Szukaj na tym blogu

1 lipca 2024

Ostatnie wakacje.

211. Impreza znów nabierała tempa.


Przysunęła się do mnie bardzo blisko, jedną dłoń oparła na moim obojczyku, a drugą położyła na ciężkich, jeszcze mocno obkurczonych jądrach.

-Oj, nie martw się tak bardzo, - zaczęła przymilnie, szepcząc do mojego ucha, - postaram się postawić twojego żołnierza na baczność.

Zabrzmiało to dość przekonująco. W następnej chwili siedziałem już na kocu i mocno wyparty do tyłu, czekałem na pieszczoty. Ona tymczasem usadowiła się nad moim podbrzuszem, chwyciła mojego twardego zaganiacza w swoją małą, ale mocną dłoń i ustami pochłonęła głowicę.

Robiła to tak starannie, tak dokładnie, z takim zaangażowaniem, że przez moje plecy od razu przebiegł gorący dreszcz rozkoszy, a penis, który przed chwilą miał zamiar się poddać i zrezygnować z dalszej zabawy, znów zaczął się unosić, sztywnieć i nabierać turgoru. Wzbudzało to we mnie kolejną falę nadziei. 

Położyłem dłoń na jej pośladkach i zacząłem je gładzić. Słodkie, gorące dreszcze raz po raz ogarniały moje ciało, a intensywne mrowienie, które ogarnęło podbrzusze, znów zaczęło gromadzić się w jądrach i korzeniu.

Impreza znów nabierała tempa. Młoda blondynka mocno zaciskała swoje sprężyste usta na głowicy mojego przyrodzenia, a czubek języka wirował ze wszystkich stron, drażniąc i muskając napęczniałą z podniecenia żyłę.

Błyskawicznie znów zrobiło mi się bardzo gorąco, przyjemnie, a przed oczami zaczęły wirować kolorowe kółeczka i gwiazdki. Ten stan bardzo mi się podobał. Zacząłem ciężko oddychać i stękać co wskazywało na to, że zmierzam do kolejnego szczytu. Ale to był dopiero początek zabawy. 

Już po chwili leżałem płasko na sianie i starałem się unosić głowę, aby móc co nieco wiedzieć, co ta młoda zwariowana dziewczyna ze mną wyprawia. No cóż, zanosiło się na to, że znów będzie bardzo gorąco i przyjemnie.

Usadowiła się między moimi szeroko rozsuniętymi udami, podparła na łokciach i trzymała moją fujarę w swoich rękach i ustach jednocześnie. Precyzyjnymi ruchami prowadziła mnie do kolejnego orgazmu i nie dawała szans na wycofanie się. 

W tym samym czasie kiedy jej usta mocno zaciskały się na żołędzi mojego fiuta, ssały jak młody cielak, jej zwinne dłonie wykonywały krótkie, delikatne, lecz szybkie, posuwisto-zwrotne ruchy w tę i z powrotem. Szarpała i drażniła w taki sposób, aby jak najszybciej wywindować moje podniecenie na sam szczyt.

Na dodatek przez cały ten czas patrzyła mi w oczy. To wydawało mi się dziwne i przy całej swej podniecającej wyjątkowości w jakiś sposób surrealistyczne. Dopiero teraz spostrzegłem, choć może było to raczej wrażenie, że jej oczy tak naprawdę nie są błękitne, tylko zielonkawe. Być może to była zasługa niezbyt dobrego oświetlenia. W każdym razie, w tym momencie zwróciłem na to uwagę i stwierdziłem, że ta laska jeszcze bardziej mi się podoba.

Była niesamowita. Wskakiwała mnie co chwilę. Już w następnym momencie zaczęła intensywnie pracować nad moim fiutem. Pieściła go ze wszystkich stron, obejmowała ustami korzeń w taki sposób, jakby próbowała ugryźć kolbę kukurydzy. Przechylając głowę, chwytała w połowie długości swoimi zwinnymi wargami, ściskała, lizała i pieściła dłońmi. Cały czas patrzyła na mnie. Nasz wzrok się krzyżował gdzieś w połowie długości między nami. 

Wkrótce znów byłem w pełni gotów. Mój penis miał odpowiednią twardość i grubość, ale ona nie przestawała. Zajmowała się nim bardzo troskliwie, starając się wydobyć z niego maksimum energii. W ten sposób już po kilku minutach byłem na granicy kolejnego wytrysku. Czułem intensywne mrowienie, swędzenie w całym członku, w jądrach oraz podbrzuszu. Słodkie skurcze następowały seriami jedna po drugiej i kumulowały się na końcu mojego napęczniałego narzędzia. Teraz już nie próbowałem tego procesu zatrzymać. Poddawałem się mu z wiarą i zaufaniem, mając nadzieję, że starczy mi sił do końca tej zabawy.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Przeczytaj

Zapach rozkoszy

14. Błagając o więcej A później gwałtownie wyszedł z jej ust – wysunął się powoli, lecz zdecydowanie, zostawiając w niej pustkę gorącą i nat...