Szukaj na tym blogu

4 lipca 2024

Ostatnie wakacje.

214. Kto tu zostawił te grabie! 


Kroki się zbliżały. Były nierówne, tak jakby ktoś człapał. Być może był to starszy człowiek, ale pewności nie mogłem mieć. Byłem coraz bardziej zaniepokojony. Kiedy zastanawiałem się, czy to jest złodziej, czy też jakiś bezdomny, usłyszałem głuche uderzenie, a później znajomy charakterystyczny znajomy głos. 

-Cholera jasna! Kto tu zostawił te grabie! 

-To wujek, - odezwała się uradowana Amelia, już nie starając się mówić cicho. 

Ulżyło nam. Obydwie dziewczyny natychmiast były tuż przy mnie. 

-Uważajcie! Amelia, Grace, uważajcie, żebyście nie spadły! - zawołałem wystraszony.

-Wiem przecież, nie spadniemy, nie jesteśmy tu pierwszy raz. Wiem, że to jest koniec sąsieka. Wujku, co ty tu robisz?! Coś się stało?! 

-Nic się nie stało! A co miało się stać?! Boże kochany jak sobie przywaliłem w łeb. Dzieciaki nie zostawiajcie na środku klepiska tych grabi, bo ktoś się może zabić. Przyniosłem wam jeszcze dwa koce, bo zrobiło się naprawdę chłodno.

-Wujku, naprawdę nie trzeba było. Jest nam bardzo ciepło.

-No co ty gadasz, kruszynko? Jest zimno jak jasna cholera. 

-Nie jest zimno, wujku. Jest ciepło.

-Akurat. Ja w chałupie porządnie zmarzłem. W telewizji mówili, że ma być osiem tylko stopni. 

-Ale wujku nie zmarzliśmy, naprawdę jest nam naprawdę bardzo ciepło.

-Dobra, dobra, ja już was znam, - roześmiał się ochryple wujek. - Później będziecie szczękać zębami. Jeszcze mi się poprzeziębiacie. Wejdę tam do was i wam to wrzucę.

Nim zdążyliśmy zrozumieć, co właściwie się stało, rozbłysła latarka wujka, a on sam już wchodził na górę. 

-No patrzcie, jaki ze mnie dureń, cały czas miałem ją przy sobie. Zamiast zapalić, to wlazłem na te grabie.

Wujek szybko przemieszczał się po metalowych szczeblach drabiny. Dziewczyny wpadły w panikę. Powód był prosty: wszyscy byliśmy nadzy, a wujek miał potężną latarkę. Od jej blasku w całej stodole zrobiło się jasno jak w dzień. Należało więc jak najszybciej się ubrać, założyć na siebie cokolwiek, byleby tylko nie świecić przed nim gołym tyłkiem.

W pośpiechu wciągaliśmy na siebie te dresy. Dobrze, że były luźne, przynajmniej zakładać było je łatwo, ale zdaje się, że i tak pomyliliśmy poszczególne części. Poza tym, że było bardzo stresujące, było też zabawne. Śmieliśmy się przy tym, wyrywając sobie poszczególne części garderoby. Nie miało najmniejszego znaczenia, kto co na siebie założy, ponieważ wszystkie spodnie i bluzy pasowały na każdego.

Na szczęście udało się nie doprowadzić do skandalu obyczajowego na posesji wujka. W momencie, kiedy znalazł się na górze, wszyscy byliśmy już jako tako odziani i nie było przypału.

-No i jak, moje dzieci, dobrze się wam tu śpi? - zapytał starszy pan z troską w głosie, wrzucając na górę dwa potężne koce.

Dziewczyny spojrzały na siebie i uśmiechnęły się porozumiewawczo, bo było to kuriozalne. Przecież do tej pory, nie zmrużyliśmy nawet oka.

-Och, dobrze, wujku, dobrze, - odpowiedziała Amelia, - spaliśmy jak susły.

Na sam koniec, kiedy wujek miał już schodzić, omiótł każde z nas osobna szerokim jasnym snopem latarki, uśmiechnął się pod losem, a później odezwał się tajemniczo:

-Mam nadzieję, moje sikorki, że nie zamęczycie tego chłopaka na śmierć.

Amelia i Grace jeszcze raz spojrzały na siebie, teraz lekko zmieszane. 

-Ależ skąd, wujku? Przecież nic mu nie zrobiłyśmy, - odezwała się w końcu Grace. 



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Przeczytaj

Zapach rozkoszy

14. Błagając o więcej A później gwałtownie wyszedł z jej ust – wysunął się powoli, lecz zdecydowanie, zostawiając w niej pustkę gorącą i nat...