Szukaj na tym blogu

25 maja 2024

Ostatnie wakacje.

174. Alkohol zyskuje nad nimi przewagę.


W środku nocy, niektórzy z naszych towarzyszy, którzy dotąd świetnie radzili sobie nie tylko przy stole, ale i na parkiecie, zaczęli ustępować tempu narzuconemu przez spożyty trunek. Dotąd doskonale uporządkowani i wyrafinowani dżentelmeni leżeli pokotem na stołach, nieświadomi tego, co się wokół nich dzieje. Niektórzy próbowali kontynuować jakieś dyskusje, czy nawet rozwiązywać problemy, lecz było widać, że alkohol zyskuje nad nimi przewagę.

W momencie rozliczenia za ten pełen wrażeń wieczór, rosły pan o imieniu Konrad, dzięki któremu się tutaj znaleźliśmy w przekrzywionym kapeluszu, mając świadomość kosztów, wyciągnął z wewnętrznej kieszeni marynarki zwitek banknotów dwustuzłotowych i rzucił go na stół, pozostawiając kierownikowi lokalu wybór odpowiedniej sumy i ufając jego nieskazitelnej uczciwości. Co wydawało mi się nie tyle śmieszne ile niebezpieczne. 

Mimo to zabawa zdawała się nie mieć końca. Kelnerzy nadal przynosili nowe butelki wina, starając się zaprezentować kolejne roczniki, opowiadając o każdym trunku, jakby to miało teraz jakiekolwiek znaczenie. No cóż, większość gości w tym momencie byłaby w stanie wypić wszystko, co by im podano, licząc na odrobinę ukojenia w zawartości większej ilości procentów. Egzotyczny smak i zapach trunków przestawały być istotne. Wiedziałem jednak, że to i tak już zbyt długo i nie potrwa, bo przecież wszystko kiedyś się kończy. Ta zabawa również musiała kiedyś się skończyć. 

Kiedy siedziałem przy swoim stoliku i dojadałem ostatnie kęsy tatara, który zostawiłem na talerzu godzinę temu, moje lekkie upojenie alkoholowe ustępowało miejsca normalnej trzeźwości. Okazało się, że nie wypiłem aż tak wiele, i zastanawiałem się, jak wyjść z lokalu stosunkowo wcześnie, unikając niepotrzebnych pytań. Nagle zauważyłem, że zbliżają się do mnie te dwie niezwykłe bliźniaczki, z którymi szalałem przez dotychczasową część wieczoru. Doskonale zdawałem sobie sprawę, co to może oznaczać, i natychmiast pojawiły się we mnie mieszane uczucia. Z jednej strony cieszyłem się z kontaktu z nimi, który był niezwykle przyjemny, ale z drugiej obawiałem się, że nie dam rady przetrwać kolejnej hulanki na parkiecie. Mój zapas energii był już mocno ograniczony, a moje nogi były już zmęczone. Jednak kiedy pierwsze oznaki paniki zaczęły mi się pojawiać, dotarło do mnie, że tym razem nie chodzi o taniec.

Kilka metrów za dziewczynami kroczył dostojnie starszy, siwy pan. Na jego twarzy widniał serdeczny, ciepły uśmiech, a okrągłe druciane okulary nadawały mu pewnego splendoru i powagi. Delikatnie podpierając się rzeźbioną laseczką, szybko zmniejszył dzielącą nas odległość. Cały czas utrzymywał mnie w polu swojego wzroku, co wskazywało, że ma do mnie jakąś sprawę. Dziewczyny stanęły po obu moich bokach, a on podszedł centralnie do mnie, wyciągając swoją chudą, pomarszczoną dłoń, i odezwał się ciepłym, choć nieco ochrypłym głosem:

-Witaj, młody człowieku.

Zaskoczony, odpowiedziałem:

-Dzień dobry. Czy jest jakiś problem?

On szybko zripostował:

-Nie, absolutnie nie. Wszystko w porządku. Tylko właśnie te dwie urocze panienki opowiedziały mi o tobie. I tak sobie pomyślałem, że skoro już tu jesteś, a ja i tak nie mogę spać, może zechciałbyś obejrzeć moją kolekcję win i posłuchać ciekawych historii związanych z tym miejscem.

Moje zdziwienie wzrosło jeszcze bardziej, ale byłem uprzejmy i próbowałem dorównać jego poziomowi elokwencji, odpowiadając:

-Bardzo chętnie obejrzę pańską kolekcję win. Na pewno ma pan bardzo stare i interesujące roczniki. Chętnie również wysłucham historii związanych z tym miejscem.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Przeczytaj

Zapach rozkoszy

14. Błagając o więcej A później gwałtownie wyszedł z jej ust – wysunął się powoli, lecz zdecydowanie, zostawiając w niej pustkę gorącą i nat...