Szukaj na tym blogu

21 maja 2024

Ostatnie wakacje.

170. Wciśnięty między dwie cudowne laseczki.


Co najdziwniejsze problem z wyczuciem kroku, który wcześniej spędzał mi sen z powiek, całkowicie zniknął, a moje nogi same wiedziały, gdzie stawać. Może to był tylko przypadek, może kwestia wypitego alkoholu, a może dobrania odpowiednich partnerek do tańca, sam nie wiem, wiem tylko, że cały mój problem z brakiem umiejętności w tej dziedzinie przestał istnieć. 

Wciśnięty między te dwie cudowne laseczki byłem oczarowany, zachwycony i jednocześnie zdziwiony, że tak długo dałem się prosić. Miałem wrażenie, że ich ciała otaczają mnie ze wszystkich stron. Gdzie nie spojrzałem i jakkolwiek się nie odwróciłem, była albo Amelia, albo Grace. Ich naturalny, słodki zapach niezwykle mocno przemawiał do mojej wyobraźni. Obracając się i przechodząc z rąk jednej rąk do drugiej, próbowałem ustalić, czym tak naprawdę pachniały i doszedłem do wniosku, że był to zapach potu młodych dziewczyn, zapach podnieconych ciał i cipek, wymieszany z delikatną cukierkową wonią perfum. Bukiet był zaiste obezwładniający. 

To niezwykle mnie kręciło i sprawiało, że wszystko wokół było jeszcze bardziej kolorowe i interesujące. Ta woń działała na mnie jak niesamowicie silny afrodyzjak, upajała mocniej niż alkohol, podniecała do granic możliwości i sprawiała, że byłem w stanie przełamać swoje największe zahamowania i rzucić się na najgłębsze wody nowych doświadczeń, choćbym miał ponieść duże ryzyko. 

Cały świat wirował i tańczył razem ze mną. Powoli zaczynałem zapominać o wszystkim, co złe, o moich problemach, bo liczyła się już tylko dobra zabawa i oczekiwanie na gorący i dynamiczny seks. Tak to sobie wyobrażałem. 

Wciśnięty między nie, czułem się jak  pluszowa maskotka i nie chciałem tego zmieniać. W rytmicznych, gorących pląsach, lądowałem w ramionach raz jednej, raz drugiej, nie wiedząc, jak to się właściwie dzieje. Miałem nieprawdopodobną okazję doświadczać i eksperymentować nowych rzeczy. Przyciemnione kolorowe światła, głośna muzyka i tłum na parkiecie były rewelacyjnym kamuflażem, ale też i pretekstem, aby z każdą chwilą pozwalać sobie na coraz więcej. Moje spragnione, ciekawe świata dłonie niby nieświadomie co chwilę lądowały nie tam, gdzie trzeba, nie tam, gdzie powinny być. 

Po jakimś czasie już całkiem bezceremonialnie ugniatałem ich duże piersi, krągłe biodra i jędrne pośladki. Z każdą minutą stawałem się coraz bardziej bezpośredni, jeśli nie powiedzieć nachalny i co najdziwniejsze miałem wrażenie, że moim partnerkom zupełnie to nie przeszkadza. Chciałem być tak blisko, jak to tylko możliwe, chciałem wziąć wszystko, co było do wzięcia. Zupełnie nie zastanawiałem się nad tym, co będzie później. Nie wiem, jak to się działo, ale czasem na krótko udawało mi się wcisnąć moje palce tam, gdzie już na pewno nie powinno ich być. 

Kiedy w którymś momencie robiłem obrót z Amelią, moja dłoń znalazła się na samej górze między jej udami i poprzez kilka warstw cienkiego materiału poczułem wilgoć jej słodkiej pizdeczki. To już totalnie rozwaliło mi mózg. Nie wierzyłem, że właśnie to się stało. Trzymałem rękę na jej cipce przy ludziach w środku hucznej imprezy i nie było skandalu. Zaczynało mi się to bardzo, ale to bardzo podobać. Z każdą chwilą chciałem więcej i więcej. W przelocie zobaczyłem, jak na tej jej uroczo roześmianej buzi pojawia się słodki rumieniec. Doskonale wiedziała, co się dzieje. 

Przestałem być grzecznym chłopczykiem, który, zanim coś zrobi, trzy razy zapyta. Teraz już byłem pewien, że jestem prawdziwym lowelasem, że dawny Julian, który stronił od hucznej zabawy, znika gdzieś bezpowrotnie. To było tak, jakbym doświadczał przepoczwarzenia, jakbym z brzydkiej gąsienicy stawał się pięknym motylem. 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Przeczytaj

Zapach rozkoszy

14. Błagając o więcej A później gwałtownie wyszedł z jej ust – wysunął się powoli, lecz zdecydowanie, zostawiając w niej pustkę gorącą i nat...