unosić prawą nogę. Wiedziałem, że to już jest ten moment, że za chwilę znajdę się w jej słodkim i gorącym wnętrzu. Jeszcze w ostatniej chwili przyspieszyła ruchów na moim penisie, aby wykrzesać z niego ostatnią porcję energii, a ja westchnąłem głęboko, popadając w totalny zachwyt.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Przeczytaj

Zapach rozkoszy

14. Błagając o więcej A później gwałtownie wyszedł z jej ust – wysunął się powoli, lecz zdecydowanie, zostawiając w niej pustkę gorącą i nat...