Szukaj na tym blogu

31 lipca 2024

Ostatnie wakacje.

241. Mam jaja w tym dresie.


Grace roześmiała się jeszcze głośniej, nie zważając na moje obawy i odpowiedziała z typowym dla siebie humorem: 

-Kiedy jest, Julian.

Spojrzałem na nią z lekkim niezadowoleniem, ale głęboko wewnątrz siebie musiałem przyznać, że i takie chwile mają swój urok, choćby w formie późniejszych wspomnień, które będą nas rozśmieszać jeszcze przez wiele lat.

Kiedy szedłem z tymi jajkami w rozciągniętej bluzie od dresu, niecierpliwie rozglądałem się na boki, w poszukiwaniu koguta, który, jak mi się wydawało, miał zaraz mnie zaatakować. Moje serce waliło jak oszalałe, a każdy odgłos wokół sprawiał, że nerwy wzmagały się jeszcze bardziej. Byłem gotowy na najgorsze, ale nawet najczarniejszy scenariusz nie mógł przygotować mnie na to, co się stało.

Nagle, bez najmniejszego uprzedzenia, Grace zbliżyła się do mnie od tyłu i bezceremonialnie złapała za nogawki spodni, pociągając je energicznie w dół. Wszystko działo się tak szybko, że nawet nie miałem czasu na reakcję. Moje spodnie znalazły się na wysokości kolan, a ja stałem tam, wystawiony na widok publiczny w najbardziej żenujący sposób, jaki można sobie wyobrazić.

Ale to nie koniec moich kłopotów. W tym samym momencie zza krzaków wyskoczył ten okropny kogut, zaczynając się stroszyć i przygotowywać do ataku. Moje myśli pędziły w chaosie — czy mam rzucić te jajka i bronić się, czy może lepiej starać się dotrzeć do domu, licząc na to, że ptak mnie nie zaatakuje.

A to wszystko przy Grace, która zaczęła pokładać się ze śmiechu, obserwując mój opłakany los. Było to tak upokarzające, że nawet w tej skrajnie kłopotliwej sytuacji, ledwo zdołałem zachować resztki godności.

Jednak wkrótce, mimo całego absurdalnego dramatu, dostrzegłem komiczność całej sytuacji i nie mogłem powstrzymać się od głośnego wybuchu śmiechu. Moje głośne rechotanie napełniało powietrze, łagodząc napięcie, choć nadal czułem na sobie wzrok tego upartego koguta, który wydawał się w każdej chwili gotowy do ataku. Ale przynajmniej na chwilę, nawet jeśli tylko na chwilę, zapomnieliśmy o wszystkich kłopotach i po prostu cieszyliśmy się z tego absurdalnego momentu, który na pewno zapamiętamy na długo.

Spojrzałem na Grace z iskrami ognia w oczach, czując, jak fala gniewu wzrasta we mnie. Mój głos był wzburzony, gdy odezwałem się do niej:

-Zwariowałaś?! Czy ty w ogóle dobrze się czujesz? Natychmiast popraw mi te spodnie!

Jednak jej reakcja była zupełnie przeciwna moim oczekiwaniom. Zamiast zrozumienia, zobaczyłem tylko rosnącą histerię w jej oczach, a jej usta drżały z niepohamowanego śmiechu.

-Kiedy wyglądasz tak śmiesznie, - w końcu zdołała powiedzieć, przerywając kolejny wybuch śmiechu.

Moje nerwy szalały, a cierpliwość była na wyczerpaniu. Zdałem sobie sprawę, że próby poważnego traktowania sytuacji były daremne w obliczu takiego zachowania. Nie mogłem powstrzymać goryczy w moim głosie, gdy odezwałem się po raz kolejny:

-Znaczy się, to wszystko dla ciebie to jest zabawne? Mam nadzieję, że masz świadomość, że mam jaja w tym dresie  i muszę się z nimi uporać!

Jednak nawet moje próby uświadomienia jej powagi sytuacji były jak krzyk na pustyni. Grace po prostu kontynuowała swoją histerię, śmiejąc się coraz głośniej i trudniej kontrolować.

W końcu, mimo wszystkich moich frustracji, nie mogłem powstrzymać się od uśmiechu. Być może to było właśnie to, czego potrzebowaliśmy w tej absurdalnej chwili — odrobina humoru, aby złagodzić napięcie i przekształcić tę groteskową sytuację w coś, co będziemy pamiętać z uśmiechem na twarzy.



30 lipca 2024

Ostatnie wakacje.

240. W każdej chwili mogę stracić resztki męskiej godności. 


-Wyjdź przed dom i się rozejrzyj,- nakazała.

Poszedłem na zewnątrz i kiedy rozejrzałem się po okolicy, olśniło mnie. 

-Widzę krowy, owce, kury... O kurczę! Jeśli są kury, to muszą być i jajka,- westchnąłem, wreszcie rozumiejąc.

Uśmiechnęła się i pokiwała głową z wyrozumiałością. 

-No więc teraz, gdy to już mamy za sobą, to ty idź po te jajka, a ja przygotuję resztę produktów.

Jednak był pewien problem. 

-Ale... gdzie mam szukać tych jajek? - zapytałem, czując się jak ryba wyjęta z wody.

Teraz Amelia wybuchnęła śmiechem. 

-Hahaha... no chyba w kurniku, co nie?

Coraz bardziej czułem się niepewnie. 

-Ale...

-Co znowu? - spytała z wyrazem lekkiego zdenerwowania.

-Nie wiem, gdzie to jest,-  przyznałem.

-Zobacz, widzisz tamten mały budynek z tą drabinką i małym wejściem? - wskazała palcem.

-Widzę,- odpowiedziałem.

-No to, to jest kurnik. Idź tam i przynieś, ile zdołasz. Możesz wziąć jakiś pojemnik, koszyk albo coś innego, - poradziła.

Wyszedłem, ale zaraz wróciłem z nowym problemem.

-Amelia, ale tam jest ten kogut. Patrzy na mnie tak dziwnie, jakby chciał mnie zaatakować.

Znowu wybuchnęła śmiechem. 

-Boże, ale jesteś tchórzliwy, przecież cię nie zje. Zobacz, jest mniejszy ode mnie.

Jednak nie byłem przekonany. 

-Nie jestem pewien, czy on mi nie zrobi krzywdy. Nie ufam mu. Jest jakiś dziwny.

Amelia opuściła bezradnie ręce, a potem zwróciła się do siostry: 

-Dobra, Grace, idź z nim, bo to prawdziwy mieszczuch, jeszcze go kogut zje.

Grace, śmiejąc się, podążyła ze mną w kierunku kurnika, a ja czułem się bardzo niezręcznie, idąc za nią i próbując utrzymać dystans między sobą a potencjalnie niebezpiecznym kogutem. Ale był to również moment, który zapamiętam na długo – jak wakacyjną anegdotę, która rozśmieszy nas jeszcze wiele razy w przyszłości.

Weszliśmy do kurnika i od razu uderzyło nas niesamowite gorąco i duchota. Powietrze było przesycone intensywnym zapachem, który dawał się we znaki od pierwszych chwil. W pewnym momencie miałem wrażenie, że zaraz się porzygam, ale dziwnym trafem udało mi się opanować tę nieprzyjemną reakcję.

Kury rozmieszczone były po bokach, zajmując każdy kawałek dostępnego miejsca, a ich półki i gniazda z miękką słomą były świadectwem tego, że były tutaj jak najbardziej mile widziane. Grace, zaskakująco zręczna, szybko zabrała się do pracy, wyjmując jajka z poszczególnych gniazd i podając mi je jedno po drugim.

Zaskoczony, trzymałem je w dłoniach, patrząc na nie jak na obce przedmioty. Zawinąłem niebieski dres, którym akurat był dostatecznie rozciągnięty i ostrożnie układałem w nim cenną zdobycz. 

Tymczasem dolna część dresu z luźną gumką jakby na złość opadała coraz niżej, dając mi niepokojące przeczucie, że w każdej chwili mogę stracić resztki męskiej godności. Mimo to pilnowałem, by nie dopuścić do potłuczenia ani jednego jajka, co sprawiało, że musiałem skupić się na powierzonym mi zadaniu, ignorując swoje własne obawy.

W pewnym momencie spojrzałem na Grace, zauważając jej skrzywione usta i wymowne spojrzenie. Potem jednak uśmiechnęła się, rzucając ironiczny komentarz.

-Oj, ty nieszczęśniku, jak teraz będziesz szedł do domu,- powiedziała, a jej słowa brzmiały jak proroctwo. - przecież ten kogut już tam na ciebie czeka.

Podniosłem wzrok, obawiając się nie tylko koguta, ale i faktu, że moje spadające spodnie mogą zdradzić moją sytuację. Tym bardziej że penis pod spodem sterczał już w sposób zasadniczy, dając pokaz swojej witalności. Każdy krok był wyzwaniem, a obawa przed upadkiem i rozbiciem jajek dodawała jeszcze napięcia.

-Nie śmiej się ze mnie,- odezwałem się, starając się zachować godność w obliczu trudnej sytuacji, - to wcale nie jest zabawne.

29 lipca 2024

Ostatnie wakacje.

239. No to skąd weźmiemy jajka?


Kiedy to mówiła, oparła dłonie na biodrach, obniżając jeszcze bardziej dres, a gumka werżnęła się w jej talię, sprawiając, że wyglądała jeszcze bardziej seksownie niż wcześniej. Nie mogłem oprzeć się spojrzeniu na jej głęboko wcięty podniecający pępek, ale jednocześnie zdawałem sobie sprawę, że muszę pozostać bardziej stanowczy. Nie mogłem zachowywać się jak zwierzę. Niestety miałem świadomość, że moje pożądanie przyjmuje nade mną całkowitą kontrolę.

-Oczywiście, Grace, jak najbardziej jesteś moją dziewczyną, a twoja cipka jest po prostu boska, - odpowiedziałem spokojnie, choć czułem wewnętrzne drżenie, - ale, wybacz, potrzebuję więcej czasu dla siebie. Muszę się zregenerować. Nie mogę bzykać się wszędzie i w każdym momencie. Nie jestem robotem. 

Amelia spojrzała na mnie i z charakterystycznym uśmiechem pokiwała głową.

-To prawda, Grace potrzebujemy trochę czasu na prawdziwy odpoczynek, - powiedziała. - Nie możemy cały czas się ruchać.

-No w sumie to prawda. Ja też tak myślę. Zjedzmy porządne śniadanie, bo potrzebujemy dużo energii, - dodała Grace, wychodząc naprzeciw proponowanej przerwie.

Amelia klasnęła w dłonie.

-Wiecie co, przygotujemy jajecznicę na boczku i herbatę ziołową, a później rozłożymy koc za stodołą i jeszcze troszkę podrzemiemy, co wy na to? - powiedziała radośnie.

-O tak, tak, - zgodziłem się z nią, choć nie byłem tego taki pewny, - w końcu będziemy mogli rzeczywiście odpocząć po tych intensywnych nocnych wojażach. Pomysł na spokojne śniadanie i krótką drzemkę brzmi naprawdę kusząco.

Choć było jeszcze stosunkowo wcześnie, słońce unosiło się już coraz wyżej, rozpościerając swą gorącą aurę i malując niebo intensywnym błękitem. Jego promienie bezlitośnie ogrzewały ziemię, przywołując na myśl letnią, gorącą atmosferę. W powietrzu unosił się charakterystyczny zapach wysuszonej dzikiej leśnej roślinności, świeżo skoszonej trawy oraz polnych kwiatów rozkwitających w promieniach słońca, oraz delikatnej, nocnej rosy snującej się nad łąką.

Z radością ruszyliśmy w stronę niewielkiego domku wujka, którego ciepłe wnętrze kusiło obietnicą pysznego posiłku i aromatycznej, gorącej herbaty. Już na samą myśl o zapachach i smakach, które nas tam czekały, czułem się rozluźniony i gotowy na chwilę odpoczynku po intensywnej nocy pełnej emocji i intensywnego seksu.

-Nie ma jajek, - odezwała się Amelia, zaglądając do lodówki, zaraz po wejściu do domu, a jej brwi złączyły się w zaskoczeniu.

-Jak to, nie ma jajek? - spytałem, patrząc na nią zdezorientowany.

-Nie ma, - powtórzyła stanowczo.

-No to trzeba będzie się przejść do sklepu, - zacząłem, myśląc już o kolejnym kroku.

Dziewczyna spojrzała na mnie, jakbym właśnie zaproponował odwiedzenie Marsa. 

-Ty chyba żartujesz, do sklepu jest cztery kilometry, a i tak nie wiadomo, czy będą te jajka. To bardzo mały sklep i towar przywożą raz w tygodniu.

-No to skąd weźmiemy jajka? - spytałem, czując narastające zaniepokojenie.

Amelia spojrzała na mnie ponownie, ale tym razem z wyraźnym pobłażaniem. 

-Widać, że jesteś prawdziwym mieszczuchem. Nie wiesz, skąd się bierze jedzenie?

-Może ze mnie i mieszczuch, ale jajka i tak kupuje się w sklepie, czyż nie? - odpowiedziałem, broniąc swojego punktu widzenia.

Amelia tylko pokręciła z niesmakiem głową. 

-W sklepie? A gdzie my jesteśmy, Julian? No gdzie?

-U waszego wujka Romualda,- odpowiedziałem, zaczynając pojmować, co miała na myśli.

-A gdzie to jest? - nie dawała mi spokoju.

-Na wsi,- odpowiedziałem, uświadamiając sobie stopniowo, jak mało znam to miejsce.

Patrzyła na mnie jak nauczycielka na ucznia, który kompletnie nic nie rozumie.

-I co z tego wynika? - spytałem, czując się coraz bardziej zagubiony.

-Rozejrzyj się, chłopaku,- powiedziała z lekkim zniecierpliwieniem.

-No dobrze, ale po co? - zapytałem, wciąż nie rozumiejąc.

28 lipca 2024

Ostatnie wakacje.

238. Jestem twoją dupą do rżnięcia.


Zmęczeni, niewyspani, ale ożywieni euforią nocnych gorących erotycznych zabaw, z trudem powstrzymywaliśmy serdeczny, szczery śmiech, który wciąż uciekał nam z ust. Wspomnienie naszych seksualnych ekscesów na tym pachnącym sianie, szalonych igraszek i wygłupów, które kompletnie zawróciły nam w głowach, było niczym sen, a zarazem jak najbardziej rzeczywiste. 

Wciąż nie mogłem uwierzyć, że mogliśmy to zrobić tyle razy, tyle razy i w taki sposób. To było niesamowite, byliśmy jak banda szaleńców rzucających się na każdy akt seksualny, na każdą pozycję. Chcieliśmy spróbować wszystkiego, jakby miano nam czegoś zabronić.

Patrząc na rozpromienione twarze dziewczyn, nie miałem wątpliwości, że zabawa jeszcze się nie skończyła. Ich figlarne uśmieszki, błyszczące w świetle porannego słońca oczy i pełne energii ciała mówiły same za siebie. Już teraz wiedziałem, że te dziewczyny nie dadzą mi spokoju, dopóki nie poddam się ich szalonej zabawie i nie zrobię wszystkiego, czego będą ode mnie żądały. A mogły wymyślić dosłownie wszystko.

Zaczepiały mnie, szturchały i podrywały, a ja z uśmiechem na ustach poddawałem się ich żywiołowej naturze. Było mi niesamowicie dobrze i miałem wrażenie, że ta zabawa nigdy się nie skończy. Chciałem, żeby się nie skończyła. Ja też pragnąłem ostrego bzykania.

W powietrzu wisiało elektryzujące napięcie jak przed burzą. Czuliśmy, że wkrótce coś się wydarzy, coś nieoczekiwanego i jeszcze bardziej ekscytującego. Na dodatek byliśmy gotowi na wszystko, na każdą szaloną propozycję, która mogłaby paść z naszych ust. Wystarczył tylko drobny pretekst, a trudno było nas zatrzymać. Byliśmy jak pędzący pociąg, którego nie da się zatrzymać.

Wakacje rozpoczęły się na dobre. Wiatr igrał we włosach obydwu dziewczyn, a słońce rozjaśniało ich i tak już rozpromienione twarze. Ich śmiech mieszał się z szumem wiatru w koronach rozłożystych sosen i śpiewem porannych ptaków, tworząc magiczną symfonię nowego dnia. 

Byłem tak niesamowicie szczęśliwy. Miałem wrażenie, że świat należy tylko do nas. Wpatrywałem się w te ich błękitno szmaragdowe oczy, w których krył się ogień przygody i przemożna żądza intensywnego młodego życia.

Wiedziałem, że ta noc na zawsze pozostanie w mojej pamięci. Ta noc miała zmienić wszystko. Noc szalonych zabaw, śmiechu i niekończącej się euforii i niepohamowanej seksualnej energii. Bezpruderyjna, erotyczna noc, która połączyła nas na zawsze, niczym splecione ze sobą promienie słońca.

-Hej chłopaku,- odezwała się zadziornym głosem Grace, trącając mnie palcem w nos i patrząc mi prosto w oczy, - jak tam twój ptaszek? Stoi jeszcze? Dajesz radę? Nie jesteś zbyt zmęczony? Masz jeszcze w sobie trochę nasienia?

Cóż mogłem powiedzieć? Patrząc na nią, poczułem intensywne napięcie, ale powstrzymałem się od podążania za prymitywnymi impulsami i zamiast tego skupiłem się na zwykłej rozmowie. Czekałem na to, co Amelia ma do powiedzenia.

-Wiesz co Grace, ja myślę, że on już więcej nie da rady. Brakuje mu siły, aby dalej bawić się razem z nami, - zgodnie z moimi przypuszczeniami dołączyła do rozmowy.

Niestety w jakiejś mierze musiałem się z nią zgodzić. Sam nie byłem pewien, czy będę w stanie podołać ich, jak mi się zdawało, wciąż rosnącym wymaganiom. 

-No to co Julian, ja jestem twoją dziewczyną, prawda? Jestem twoją dupą do rżnięcia. Dobrze ci było z moją cipką? - zwróciła się do mnie Grace w sposób bardzo bezpośredni i dość wulgarny. 

27 lipca 2024

Ostatnie wakacje.

237. A w oczach iskrzyły się figlarne ogniki. 


W końcu zeszliśmy na dół. Przede mną stała Amelia — urocza blondynka o włosach koloru śmietanki, tak jasnych, że w świetle słońca zdawały się niemal lśnić. Jej błękitne oczy, niczym dwa kawałki letniego nieba, patrzyły na mnie z zaciekawieniem, a delikatne powieki lekko drżały, jakby w rytm nieznanej melodii. Pod jej oczami ścieliły się cienie nocnych zabaw, subtelne ślady zmęczenia, które dodawały jej twarzy jeszcze więcej uroku.

Ciągle miała na sobie ten sam stary, niebieski dres, który założyła wczoraj. Był wytarty, zniszczony, z luźną gumką, która ledwie trzymała się na jej szerokich zgrabnych biodrach. 

Tak przy okazji te zgrabne biodra jeszcze tak niedawno trzymałem w swoich dłoniach, pieściłem i masowałem ze wszystkich stron. Kiedy o tym pomyślałem, zrobiło mi się bardzo gorąco. Musiałem przyznać, że wciąż byłem niesamowicie podniecony. Patrzyłem na nią głodnymi oczyma niczym pies za suką i nie mogłem powstrzymać lubieżnych myśli, które pchały się do mojej głowy.

W tej chwili moje zmysły działały na wysokich obrotach. Byłem w stanie dostrzec każdy szczegół jej subtelnej seksownej urody. Ku swojemu zaskoczeniu zauważyłem coś, czego wcześniej nie udało mi się dostrzec. Nie mogłem uwierzyć, że pominąłem tak ważny szczegół. Jej delikatne rysy twarzy uwydatniały drobne piegi na nosie i ramionach wystających spod rozciągniętej bluzy.  Oczywiście to dodawało jej wysublimowanego seksapilu. 

Jej usta były lekko rozchylone, jakby chciała coś powiedzieć, ale zabrakło jej słów. W jej niebieskich oczach malowała się mieszanina ciekawości, niepewności i czegoś, czego nie potrafiłem nawet nazwać. 

W pewnym momencie uśmiechnęła się lekko, a w jej policzkach pojawiły się śliczne dołeczki i nagle poczułem, że moje serce zareagowało bardzo intensywnie. A może nie było to serce? 

No cóż, była w niej jakaś magia, coś, co mnie do niej przyciągało. I nie był to tylko seks. Zaczynałem patrzeć na już zupełnie innej perspektywy. Chciałem dowiedzieć się o niej czegoś więcej ponad jej łóżkowe upodobania, które, jak musiałem przyznać, miała bardzo rozbudowane. Chciałem poznać jej wewnętrzne tajemnice, odkryć sekrety skrywane w głębi tych błękitno szmaragdowych oczu. Nie wiedziałem, czy będzie to w ogóle możliwe, ale byłem cierpliwy. Miałem całe wakacje przed sobą. I jak się wydawało, ona nigdzie się nie wybierała.

No cóż, ale ona nie była sama. Obok niej stała druga, dokładnie taka sama urocza laska. To była Grace — jej bliźniaczka. Wyglądała niczym lustrzane odbicie, choć z pewnymi subtelnymi różnicami. 

Była nieco niższa od siostry, a jej włosy, niczym złocone słońcem lniane pasma, były bardziej rozwiane. W większym nieładzie opadały na harmonijne ramiona. Jej oczy, niczym dwa szmaragdy oprawione w delikatne rzęsy, zdawały się mienić zielenią z odrobiną błękitu. A może to było tylko złudzenie stworzone przez wschodzące słońce i zielone korony drzew. Ona była po prostu piękna i też robiła na mnie duże wrażenie.

Grace ubrana była w niemal identyczny, zniszczony dres, jednak na jej krągłych szerokich biodrach gumka opinała się z większym trudem. W przeciwieństwie do siostry emanowała niezwykłą zadziornością. Na jej twarzy malowała się buńczuczność, a w oczach iskrzyły się figlarne ogniki, zdradzając skłonność do psikusów i nieposkromioną energię, choć obie były niesamowicie słodkie i pociągające. 

26 lipca 2024

Ostatnie wakacje.

236. Kiedy robiła mi ostatnią laskę.


Później dała koncert słodkimi westchnieniami, jękami i stęknięciami. Było to tak samo erotycznie przejmujące jak sam seks. 

Uniosła się na tyle, że w jej wnętrzu pozostała sama głowica mojego penisa. Napiąłem się i wyrzucałem z siebie ostatnie krople mojego pożądania, a ona pracowała swoją cipką, aby mi to ułatwić. 

Kiedy przez przypadek się z nie wysunąłem, pospiesznie chwyciła mokrego, umazanego w spermie i jej wydzielinach kutasa i szybko schowała w swoim wnętrzu. Zachowywała się tak, jakby bała się, ze jej ucieknie. 

-O niegrzeczny, gdzie się wybierasz? Chodź tu do mnie, - mówiła, a po mich plecach przebiegł gorący dreszcz. 

Opadła i znów w niej byłem.

-Taaaak, ooooo! - jęknęła zadowolona.

Wszystko było w naszym lepkim pożądaniu. Moje nasienie i jej soki były dosłownie wszędzie, oblepiały jej cipkę i mojego kutasa. Całe moje i jej krocze było brudne w mieszaninie ciepłej mocno aromatycznej wydzieliny. 

Mimo to poruszała się nadal, nie dając mi spokoju. W tym wszystkim najbardziej zaskoczyło mnie to, że mój penis po początkowym lekkim opadnięciu znów nabierał turgoru i zesztywniał. Szykował się do jeszcze jednego wystrzału? Czy naprawdę? Nie byłem tego pewny. Tak naprawdę trudno było mi w to uwierzyć, zważywszy po tym, co już miało miejsce na tym sianie. Jeśli tak to byłoby to moje niewiarygodne osiągnięcie. Byłem mistrzem jebania, czy coś w tym rodzaju. 

-O tak, taaak Julian, dzięki, że tak mocno wyruchałeś moją cipkę, - mówiła, a ja byłem coraz bardziej podniecony. 

Wykonała jeszcze kilka dość wolnych głębokich ruchów.

-Boooooże! Ooooooch! - westchnęła, a jej cipka zaczęła jeszcze raz szybko tańczyć w kolejnych gwałtownych skurczach. 

Poruszała się coraz szybciej. W cipce mlaskało, wdychałem niezwykle intensywny zapach jej kobiecości, zapach seksu i znów odpływałem. Było oszałamiająco słodko i gorąco. 

Kiedy opadła a jej pizdeczka zacisnęła się gwałtownie na mojej męskości, nie wytrzymałem i strzeliłem ponownie. Czułem niewypowiedzialną rozkosz i satysfakcję. Unosiła się i opadała bardzo powoli. Jej jaskinia miłości zaciskała się niesamowicie mocno, doprowadzając mnie do szaleństwa. Upajałem się niezwykle intensywnym słodko kwaśnym zapachem. Byłem niezmiernie szczęśliwy. 

Odchyliła się do tyłu i podparła na dłoniach między swoimi nogami. Zwinnie i z pełną gracją poruszała biodrami, odbierając mi resztki zdrowego rozsądku. Jęczała i wzdychała przy tym bardzo wymownie. Powoli doprowadzała ten akt do końca. Widać było, że nie chce niczego pominąć, wszystko zapiąć na ostatni guzik. 

-Ooooo taaaak, oooo taaaaak, - wzdychała głośno, patrząc na mojego kutasa poruszającego się w jej wnętrzu, - tylko spójrz na to, Julian, zobacz, co zrobiłeś, zobacz, jak narozrabiałeś. 

Poruszała się płynnie góra- dół, góra-dół… 

-Oooo chłopcze, ooooch, - dyszała ciężko, pozbywając się resztek energii, - Tylko popatrz na to, tylko popatrz… 

Odsunęła się, a mój kutas lekko już zwiotczały powoli wysunął się z niej. Wyglądał jak wielki ślimak. 

-To niesamowite, - westchnęła jeszcze raz, - jest taki wielki i gruby. Jak ty to robisz, Julian? 

Penis rzeczywiście był wielki niczym kawał kaszanki, ale szybko tracił na swojej twardości. Opadł na mój brzuch i wyrzucał z siebie resztki nasienia w ostatnich konwulsjach rozkoszy. Byłem przeszczęśliwy. 

-No i co jesteś z siebie dumny, Julian? - mówiła, - Jesteś dumny, że zruchałeś moją cipkę? Tylko zobacz, jak było jej dobrze, tylko zobacz.

-Och Amelia, - jęknąłem przez zaschnięte gardło, - byłaś niesamowita. Twoja cipka zrobiła mi tak dobrze. 

Amalia zaskoczyła mnie po raz kolejny. Położyła się twarzą obok moich bioder i wzięła tego umazanego kutasa w swoje gorące i ciasne usta, dopełniając dzieła rozkoszy i satysfakcji. Kiedy robiła mi ostatnią laskę, mruczała przy tym bardzo wymownie. Pochłaniała go i wypuszczała, a ja drżałem, wijąc się jak piskorz, bo nie byłem w stanie już znieść tego napięcia. Na koniec czule pocałowała mnie w brzuch. 


25 lipca 2024

Ostatnie wakacje.

235. Zobacz, co zrobiłeś, łobuzie.


Trzymałem ją za cycki, pieściłem, ściskałem, a ona mnie w ten niecodzienny słodki sposób ujeżdżała. Brała mnie, a ja czułem się niemal jej niewolnikiem. Byłem zdolny zrobić wszystko, o co mnie tylko poprosi. 

-Tak, bardzo mi dobrze, och tak, wytrzymaj jeszcze trochę, wytrzymaj, Julian. Masz takiego twardego kutasa. Jest mi z tobą tak dobrze, - jej głos był dla mnie jak balsam dla umęczonego ciała. 

Poruszała się na mnie niezwykle płynnie i głęboko w równym dostosowanym do moich możliwości tempie. 

-O tak, tak, bierz mnie. O tak, ruchaj moją cipkę, ruchaj ją, Julian, - mówiła, wiedząc, że mnie to podnieca. 

To było niesamowite, to połączenie płynnych ruchów w górę i w dół oraz słów wypowiadanych podnieconym głosem, słów pełnych zgorszenia a przez to tak niesamowicie rozpalających moją wyobraźnię. Rozpływałem się w tym. 

-No co Julian, dobrze ci, dobrze ci zemną? - mówiła, a ja chciałem już skończyć, bo obawiałem się tego, co może stać się później, jak to się jednak nie stanie. 

Jej cipka stopniowo zaciskała się coraz mocniej, szarpała się w coraz bardziej niekontrolowanych skurczach, było w niej coraz bardziej gorąco i mokro. Oszalałem na jej punkcie. 

Stopniowo dochodziła. Zamilkła skupiona na unoszeniu i opuszczaniu się, skupiona na dochodzeniu do własnego orgazmu. 

-No i co, - odezwała się znowu, - chcesz się spuścić we mnie? Chcesz? 

-O tak, tak, - odpowiedziałem, mocniej ugniatając jej cycki. 

-Jeszcze chwila, jeszcze chwila, - kochanie, mówiła jak dojrzała doświadczona kochanka. 

Jej norka zaciskała się już bardzo mocno, czułem, jak z trudem przesuwa się po moim żylastym przyrodzeniu. 

-Oooooch, uhu, uch, uch, - wyrzucała z siebie, a ja wiedziałem, że to już niedługo. 

Opuściłem dłonie i zacząłem głaskać ją po brzuchu, a ona odpowiedziała cichym przeciągłym westchnieniem:

-O taak kochanie, właśnie tak.

Drżałem na całym ciele, przygotowując się do tego co miało nastąpić. Było cudownie. 

-I co, kochanie, i co, chcesz się już spuścić, chcesz trysnąć we mnie, - mówiła słodko.

Zacisnęła mięśnie swojej cipeczki tak mocno, że nie byłem w stanie zatrzymać wytrysku. Nasienie popłynęło ze mnie wprost w jej gorącą ciasną cipkę. 

-O mój Boże, o mój Boże, - westchnąłem, tracąc nad sobą kontrolę. 

-Ooooch kochanie, och to już? - odezwała się ciepło i protekcjonalnie, a ja westchnąłem, że już. 

Uniosła się na chwilę. Nie wypuściła mnie z siebie. Chciała jedynie zobaczyć, ile ze mnie wypłynęło. Kiedy pojawiła się obfita stróżka białego, gęstego płynu, opadła ponownie, biorąc mnie w swoje posiadanie. Delikatnie ścisnęła mojego fiuta u samej podstawy, a później zaczęła masować górną część swojej cipki. 

-Ooooo taaaak, ooooo, - westchnęła, drżąc na całym ciele. 

Obserwowałem jej zachowanie i widziałem, że jest niezwykle zadowolona i usatysfakcjonowana. 

-Ooooooooch, ooooo, - dyszała, dygocząc jak osikowy listek. 

Później się roześmiała, ale był to śmiech przez łzy, łzy szczęścia i niedowierzania. Patrzyła na swoją cipkę tak jakby wciąż nie mogła uwierzyć w to co właśnie się stało. Poruszała się jeszcze przez chwilę, ale z każdym posunięciem zwalniała, aby w końcu usiąść na mnie z głębokim westchnieniem. 

-O tylko spójrz na to, zobacz, co zrobiłeś, łobuzie, - wyrzuciła z siebie z głębokim jękiem. 


24 lipca 2024

Ostatnie wakacje.

234. Zróbmy to razem, chłopaku.  


Teraz kiedy już wiedziała, że jestem w niej, kiedy wiedziała, że jej nie ucieknę, podjęła równą i zdecydowaną akcję: unosiła się i opuszczała, unosiła się i opuszczała…  

-O tak, o tak, tak mi rób, tak mi dobrze, - mamrotałem szczęśliwy i półprzytomny. 

Pracowała na moim penisie swoją boską cipką, opadała i unosiła się równo i rytmicznie, a ja coraz mniej ogarniałem z tego, co dzieje się wokół mnie. Oparła dłonie na mojej klatce piersiowej i ujeżdżała mnie niczym rasowa amazonka. Jej gorąca ciasna pizdeczka brała w swoje posiadanie każdą moją komórkę, każdą choćby najmniejszą część mojej osobowości. 

Patrząc na nią, bez trudu mogłem dostrzec, że i jej sprawia to niemałą przyjemność. Raz po raz zarzucała głową niczym rasowy koń w pełnym galopie i była w tym piękna. 

Nie wytrzymałem, uniosłem dłonie i chwyciłem ją za cycki, za te jej jędrne, sterczące cycki, a ona odchyliła głowę do tyłu i przymknęła powieki, poddając się temu rozkosznemu przekraczaniu naszych młodzieńczych ograniczeń. 

Właściwie nie wiedziałem, co chcę zrobić, bo raz trzymałem ją za cycki, a zaraz później chwytałem w pasie, unosiłem i opuszczałem, dostosowując jej rytm do swoich wymagań. 

-Och Amelia, och słodka ty moja, jesteś taka seksi, taka podniecająca, tak mi z tobą dobrze, - wyrzucam z siebie raz po raz. 

W pewnym momencie stało się coś, czego nie byłem w stanie przewidzieć. Amelia przybrała pozycję, która mnie kompletnie zaskoczyła. Byłem zdziwiony i uradowany widokiem i sposobem, w jaki postanowiła mnie wziąć. Usiadła na mnie tak, jakby robiła kupę w lesie. Nie klęczała, tylko cały ciężar opierała na stopach. Delikatnie pochylona nade mną, balansowała, próbując utrzymać równowagę. Później szeroko rozchyliła uda, co było niezwykle trudne do wykonania, zważywszy na niestabilne podłoże z miękkiego siana, wsunęła dłonie w swoje krocze i rozchyliła płatki swojej cipeczki, w której spoczywał mój twardy jak stal zaganiacz. 

Widok był iście niebiański. Mogłem podziwiać całą jej podnieconą kobiecość, przyglądać się jej narastającemu podnieceniu i szybko zbliżającemu się orgazmowi. A kiedy przesunęła się nieco do tyłu, prostując mojego kutasa, miałem wrażenie, że za chwile skonam, że zejdę z tego świata w konwulsjach rozkoszy. O tak to byłaby najsłodsza śmierć na świecie! 

Ona sama była zaskoczona tym, co się stało. Widać było, że robiła to całkowicie spontanicznie i nie nad wszystkim miała pełną kontrolę. Mimo to bardzo mi się to podobało. Pochyliła głowę i patrzyła na swoją cipkę, z zaciekawieniem obserwując jej reakcje. 

Kiedy była pewna, że wszystko jest w porządku, wyprostowała się i spojrzała na mnie. W jej oczach była nieskrywana głęboka radość z bezpruderyjnego wyuzdanego seksu i oczekiwanie na wybuchowe szczytowanie. 

Znów podjęła miarową akcję unoszenia i opuszczania się. Wszystko ku mojej uciesze. Doświadczałem niezwykłego i głębokiego spełnienia, zadowolenia z konsumowania zakazanego owocu. 

Słychać było ciche mokre mlaskanie, a ciepłe powietrze znów wypełnił intensywny zapach seksu. 

-Och kochanie, - szepnęła miękkim, melodyjnym głosem, - jesteś gotowy? 

Doskonale wiedziałem, o co chodzi, nie byłem tylko pewien, jak zakończy się ten epizod. Patrzyłem na jej pizdeczkę ciasno obejmującą mojego ogiera i wiedziałem, że wkrótce stanie się coś, nad czym absolutnie nie będę miał kontroli. 

-Oooo taaak, taaak rozluźnij się, - mówiła, a jej głos podniecał mnie tak samo jak to, co robiła, - rozluźnij się, o tak zróbmy to razem, chłopaku.  

23 lipca 2024

Ostatnie wakacje.

233.  Taka dziewczyna bierze nie w swoje posiadanie.


Po chwili znów go chwyciła i zaczęła pracować nad nim bardzo intensywnie. Czułem, że jeśli zaraz nie przestanie, to spuszczę się w tę jej słodką buzię gorącą porcją mojego nasienia. Nie byłem w stanie wytrzymać dłużej. 

Trzymała go w połowie długości i pochylała się nade mną. Pochłaniała go swoimi ustami aż do krawędzi dłoni. Obracała głowę wokół jego osi tak, jakby chciała go wyczyścić z resztek spermy. Każdy jej ruch przyprawiał mnie o silne zawroty głowy. 

-Robisz to perfekcyjnie słoneczko, - westchnąłem z dużym wysiłkiem, a ona odpowiedziała, cichym mruknięciem. 

To, co robiła, było niesamowite. Trzymała go dłonią i jednocześnie pracowała głową, wsuwając w usta i uwalniając go naprzemiennie. Wzdychałem głęboko, próbując utrzymać się na powierzchni świadomości, ale wiedziałem, że zbyt długo nie wytrzymam. Zadanie było zbyt trudne jak na dwudziestoparoletniego chłopaka. 

-Wejdziesz na mnie? - spytałem w końcu, a ona kiwając głową, mruknęła, że tak. 

Następnie nie czekając na dalsze zaproszenie, przeszła do kolejnej fazy tej jakże ciekawej operacji. Bardzo płynnie podniosła się i przerzuciła kolano przez mój tors. Już sam ten widok był oszałamiający a co mówić o reszcie. Najlepsze jednak było jeszcze przede mną. 

Kiedy zobaczyłem, jak pochyla się nad moim umęczonym ciałem chwilę wcześniej, jak nadziała się na kutasa, w mojej głowie powstał ogromny zamęt. Wciąż trudno było mi uwierzyć, że to wszystko dzieje się naprawdę i że to ja biorę w tym udział. Miałem wrażenie, że jestem w jakimś Matriksie, że część tego rozgrywa się obok mnie, choć miałem jednocześnie intensywne poczucie, że jednak mocno uczestniczę w tej zabawie. 

Widziałem jej cipkę z różowo-czerwonymi płatkami na wierzchu i sterczące cycki ze sztywnymi twardymi sutkami i myślałem sobie: 

“O Boże taka dziewczyna bierze nie w swoje posiadanie, to niemożliwe, czy to jestem naprawdę ja?” 

Jeszcze chwilę dopasowywała pozycję wysokość i odpowiednie ułożenie bioder, by zaraz później chwycić go w dłoń, nakierować gdzie trzeba i włożyć w swoje ciasne wnętrze. O tak to było niesamowite, tego mi było trzeba, chciałem tego jak najwięcej, pragnąłem jej, bo była taka podniecająca.  

Po chwili już w niej byłem. Czułem to każdy swoją komórką.  Było mi tak dobrze, że trudno było mi to sobie nawet wyobrazić. Było cudownie, po prostu bosko. 

Opadła szybko i do samego końca tak jakby to wszystko było bardzo naturalne i zwykłe. No cóż, dla niej może i było, ale nie dla mnie. Dla mnie wszystko było takie nowe i świeże. Wszystko to przeżywałem tak bardzo intensywnie. 

Oddychałem głęboko, próbując zachować resztki świadomości. Właściwie już doznawałem orgazmu. Próbowałem się nie spuścić, choć wiedziałem, że to daremny wysiłek. Miałem wrażenie, że jakieś kropelki spermy już ze mnie pociekły, ale nie byłem o tym do końca przekonany. 

Spojrzała na mnie w przelocie i jeszcze raz poprawiła pozycję tak bym równo i głęboko w nią wszedł, tak by nie dać mi najmniejszych szans na powstrzymanie wytrysku, tak by odebrać mi resztki decydowania o sobie. 

“Och Boże jak mi dobrze!” - myślałem półprzytomnie, - “Tak mi cudownie! Nie mogę się powstrzymać, Chyba się spuszczę. Chcę ę się spuścić. Nie chcę tego powstrzymywać”.  

Przeczytaj

Zapach rozkoszy

13. Pełna jego męskości Trzymał ją za potylicę – dłoń jego, ciepła i pewna, palce wplatające się głęboko we włosy u nasady głowy, nie ściska...