232. Przeleć mnie, Julian.
W końcu laska przerwała i zaczęła gładzić swój brzuch jakby w oczekiwaniu na moją decyzję. Czy odważę się przejść do rzeczy, czy pozostanę, pozwalając jej dokończyć dzieła? Oto było pytanie.
W pewnym momencie znów przeszła do kontrofensywy i zajęła się swoją cipeczką. Znów głęboko i szybko poruszała swoimi paluszkami, a ja tylko patrzyłem. To było już blisko. Mocno napinała się i prężyła, wzdychając i jęcząc przy tym cicho, ale wymownie. Oddechy i wszelkie ruchy były synchroniczne i przyspieszały, ewidentnie zmierzając do punktu kulminacyjnego.
Wolną dłoń włożyła pod głowę, a drugą masakrowała swoją myszkę, nawet na chwilę nie dając jej spokoju. W końcu bardzo mocno wygięła całe ciało, naprężyła się, zaczęła jęczeć i wzdychać, dając pokaz wizualno wokalny na najwyższym poziomie. Unosiła i opuszczała przy tym swoje biodra. Szarpała się w narastających konwulsjach rozkoszy. Byłem oczarowany i nie mogłem wyjść z najgłębszego podziwu tym, co się rozgrywało przed moimi oczami.
W końcu opadła bez sił. Zadowolona z siebie pozwoliła swojemu ciału na stopniowe rozluźnienie. Patrzyłem na jej twarz. Jej oczy wyrażały głębokie zaspokojenie i satysfakcję, ale też były zaczepne i napastliwe. Wiedziałem, że oczekuje ode mnie, abym spełnił się jako mężczyzna i dołożył do tego wszystkiego swoją porcję pieszczot i nieco pracy swoim wielkim napęczniałym narzędziem, na co rzeczywiście miałem wielką ochotę, tylko nie wiedziałam, czy stanę na wysokości zadania.
W pewnym momencie uśmiechnęła się i powiedziała:
-Przeleć mnie, Julian.
Pochyliła się nade mną i zajęła moim penisem. Robiła to tylko przez chwilę, bo wiedziała, jak bardzo jestem podniecony i że mogę nie dociągnąć do finału. Oznaczało to, że mój finał może nastąpić dużo wcześniej, praktycznie już na samym początku.
Leżałem wyciągnięty na kocu niczym śledź. W stodole zaczynało robić się coraz cieplej. Dach szybko się nagrzewał i wiadomo było, że wkrótce będzie tu nie do wytrzymania.
Ona podeszła do mnie na czworakach i bardzo pewnie bez żadnego skrępowania tak jakby należał tylko do niej, chwyciła mojego penisa w połowie długości, wygięła go do pionu i bezceremonialnie wzięła do ust. Zrobiło mi się tak gorąco, że o mało nie straciłem przytomności. Właściwie nie wiedziałem, gdzie się znajduję. Mimo to spytałem:
-I jak podoba ci się mój fiut?
To pytanie zaskoczyło mnie, a nie ją. Byłem zdziwiony, że w ogóle wyszło z moich ust. Natomiast ona pokiwała głową i powiedziała, że tak, co było niesamowicie podniecające.
Zachowywaliśmy się tak, jakby nie było żadnych granic, żadnego tabu, jakby cały świat należał tylko do nas. Przez chwilę pracowała na moim kutasie, wciągając go w swoje usta niczym za dużego, loda, a kiedy go wypuściła, roześmiała się serdecznie.
-O tak, - powiedziała, - jest doskonały.
-Tak, - udałem zdziwionego, - naprawdę ci się podoba?
W odpowiedzi chwyciła go w połowie, przeciągnęła dłonią w jedną i w drugą stronę i spoglądając na niego, pokiwała głową.
-Uwielbiam twojego ptaszka, - odezwała się ciepło, - jest taki gruby i żylasty.
Zaraz później spoglądając na niego, jeszcze raz chwyciła go w swoje gorące usta. Chwyciła samą głowicę, zaciskała usta tuż za żyłą i powoli wypuszczała, przyprawiając mnie o niesamowicie silne zawroty głowy.
Na koniec złożyła na samym czubku mokry i gorący pocałunek. Pomimo zmęczenia czułem się ogromnie usatysfakcjonowany i szczęśliwy. Wiedziałem, że te wakacje będą o wiele ciekawsze, niż mogłem sobie to na początku wyobrażać.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz