176. Nasze wino
-W tej chwili, - mówił pan Henryk, - możemy się pochwalić własną marką, która zdobywa coraz większą popularność wśród klientów.
Dowiedziałem się też, w co trudno było mi uwierzyć, że najlepsze wino powstaje z zapleśniałych, pomarszczonych winogron.
-Nasze wino, - mówił z powagą pan Henryk, - podobnie jak Tokaj Aszú, znane jako węgierskie wino, powstaje z najszlachetniejszych winogron, które tylko w wyjątkowych okolicznościach, takich jak odpowiednia temperatura i wilgotność, pokrywają się szlachetną pleśnią, dzięki czemu zyskują unikalny smak. Proces produkcji jest dość skomplikowany i wymaga precyzyjnej selekcji winogron. Winogrona są zarażane tzw. szlachetną pleśnią, wywołaną przez Botrytis cinerea, która powoduje ich odwodnienie oraz wzrost stężenia cukru, oraz olejków eterycznych. Zebrane winogrona starannie się selekcjonuje, rozsypując je na specjalnych stołach i ręcznie wybierając najlepsze.
Najbardziej odwodnione winogrona, ale jeszcze nie całkowicie zasuszone, oddziela się od reszty, wyciska z nich ostrożnie sok i lekko podfermentowuje w niewielkich dębowych beczkach. Otrzymaną w ten sposób esencję dodaje się do moszczu z pozostałych winogron, a całość poddaje się normalnemu procesowi winifikacji.
Z upływem czasu i kolejnych degustacji coraz bardziej wyrafinowanych i drogich trunków, rozluźnienie i nastrój ponownego upojenia alkoholowego zaczęły przyćmiewać nasze zmysły. Kiedy już myślałem, że nic więcej ciekawego w tej piwnicy nas nie spotka, nasz hojny gospodarz niespodziewanie zaproponował obejrzenie kolekcji starych map i rycin, które jego rodzinie udało się zgromadzić i zachować przed zawieruchą dziejów do naszych czasów. Ukryte w specjalnym pomieszczeniu, za kutymi żelaznymi drzwiami, które z przeraźliwym skrzypieniem otworzyły przed naszymi spojrzeniem swoje podwoje, jakby czekały na nasze przybycie.
Po wejściu do tego zakątka tajemnic i niespodzianek, w którym historia jakby zatrzymała się w stop-klatce czarno-białych odcieni, przywitała nas grobowa cisza, która zdawała się dominować wszystko. Jeden z wąskich regałów w samym rogu pomieszczenia zawierał zwoje starych pergaminów i map, starannie zabezpieczonych w specjalnych futerałach. Kiedy je oglądaliśmy, miałem wrażenie, że za chwilę rozpadną się w proch pod dotykiem moich rąk. Pachniały minionymi wiekami, niezliczonymi historiami i ludźmi, z którymi miały do czynienia. Jednocześnie budziły niesłychaną zadumę nad tym, co było, i nad tym, co po nas pozostanie, kiedy nas już nie będzie.
Równolegle do tego, co mogliśmy zobaczyć w szafach, mieliśmy też możliwość podziwiania i oglądania tego, co wisiało na ścianach. Były to drewniane ramy z delikatnymi rycinami, zachowanymi z niebywałą wręcz starannością. Te niespotykane dzieła sztuki były jak okna w czasie, ukazujące przeszłość w sposób niepowtarzalny i zachwycający. Nawet dla mnie, młodego człowieka, było to niepowtarzalne i ekscytujące doświadczenie.
Wpatrywałem się w szczegóły na mapach, próbując odczytać zapomniane nazwy miejscowości, szlaków handlowych, czy też ziemskich granic, które ewoluowały wraz z biegiem dziejów. Ryciny z kolei ukazywały obraz życia minionych epok, zatrzymując w kadrze codzienność i wielkie wydarzenia, jakby zamrożone w czasie.
W tym miejscu, gdzie upłynęło nam kolejnych kilka godzin, zupełnie nie czułem zmęczenia, ale jedynie to, że cała ta historia ożywiała się, stając się niezwykle realną i bliską, tak jakby stanowiła część mojego własnego życia. Były to magiczne chwile, które pozwoliły mi przenieść się w rejony naszego dziedzictwa, odkrywając wizję przeszłości taką, jakiej nigdy nie będziemy mieli możliwości znaleźć w żadnej książce."
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz