238. Jestem twoją dupą do rżnięcia.
Zmęczeni, niewyspani, ale ożywieni euforią nocnych gorących erotycznych zabaw, z trudem powstrzymywaliśmy serdeczny, szczery śmiech, który wciąż uciekał nam z ust. Wspomnienie naszych seksualnych ekscesów na tym pachnącym sianie, szalonych igraszek i wygłupów, które kompletnie zawróciły nam w głowach, było niczym sen, a zarazem jak najbardziej rzeczywiste.
Wciąż nie mogłem uwierzyć, że mogliśmy to zrobić tyle razy, tyle razy i w taki sposób. To było niesamowite, byliśmy jak banda szaleńców rzucających się na każdy akt seksualny, na każdą pozycję. Chcieliśmy spróbować wszystkiego, jakby miano nam czegoś zabronić.
Patrząc na rozpromienione twarze dziewczyn, nie miałem wątpliwości, że zabawa jeszcze się nie skończyła. Ich figlarne uśmieszki, błyszczące w świetle porannego słońca oczy i pełne energii ciała mówiły same za siebie. Już teraz wiedziałem, że te dziewczyny nie dadzą mi spokoju, dopóki nie poddam się ich szalonej zabawie i nie zrobię wszystkiego, czego będą ode mnie żądały. A mogły wymyślić dosłownie wszystko.
Zaczepiały mnie, szturchały i podrywały, a ja z uśmiechem na ustach poddawałem się ich żywiołowej naturze. Było mi niesamowicie dobrze i miałem wrażenie, że ta zabawa nigdy się nie skończy. Chciałem, żeby się nie skończyła. Ja też pragnąłem ostrego bzykania.
W powietrzu wisiało elektryzujące napięcie jak przed burzą. Czuliśmy, że wkrótce coś się wydarzy, coś nieoczekiwanego i jeszcze bardziej ekscytującego. Na dodatek byliśmy gotowi na wszystko, na każdą szaloną propozycję, która mogłaby paść z naszych ust. Wystarczył tylko drobny pretekst, a trudno było nas zatrzymać. Byliśmy jak pędzący pociąg, którego nie da się zatrzymać.
Wakacje rozpoczęły się na dobre. Wiatr igrał we włosach obydwu dziewczyn, a słońce rozjaśniało ich i tak już rozpromienione twarze. Ich śmiech mieszał się z szumem wiatru w koronach rozłożystych sosen i śpiewem porannych ptaków, tworząc magiczną symfonię nowego dnia.
Byłem tak niesamowicie szczęśliwy. Miałem wrażenie, że świat należy tylko do nas. Wpatrywałem się w te ich błękitno szmaragdowe oczy, w których krył się ogień przygody i przemożna żądza intensywnego młodego życia.
Wiedziałem, że ta noc na zawsze pozostanie w mojej pamięci. Ta noc miała zmienić wszystko. Noc szalonych zabaw, śmiechu i niekończącej się euforii i niepohamowanej seksualnej energii. Bezpruderyjna, erotyczna noc, która połączyła nas na zawsze, niczym splecione ze sobą promienie słońca.
-Hej chłopaku,- odezwała się zadziornym głosem Grace, trącając mnie palcem w nos i patrząc mi prosto w oczy, - jak tam twój ptaszek? Stoi jeszcze? Dajesz radę? Nie jesteś zbyt zmęczony? Masz jeszcze w sobie trochę nasienia?
Cóż mogłem powiedzieć? Patrząc na nią, poczułem intensywne napięcie, ale powstrzymałem się od podążania za prymitywnymi impulsami i zamiast tego skupiłem się na zwykłej rozmowie. Czekałem na to, co Amelia ma do powiedzenia.
-Wiesz co Grace, ja myślę, że on już więcej nie da rady. Brakuje mu siły, aby dalej bawić się razem z nami, - zgodnie z moimi przypuszczeniami dołączyła do rozmowy.
Niestety w jakiejś mierze musiałem się z nią zgodzić. Sam nie byłem pewien, czy będę w stanie podołać ich, jak mi się zdawało, wciąż rosnącym wymaganiom.
-No to co Julian, ja jestem twoją dziewczyną, prawda? Jestem twoją dupą do rżnięcia. Dobrze ci było z moją cipką? - zwróciła się do mnie Grace w sposób bardzo bezpośredni i dość wulgarny.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz