215. Masz bluzę tyłem naprzód.
-Tak, tak, wujku, - dodała pospiesznie Amelia, - my tylko grzecznie spaliśmy.
-Taaak, oczywiście, rozumiem, - mruknął wujek.
Jeszcze raz uważnie nas zlustrował, a później zwrócił się bezpośrednio do mnie.
-Julian. Tak masz na imię?
-Tak, proszę pana, - odpowiedziałem grzecznie.
-Słuchaj Julian, Masz bluzę tyłem naprzód.
Nie wiem dlaczego, ale podskoczyłem jak oparzony. Byłem pewny, że właśnie rozszyfrował cały nasz plan i doskonale zdawał sobie sprawę z tego, co tutaj się działo. Być może nasze jęki i westchnienia wydawane w amoku seksualnym było słychać na zewnątrz. Kiedy nad tym się głębiej zastanowiłem, zrozumiałem, że było to bardzo prawdopodobne. W ścianach stodoły były szerokie szpary i przez nie każdy dźwięk wydobywał się bez problemu.
-Naprawdę? - zdziwiłem się, udając, że nie wiem, o co chodzi, - Ach, rzeczywiście musiałem się pomylić, zakładając wieczorem.
-Hmmm, - mruknął wujek, - no i to jest dres, który zwykle zakłada na siebie Grace kiedy jest u mnie. A ona z kolei ma na sobie twoją bluzę.
W tym momencie Grace się roześmiała.
-Hi, hi, hi, no tak, rzeczywiście, ale pomyłka.
Wujek ciągnął dalej swoje dochodzenie.
-No i Amelia ma spodnie Juliana.
Teraz już nie było wątpliwości, że cały nasz tajemny plan spalił na panewce.
Wujek natomiast zachował się bardzo taktownie i zręcznie wybrnął z tej sytuacji.
-No dobrze, jak tak grzecznie spaliście, to nie będę wam przeszkadzał. Śpijcie dalej. Obyście byli rano wypoczęci, - powiedział, kierując się z powrotem do drabiny.
Ostrożnie oświetlił drogę przed sobą i opuścił nogi na kolejne szczeble.
-No to dobranoc, usłyszeliśmy jeszcze z dołu.
-Dobranoc, wujku, - powiedziała Grace.
-Dobranoc, - dorzuciła Amelia.
Kiedy zszedł na dół, a drzwi stodoły zamknęły się za nim z podobnym skrzypieniem, ogarnął nas niepohamowany głupi śmiech. Nie byliśmy w stanie się powstrzymać, bo wiedzieliśmy, że popełniliśmy straszną gafę.
-I teraz będziemy musieli przed wujkiem świecić oczami, - powiedziałem do siebie.
-To twoja wina, - szturchnęła mnie w bok Amelia, - przecież mówiłam ci, że to jest mój dres.
-Nie, to był mój dres, - zaprotestowała się Grace.
-Dziewczyny, dajcie spokój, to nie ma sensu. On już tak wszystko wie, - próbowałem je uspokoić.
-No dobrze, - powiedziała w końcu Amelia, - chodźmy już spać, bo zaraz będzie się rozwidniać, - a chciałabym cię, cwaniaku, jeszcze nad ranem zerżnąć na jeźdźca. A tak przy okazji Julian, co dzisiaj robisz?
Tym pytaniem zmusiła mnie do zmiany całego nastawienia.
-A wiesz, że nie wiem, - zastanowiłem się, - ciocia wyjechała, w sumie nie wiem nawet gdzie. Zostałem sam w domu. Miałem zamiar trochę poczytać, może obejrzeć jakiś film, bo ciocia ma sporą kolekcję.
-No co ty Julian będziesz czytał, - śmiała się blondynka, - są przecież wakacje. Mam lepszy pomysł, a może byśmy tak wybrali się dzisiaj nad jezioro? Wypożyczylibyśmy rower wodny albo łódkę i popływali trochę. Co ty na to?
-A wiesz, że to dobry pomysł. Chętnie z wami popływam, - zgodziłem się. - A może gdzieś się wykąpiemy?
Chwilę się zastanowiła.
-Wiesz co? Tutaj jest taka plaża naturystów. Hi, hi, hi… jest naprawdę niezła, - śmiała się Grace.
-Ona wie, bo już się na niej rozbierała, - prowokowała Amelia.
-Daj spokój, siostra, - mówiła Grace, - przecież na tej plaży wszyscy się rozbierają.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz