20. Do miski nie będę sikał!
Poszedłem za nią, nagi, z tym swoim porannym masztem sterczącym jak idiotyczna chorągiewka.
Wiedziałem, że to ryzykowne – w każdej chwili mogłem eksplodować albo… no właśnie, albo. Na samą myśl przeszedł mnie dreszcz, taki pół-słodki, pół-niebezpieczny.
Usiadłem przy małym, okrągłym stoliku na wyściełanym krześle. Wyglądało to kompletnie groteskowo i absolutnie erotycznie: ona w samej czarnej koronkowej bieliźnie i moim za dużym T-shircie, który ledwo zakrywał jej pupę, ja – goły jak święty turecki, z członkiem sterczącym dumnie między udami, jakby właśnie odbierał medal.
Lilia postawiła przede mną talerz parującej jajecznicy i usiadła naprzeciwko. Przez chwilę tylko patrzyła – powoli, z rosnącym zainteresowaniem, jakby oglądała ulubiony film w zwolnionym tempie.
– Smakuje? – zapytała niewinnie, mieszając widelcem w swoim talerzu.
– Bosko – mruknąłem z pełnymi ustami. – Dawno nie jadłem takiej jajecznicy. Chrupiący boczek, idealnie ścięte jajka… jesteś czarodziejką.
– Wiedziałam, że będziesz głodny – uśmiechnęła się i oblizała wargi, ale wzrok cały czas miała tam, w dole. – Bardzo głodny.
Zjadłem wszystko w pięć minut. Dopiero gdy odstawiłem pusty talerz i popiłem dużą łyżeczką owocowej herbaty, dotarło do mnie, że paląca potrzeba sikania jakoś… przygasła. Albo raczej zmieszała się z innym, znacznie silniejszym pragnieniem. Nie wiedziałem już, czy mi się chce siku, czy pieprzyć. Chyba jedno i drugie naraz.
I wtedy, sam nie wiem dlaczego, zacisnąłem uda – niby żeby coś ukryć, a tak naprawdę żeby poczuć odrobinę tarcia. Błąd. Ogromny błąd.
Rozkosz uderzyła mnie jak prąd. Jęknąłem głośno, bezwiednie, z zamkniętymi oczami.
Lilia natychmiast wychwyciła moment. Jej wzrok zrobił się ciemny, drapieżny.
– Och, ty biedaku – powiedziała z udawaną troską, wstając powoli. – Zaraz ci go rozerwie. Poczekaj, pomogę.
– Nie! – zaprotestowałem, ale już się śmiałem. – Nie pomagaj, błagam!
Zerwałem się z krzesła i pognałem w stronę łazienki, z tym całym „sprzętem” podskakującym przy każdym kroku. Ona ruszyła za mną, oczywiście.
– Ale ja naprawdę chcę tylko pomóc! – zawołała ze śmiechem, prawie mnie doganiając.
– Tak, jasne! Twoja pomoc skończy się tym, że oboje będziemy musieli myć podłogę! – odkrzyknąłem, wpadając do mikroskopijnej łazienki i próbując zasłonić się drzwiami, które i tak się nie zamykały.
Stanęła w progu, oparta o framugę, z rękami skrzyżowanymi pod piersiami, w samym spojrzeniem rozbrajając mnie całkowicie.
– No to co teraz, marszałku? – zapytała słodko. – Strzelisz z armaty czy poczekasz, aż ci pomogę wycelować?
Stałem przed sedesem jak idiota z uniesioną flagą, która w żaden sposób nie chciała opaść.
Próbowałem ręką, próbowałem biodrami – nic. Fizyka powiedziała „nie”.
Pierwsza próba skończyła się katastrofą: strumień poszedł górą, chlapnął w umywalkę, odbił się od lustra i ochrzcił nawet jej szczoteczkę do zębów.
– Cholera jasna! – warknąłem, czerwony jak burak. – Zawsze to samo…
Lilia, zamiast się wkurzyć, parsknęła śmiechem i zakryła usta dłonią.
– Spokojnie, kapitanie – powiedziała, próbując zachować powagę. – To tylko natura. Poczekaj, coś wymyślę.
Rozejrzała się po mikro-łazience i nagle rozpromieniła się jak dziecko, które właśnie znalazło skarb.
– O, jest! – wyjęła spod umywalki małą, zieloną plastikową miskę. – Normalnie piorę w niej majtki, ale dzisiaj awansuje.
– Co ty, zwariowałaś? – jęknąłem. – Do miski nie będę sikał!
– Przestań się wygłupiać – rzuciła, już poważniej. – Wolę miskę niż całą łazienkę w żółtym kolorze.
Nie czekała na zgodę. Podsunęła miskę pode mnie, drugą ręką chwyciła mnie pewnie, zdecydowanie i – jednym płynnym ruchem – wygięła w dół.
O Boże.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz