Szukaj na tym blogu

18 maja 2024

Ostatnie wakacje.

167. Baw się razem z nami.


Obydwie dziewczyny, ku uciesze moich podnieconych oczu, bez najmniejszego skrępowania wygłupiały się na parkiecie tak, jakby cały świat należał tylko do nich. Co jakiś czas zalotnie zerkały w moją stronę, a każde ich spojrzenie było jak liścik miłosny wysłany pod moim adresem. 

Taki stan rzeczy trwał jakiś czas. Krępowałem się wstać i podejść do którejś z nich i tak normalnie zagadać. Chyba były zbyt ładne, zbyt atrakcyjne bardzo mnie onieśmielały, a poza tym cały czas obok nich kręcili się mężczyźni, z którymi obydwie przyszły. Uznałem więc, że są  to ich partnerzy i nie chciałem robić sobie dodatkowych kłopotów.

 Wkrótce jednak przekonałem się, że nie mogę pozostać zbyt długo niezauważony, bo niższa z nich tanecznym krokiem zbliżyła się do mnie i wyciągając obydwie dłonie w geście zaproszenia, zawołała radośnie. 

 -Julian, choć na parkiet! 

Pokręciłem głową, a ona podeszła bliżej i pochyliła się nade mną.

-No chodź, co tak będziesz tu siedział, - prosiła grzecznie. 

Mimo to nie zareagowałem. 

-No Julian, baw się razem z nami, - zachęcała coraz namiętniej. 

Była słodka, pachniała truskawkami i tryskała radością życia, a jednak czułem się coraz bardziej niepewny. W tym momencie miałem ochotę zapaść się pod ziemię, bo wiedziałem, że robię z siebie totalnego idiotę. Taka ładna dziewczyna tak grzecznie prosiła, a ja nie byłem w stanie się przełamać. Jeszcze chwila a straciłbym tak niesamowitą okazję do przeżycia czegoś nowego. 

Pochyliła się jeszcze bardziej i uśmiechając słodko, oparła dłońmi o stolik. Jej piersi o mało nie wyszły z dużego dekoltu. Byłem przekonany, że za chwilę spuszczę się w spodnie, a mimo to nie byłem w stanie odpowiedzieć na jej zaproszenie. Złość i frustracja napływały tylnymi drzwiami mojego jestestwa, całkowicie paraliżując moje ruchy. Czułem się jak głupek, jak gówniarz z podstawówki i nie umiałem sobie z tym poradzić. No ale z drugiej strony zawsze tak miałem. To było moją cechą, którą za wszelką cenę starałem się ukryć przed ludźmi, a która i tak ujawniała się w najmniej oczekiwanym momencie. 

Zdawało mi się, że muzyka gra coraz głośniej, trunki leją się coraz obfitszym strumieniem, goście bawią się coraz lepiej, tylko ja siedzę w kącie i jakoś to wszystko dziwnie odbywa się obok mnie. 

Usiadła na krześle, przesuwając je tak blisko, że czułem jej ciepło. Miałem wrażenie, że zaraz wybuchnę. 

-Hej Julian, co się dzieje?! Przecież nie możesz tutaj tak siedzieć. 

Widziałem, jak kelnerzy kręcą się między stolikami z tacami pełnymi kolorowym drinków, kieliszków wina i talerzami pachnącego, gorącego jedzenia. Tu nie było nic, czego mógłbym się w tej chwili obawiać, a jednak nie byłem w stanie się przełamać, aby wyjść na parkiet i zatańczyć z tą cudowną panną. 

W tym samym momencie do mojego stolika podeszła też Jej siostra bliźniaczka. Już bałem się, że im dwóm nie będę w stanie się oprzeć. 

-No i co? - odezwała się, patrząc raz na mnie raz na nią.

-Ciężki przypadek. Chyba zamurowało go całkowicie. 

-Ach tak, rozumiem, - westchnęła i uśmiechnęła się tajemniczo, - ale wydaje mi się, że mam lekarstwo na tę jego niemoc.

Nie czekając na odpowiedź, odwróciła się w stronę sali i zawołała głośno:

-Chłopaki, przynieście coś mocniejszego do picia, bo mamy tu ciężki przypadek!

-Jak ciężki?! - padł odzew z drugiego końca baru. 

-Bardzo ciężki! Dajcie coś, co pomaga na zaplątany język jak i miękkie nogi! 



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Przeczytaj

Zapach rozkoszy

16. Rozkosz z przerażeniem Później, choć ona już nie zdawała sobie z tego sprawy w pełni, jej pączek – ten delikatny, ukryty skarb między ud...