Szukaj na tym blogu

3 lipca 2024

Ostatnie wakacje.

213. Diabeł jeden, a jak on rucha. 


-Wiesz co, może tak, niech się chłopak z godzinkę zdrzemnie i trochę nabierze sił, a później zaczniemy od nowa.

-No na pewno, bo tak dobrze przeleciał moją cipkę, że mu nie daruję i musi zrobić to jeszcze raz. Ten jego kutas to prawdziwy tytan pracy. 

-No, zgadza się, jego fiut jest naprawdę rewelacyjny. Tylko popatrz, nawet jak leży, wygląda przepięknie.

-Boże, takiego penisa to ja już dawno w sobie nie miałam. 

-No, to prawdziwy gigant wyrzeźbiony przez samego stwórcę. 

-Hi hi hi nie przez twórcę tylko przez tego spod ziemi. No wiesz… 

-Diabeł jeden, a jak on rucha. 

Takie i podobne uwagi wymieniały jeszcze przez kilka chwil, a później nagle zamilkły. Tak naprawdę cała nasza trójka miała ochotę na odrobinę snu. Poprawiliśmy koce, które już całkiem się zmierzwiły i zrolowały w kilku miejscach i ułożyliśmy się na miękkim sianie. Jako że robiło się już trochę chłodno, przykryliśmy się grubą warstwą ciężkiego materiału, aby nie zmarznąć.

Znalazłem się w środku między tymi dwiema delikatnymi ciałami słodkich nastolatek. Nie mogło być inaczej, bo one nie dały mi wyboru. Grace zajęła miejsce z tyłu tuż za moimi plecami. Obejmowała mnie w pół mocnym sprężystym uściskiem. Tymczasem Amelia ułożyła się przede mną, a ja przycisnąłem się do jej pleców.

To było bardzo urocze, pełne ciepła i erotyzmu, ale już pozbawione tej wcześniejszej drapieżności. Czułem się otoczony przez ciała zgrabnych, gorących, podnieconych jeszcze dziewczyn i byłem niesamowicie szczęśliwy. Chciałem tylko zasnąć, by rano zacząć wszystko od nowa. Czułem się jak jakiś Casanova. Poza tym miałem wrażenie, jakbym wygrał los na loterii. Nie jeden, tylko dwa losy naraz. 

W pewnym momencie, gdy już zasypialiśmy, dotarł do nas dziwny, niepokojący dźwięk z dołu, z poziomu klepiska. Natychmiast nastawiłem uszu i próbowałem ustalić, co to może być. Po chwili zrozumiałem, że zen dźwięk. To wierzeje stodoły się uchyliły. Odgłos był na tyle charakterystyczny, że nie dało się go pomylić z niczym innym.

Lekko zaniepokojony podniosłem głowę, ale nic nie zobaczyłem. Było kompletnie ciemno. Zanim położyliśmy się spać, zgasiliśmy latarkę, żeby oszczędzać baterie. Dlatego teraz mogłem tylko nasłuchiwać. Po chwili tak samo zareagowały obydwie dziewczyny. 

-Słyszałyście? - odezwałem się szeptem. 

-Tak, - zwróciła się do mnie Amelia, - ale co to było? 

-Nie wiem. To chyba wierzeje stodoły. 

-Tak, tak, to na pewno wierzeje, - szepnęła Grace, - Ktoś wszedł. Kto to może być? 

-Nie wiem, Grace, - odpowiedziałem.

Przez chwilę nic się nie działo. 

-E, to chyba wiatr, - powiedziała uspokajająco Amelia.

Niestety to nie był wiatr. Po chwili usłyszeliśmy kroki na środku klepiska: stuk, stuk, stuk, stuk. Ktoś wyraźnie przemieszczał się w stronę naszego sąsieka.

-Boże, Grace. Ktoś jest w stodole, - wystraszyła się Amelia. 

-Wiem, Amelia, - odpowiedziała Grace. Tylko kto to może być? 

-Julian, idź, sprawdź.

Nie powiem, żebym się nie bał. Takim bohaterem to ja nie byłem. Bardzo powoli, na czworakach, grzęznąc w miękkim sianie, ruszyłem w stronę grubej belki oddzielającej nas od przepaści nad klepiskiem.

Kiedy byłem już na tyle blisko, że wyczułem dłońmi chropowatą powierzchnię drewna, zatrzymałem się. Wystraszony, że mogę spaść i złamać sobie kark, przychyliłem się i wsparłszy na ramionach, czekałem, nasłuchując.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Przeczytaj

Zapach rozkoszy

14. Błagając o więcej A później gwałtownie wyszedł z jej ust – wysunął się powoli, lecz zdecydowanie, zostawiając w niej pustkę gorącą i nat...