Szukaj na tym blogu

26 maja 2024

Ostatnie wakacje.

175. Słuchać o historii winiarstwa.


Po moich słowach w oczach starszego pana zauważyłem iskrę ekscytacji. Pewnie już niejednokrotnie opowiadał tę samą historię różnym ludziom, ale skoro już zaczął, nie chciałem psuć mu zabawy.

-O tak, zaczął od razu. To miejsce jest niezwykle ciekawe i ma bogatą historię. A ta winnica jest całym moim życiem…

-Ma pan winnicę? - zdziwiłem się jeszcze bardziej.

-O tak, mam kilka winnic, ale te położone na południowych stokach okolicznych wzgórz są najlepsze.

Nieco zdziwiony, ale też coraz bardziej zaintrygowany, ponieważ nie spodziewałem się, że wybierając się na zwykłą zabawę w nieznanym lokalu w środku nocy, będę miał okazję zobaczyć piwnicę z winami i słuchać opowieści starszego pana o historii regionu, najpierw spojrzałem na Grace, potem na Amelię, a następnie znów na siwego pana, któremu widocznie bardzo zależało, aby tej nocy mieć kolejnego gościa i zabawiać się w kustosza swojego własnego muzeum. Po czym podniosłem się ze swojego miejsca i poszedłem za nimi.

-Jest mi niezwykle miło, że taki młody chłopak jak ty chce słuchać o historii winiarstwa, - zaczął, nie czekając na moją reakcję.

Kiedy byliśmy przy drzwiach wejściowych i za naszymi plecami zostawał szum rozmów i dźwięki ludowej skocznej muzyki, Amelia niespodziewanie zbliżyła się do mnie i lekko trąciła łokciem w bok. Następnie szepnęła mi do ucha:

-Co ty taki oficjalny jesteś? Wyluzuj. Pan Henryk, choć może nie wygląda, to naprawdę równy gość.

-Co mówiłaś, moje dziecko? - odwrócił się pan Henryk, okazując lepszy słuch, niż się spodziewałem.

Amelia poczerwieniała na twarzy, ale z werwą odpowiedziała:

-A nic, nic, panie Henryku, właśnie mówię temu szczawikowi, że równy z pana gość i nie musi się tak przy panu spinać.

-Hahahaha, - roześmiał się starszy mężczyzna, - no tak, jak to mówią: stary, ale jary.

Takim to oto sposobem już po chwili schodziliśmy w dół wąską klatką. Mijając kolejne kamienne stopnie, dotarliśmy do ciemnej, ceglanej piwnicy z niskim, łukowatym sklepieniem. W powietrzu unosił się dziwny, wilgotny zapach, który przywodził na myśl niesamowite opowieści o skarbach zakopanych w ziemi i piratach. Wokół nas, na gęsto rozmieszczonych półkach, leżały butelki, a każda z nich skrywała w sobie nie tylko niepowtarzalny smak i aromat, ale także odrębną historię zbioru produkcji, napełniania, którą gospodarz z niezwykłą charyzmą i zaangażowaniem starał się nam przedstawić.

Nie skończyło się tylko na oglądaniu i słuchaniu. Jak się okazało, było tu też miejsce do degustacji, z niewielkim stolikiem i kilkoma krzesłami. Pan Henryk miał już przygotowane odpowiednie roczniki, którymi chciał się pochwalić. Otworzył je i po kolei rozlewał, abyśmy osobiście mogli poczuć niezwykły bukiet zapachu i subtelnego, wyrafinowanego smaku.

To było bardzo fascynujące, ponieważ część historii, którą opowiadał, była po prostu częścią jego życia. Na przykład to, jak mając 47 lat, uległ poważnemu wypadkowi i spędził 2 miesiące w szpitalu. Z tego, co mówił, wynikało, że do dzisiaj w jego prawej nodze znajdują się cztery tytanowe śruby. Winnica, która znajdowała się w okolicy od lat, była w posiadaniu jego rodziny i przechodziła z pokolenia na pokolenie. Za czasów PRL-u została znacjonalizowana, i stracili nad nią kontrolę. Na szczęście, kiedy zmienił się ustrój, udało im się ją odzyskać.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Przeczytaj

Zapach rozkoszy

14. Błagając o więcej A później gwałtownie wyszedł z jej ust – wysunął się powoli, lecz zdecydowanie, zostawiając w niej pustkę gorącą i nat...