Szukaj na tym blogu

24 maja 2024

Ostatnie wakacje.

173. Szalony akordeonista.


-Bo wiesz, - Kontynuowała Grace, - mamy dla ciebie jeszcze jedną niespodziankę. 

-Tak? Jaką niespodziankę? - odpowiedziałem ze zdziwieniem. 

-Nasi bracia Łukasz i Dawid razem z gospodarzem tego lokalu chcą pokazać nam piwniczkę z winami. 

Zatrzymałem się zaintrygowany.

-O, coś takiego, - powiedziałem.  

-Musisz ją zobaczyć, ale oni najpierw chcą zagrać coś specjalnie dla ciebie. 

-No co ty, żartujesz? - zdziwiłem się jeszcze bardziej. 

Spojrzałem w stronę niewielkiego podwyższenia dla orkiestry. Zespół muzyczny, który tak rewelacyjnie nam przegrywał od początku imprezy, spostrzegłszy nasze wygłupy i harce na parkiecie, zaczął i grać utwór specjalnie nam zadedykowany. Na dodatek szalony akordeonista, który do tej pory stał na scenie, razem ze swoim instrumentem wszedł na parkiet i kręcąc się wokół nas, raźnie przygrywał, wzbudzając w całym lokalu sensację i aplauz. 

-Cześć szwagier, - zawołał radośnie, a ja nie wiedziałem, o co chodzi i spojrzałem na niego kompletnie zdziwiony. 

-Łukasz jestem, - wykrzyknął, wyciągając do mnie dłoń, - a tamten drugi to Dawid. Nasze zwariowane siostrzyczki już poznałeś prawda? 

W mojej głowie znów zawirowało, ale teraz zupełnie innego powodu. 

-O tak miałem okazję je poznać, - odpowiedziałem, zastanawiając się nad sensem tych słów. - To rzeczywiście niesamowite dziewczyny. 

Dopiero teraz zaczynało do mnie docierać, na czym polega dobra zabawa i byłem wdzięczny tym dziewczynom, że pozwoliły mi pozbyć się przez lata nagromadzonych kompleksów. 

Kiedy muzyka ucichła a chłopaki przygotowywali się do nowego utworu, rozejrzałem się po sali. Grace gdzieś zniknęła. Chociaż wcale mi to nie przeszkadzało, byłem zdziwiony, że jest w stanie tak nagle rozpłynąć się w powietrzu. Zostałem tylko z Amelią i to wydawało mi się całkiem w porządku. 

Lekko zamroczony alkoholem, jednak nie na tyle, żeby przez cały czas cieszyć się świetną zabawą i odbierać pełną gamę doznań tego, co działo się ze mną i wokół mnie, zapomniawszy o całym świecie i wszystkich moich dotychczasowych problemach dałem się ponieść tanecznym rytmom. 

Choć na początku miałem wrażenie, że poruszam się jak słoń w składzie porcelany, to teraz zdawało mi się, że moje nogi nie dotykają podłogi i same znajdują odpowiedni rytm. Po prostu nie mogłem uwierzyć, że to tak dobrze mi wychodzi, lecz powoli zaczynałem się do tego wszystkiego przyzwyczajać. 

Przy obrotach i piruetach śmiało i bez najmniejszego skrępowania obejmowałem ją w pół, a kiedy było to konieczne, mocno przyciskałem do siebie. Przy czym nie byłem już tak natrętny, jak wcześniej. Stwierdziłem, że sam taniec jak i obecny nastrój sprawia mi dość przyjemności i nie muszę uciekać się do takich tanich chwytów. I tak byłem pewien, że na wszystko przyjdzie czas, a kiedy przyjdzie pora na seks, to będę gotowy. Teraz była pora dobrej zabawy i tańca. 

Najwspanialsze i niesamowite w tym wszystkim było to, że nagle przypomniałem sobie wszystko, czego nauczyłem się w tej dziedzinie w całym moim dotychczasowym życiu. Choć tak naprawdę nie było tego wiele. Być może dlatego odniosłem taki sukces, że to Amelia okazała się być tak rewelacyjną tancerką i czułem się przy niej całkowicie swobodnie. 

Byliśmy zjednoczeni i dopóki trwał taniec, nic nie mogło nas rozdzielić. Poza tym obserwowanie, jak jej jędrne piersi kołyszą się w rytm podskoków i za każdym razem coraz bardziej wysuwają się spod dużego dekoltu, było dla mnie czymś zupełnie naturalnym. Moje wciąż narastające podniecenie mieszało się niezwykłą radością i nieskrępowanym zachwytem w stosunku do tej pięknej osoby. 



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Przeczytaj

Zapach rozkoszy

16. Rozkosz z przerażeniem Później, choć ona już nie zdawała sobie z tego sprawy w pełni, jej pączek – ten delikatny, ukryty skarb między ud...