171. Świetnie tańczysz.
Teoretycznie przyczyną takiego stanu rzeczy była duża ilość wypitego alkoholu, ale wcale nie byłem tego taki pewien. Być może potrzebowałem tylko odpowiedniego katalizatora, by moja prawdziwa natura w sposób bardzo gwałtowny zaczęła się ujawniać. Wydawało mi się, że ten alkohol powinien przytępić moje zmysły, że powinienem być otumaniony i nie powinienem wiedzieć, co się ze mną dzieje. Tak jednak nie było.
Byłem świadomy wszystkiego, co robię, może nawet jeszcze bardziej niż przedtem, Tyle tylko, że hamulce wewnętrzne, które nie pozwalały mi robić pewnych rzeczy, teraz jeden po drugim przestawały trzymać mnie w swoich ryzach, a ja wdzięczny losowi za taki dar czułem się jak ptak wypuszczony z klatki.
-A nie mówiłam, że da się go rozkręcić, - Amelia, przekrzykując ogłuszającą muzykę, zwróciła się do siostry.
-No mówiłaś, mówiłaś, - zgodziła się Grace, zalotnie zerkając w moją stronę.
-To zajebisty koleś, - kontynuowała Amelia, - zobacz tylko, jak on tańczy.
-Och przestań, bo czuję się nieswojo, - zaprotestowałem, mając nadzieję, że mnie usłyszy w tej wrzawie.
-Daj spokój Julian, naprawdę świetnie tańczysz, - rzuciła w przelocie przed wykonaniem kolejnego piruetu.
Poprowadziłem ją płynnie, a moja dłoń przejechała po jej wąskiej talii.
-Przestań Julian tak narzekać. Ty jesteś taki... - nie dokończyła, a w mojej głowie od razu powstała lawina pytań, o co jej chodziło.
-Co? No jaki?
-No wiesz... - znów zawiesiła głos, jakby celowo dawkując napięcie oraz informacje.
-Ale co?
Uśmiechnęła się w sposób bardzo szczególny, a rumieńce na jej policzkach stały się jeszcze bardziej intensywne.
-No jakby to powiedzieć, niezłe z ciebie ciacho, - wypaliła wreszcie, a ja poczułem, że rośnie mi klatka piersiowa.
Miałem poczucie, że jestem naprawdę wyjątkowy, ale z drugiej strony jakoś ciężko było mi zaakceptować fakt, że tak bardzo mogę się podobać dziewczynom, trzeba dodać — tak pięknym dziewczynom.
-Nie, to nieprawda, a w ogóle co masz na myśli, mówiąc "ciacho"?
Nie odpowiedziała na moje pytanie, zamiast tego zatrzymała się, przerywając swój popis taneczny i wyciągnęła w moją stronę swoje drobne dłonie.
-Zaczekaj chwilę, - powiedziała, - daj, rozepnę ci koszulkę.
Spojrzałem na nią zaskoczony, a ona uśmiechnęła się przecudownie.
-Ale jesteś nerwowy. Nie panikuj. Zaufaj mi, będziesz świetnie wyglądał.
Wciąż czułem się nieswojo, że tak mnie traktuje.
-Och przestań. Ja tak nie lubię, - zaprotestowałem, ale nic to nie dało.
-Oj przestań robić problemy, - skwitowała. - Ze mną i tak nie wygrasz.
-Boże, nie, - zaczynałem panikować tak, jakby to było nie wiem co.
-No daj. Nie wygłupiaj się.
Choć było to irracjonalne, miałem wrażenie, że ona chce rozebrać mnie do naga. Kiedy wreszcie rozpięła dwa górne guziki, westchnęła w sposób wyrażający podziw i zaskoczenie.
-Och jaki zarost.
Zaczynały dziać się ze mną dziwne rzeczy. Czułem, że to jest coś znacznie więcej niż tylko koleżeńskie wygłupy. Poza tym zupełnie inaczej to wyglądało kiedy to ja w sposób znacznie bardziej obcesowy pozwalałem moim dłoniom penetrować ich zgrabne zakamarki. Kiedy jednak działo się odwrotnie, z moich ust wydobyło się coś na kształt płaczliwego jęku.
-Och Amelia, nie!
Na szczęście ona nie potraktowała tego zbyt poważnie i nie przerwała zabawy.
-Świetnie się z tobą tańczy, Julian. Wywijasz jak mało który chłopak na parkiecie.
Wypowiadając te słowa, położyła swoją dłoń na moich biodrach, a później nie wiedzieć czemu ta sama dłoń znalazła się na moich pośladkach i zamiast opaść pod własnym ciężarem, zacisnęła się palcami, przywierając do mnie z całej siły.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz