Szukaj na tym blogu

11 maja 2024

Ostatnie wakacje.

160. Spotkamy się jeszcze?


-Znowu mnie wykorzystałeś, - powiedziała, specyficznie układając usta. 

Nie musiała nic robić, wystarczyło, że na mnie patrzyła i już się podniecałem. Mimo wszystko w tym momencie postanowiłem zagrać nieco innymi kartami. Dlaczego cały czas miałem być grzeczny i wycofany? Mogłem przecież pozwolić sobie na odrobinę śmiałości. Zaczynałem dostrzegać, że taka strategia się opłaca. 

-Tak mówisz, jakby ciebie tu nie było, - odezwałem się do niej. - Przecież siłą cię tu przyprowadziłem i nie posadziłem na moim kutasie. Sama na niego weszłaś. 

Robiła to już wcześniej, ale w tej chwili spojrzała na mnie tak, że całkowicie mnie rozwaliła. Wiedziałem, że to jest dziewczyna, która już zawsze będzie tak na mnie działała. Niezwykła młodzieńcza słodycz i szczypta niewinności wymieszana ze słodkim jak tort urodzinowy erotyzmem sprawiały, że czułem się wobec niej totalnie bezradny. 

-No i nie powiesz mi, że czegokolwiek żałujesz, - dodałem, a ona zaniemówiła.

-Jesteś bezczelny, Julian, - wyrzuciła w końcu z siebie.

Wiedziałem, że jestem na dobrej ścieżce do zwycięstwa. Nie byłem pewien, czym skończy się ta potyczka słowna, ale wszystko wskazywało na to, że znów wylądujemy w swoich ramionach. To zbliżało się jak fala tsunami. Na początku nie było tak bardzo widoczne, ale dawało pewne oznaki, których nie można było ignorować. 

-No jestem. Chcesz jeszcze? - powiedziałem, patrząc prosto w jej oczy. 

Roześmiała się w głos i zrobiła to tak słodko, że nogi mi zmiękły. 

-Nie pochlebiaj sobie. Wydaje ci się, że jak już raz mnie zerżnąłeś…

-Nie raz, tylko… sam już nie wiem ile… he, he, he… 

-Och, no dobra. Nie chwytaj mnie za słówka. 

-Myślisz, że samym seksem człowiek żyje. No dobra, przyznaję, byłeś naprawdę dobry, ale na dzisiaj koniec. 

Uśmiechnąłem się. Starałem się robić  to tak samo jak ona, ale wiedziałem, że mi się nie uda. 

-Na dzisiaj, - mruknąłem. 

-Och Julian, dzieciak jesteś. Muszę już lecieć, bo mam sporo rzeczy do załatwienia.

Przestąpiła z nogi na nogę i zakołysała przy tym biodrami, jakby celowo eksponując swoja wymęczoną cipkę. Nie byłem pewien, czy robi to celowo, czy też może bezwiednie, ale efekt był taki sam. Najpierw spojrzałem na swojego penisa, który już zaczynał się unosić, sztywnieć i nabierać turgoru, a później jeszcze raz na nią. Nie mogłem zaprzeczyć — była totalnie odlotowa. 

-Spotkamy się jeszcze? - powiedziałem, mając nadzieję, że nie zmieniła zdania i to nie miał być ostatni raz. 

Popatrzyła na mnie i uśmiechnęła się tak ciepło, że zrobiło mi się miękko na sercu. No cóż, tak szybko jak moje serce miękło, kutas twardniał i nabierał ochoty na kolejne bezbożne zabawy i gry z tą cudowną dziewczyną.  

-Och na pewno, Julian. Jesteś fajnym chłopakiem. 

-Fajnym, - powtórzyłem po niej.

-No i nieźle bzykasz, - dodała, trącając mnie palcem w nos, jak małego urwisa. 

Czułem, że zdobycz mi się wymyka i chciałem ją jakoś zatrzymać. 

-Cioci nie ma, może dziś wieczorem byśmy się zobaczyli, co? Zostawisz mi swój telefon? - powiedziałem, zdając sobie sprawę, że zabrzmiało to nieco błagalnie. 

-Nie. To ty mi zostaw swój. Zadzwonię do ciebie, - odezwała się bardziej stanowczo. 

Jeszcze raz spojrzałem jej prosto w oczy, ale tym razem miało to trochę inny przekaz. 

-Kiedy? - spytałem. 



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Przeczytaj

Zapach rozkoszy

14. Błagając o więcej A później gwałtownie wyszedł z jej ust – wysunął się powoli, lecz zdecydowanie, zostawiając w niej pustkę gorącą i nat...