Szukaj na tym blogu

29 stycznia 2026

Czerwona rybka

26. Uwielbiam niegrzecznych chłopców


Nadszedł kolejny orgazm – cichy, głęboki, jakby z samego środka ziemi.

Najpierw ciemna fala – wzrok zalała mi mgła, w uszach jednostajny, oceaniczny szum. Potem wszystko puściło. Ciało przestało być moje. Podbrzusze zaczęło szarpać się w gwałtownych, krótkich skurczach, jeden za drugim, wyrzucając ze mnie gorące, gęste porcje – prosto w nią, w sam środek jej słodkiej cipeczki. Krótkie, niekontrolowane pchnięcia – już bez rytmu, tylko czyste, zwierzęce „daję ci wszystko”.

A potem cisza.

Wysunąłem się powoli. Stała naprzeciwko mnie, dysząca, rozpromieniona, w całkowitym nieładzie.

Kostium – ten święty, czarny kostium – był teraz obrazem naszego szaleństwa:

góra ściągnięta pod piersi, ramiączka zwisały luźno,

dół podciągnięty wysoko nad pępek i rozchylony tam, gdzie powinien zakrywać,

wszędzie drobne, białe kropki i smugi – moje podpisy na jej skórze i materiale.

Wyglądała jak po bitwie, którą oboje wygraliśmy.

Włosy czarne, wilgotne, poskręcane w niesforne pasma, przyklejone do policzków i szyi. Oczy – ogromne, błyszczące, pełne ognia, miłości i lekkiego, figlarnego szoku.

I wtedy zrobiłem coś, czego sam się po sobie nie spodziewałem.

Odwróciłem ją tyłem – delikatnie, ale stanowczo.

Posłusznie, bez słowa, pozwoliła się prowadzić.

Ściągnąłem kostium jeszcze niżej, aż czerwona rybka znów znalazła się dokładnie tam, gdzie jej miejsce – na prawym pośladku.

Potem, bez myślenia, chwyciłem ten kawałek czarnej dzianiny i wytarłem siebie – powoli, bezczelnie, patrząc jej w oczy przez ramię.

Materiał pokrył się nowymi, błyszczącymi śladami.

W jej spojrzeniu mignęło najpierw zaskoczenie, potem lekkie zgorszenie, a zaraz potem – gorąca, rozpalona akceptacja. Uśmiechnęła się pół ustami, przygryzła wargę.

I wtedy, jakby na zawołanie, jakby moje ciało wiedziało lepiej ode mnie – wystrzeliła ostatnia, mała, gęsta porcja. Prosto na czerwoną rybkę.

Trafiła idealnie.

Biała kropelka spłynęła powoli po materiale, jakby pieczęć na akcie własności.

Stałem jak wryty, patrząc na swoje dzieło – na nią, na ten kostium, na ten drobny, obsceniczny, absolutnie doskonały akt.

Lilia odwróciła się powoli, spojrzała mi prosto w oczy i powiedziała niskim, ochrypniętym głosem:

– Kuba… jesteś naprawdę bardzo, ale to bardzo niegrzeczny chłopiec.

Zrobiła pauzę, podeszła bliżej, musnęła palcem rybkę – teraz już swoją – i dodała szeptem:

– I wiesz co?

Uwielbiam niegrzecznych chłopców.

Zwłaszcza tych, którzy malują po mnie swoje imię.

I pocałowała mnie – długo, głęboko, smakując nas oboje.

A ja wiedziałem, że właśnie dokonało się coś, czego nie da się już cofnąć.

Czerwona rybka nie była już tylko jej znakiem rozpoznawczym.

Teraz była nasza.

Na zawsze.

Gdy tylko ostatnie drżenie opuściło moje ciało, Lilia uniosła głowę z mojej piersi i spojrzała na mnie z tym leniwym, kocim uśmiechem. Włosy kleiły jej się do policzków, kostium wisiał na niej jak sztandar po zwycięskiej bitwie, a na skórze i materiale lśniły drobne, białe ślady naszego szaleństwa.

– Kuba… – zaczęła cicho, przesuwając palcem po jednej z kropli na swoim brzuchu – zostałabym tak do samego wieczora. Brudna, pachnąca tobą, z tobą w środku i na zewnątrz, z poczuciem, że wypełniłeś mnie tyle razy, że już nigdy nie będę pusta.

Ale wieczorem mam koncert. W Atelier, w tej samej piwnicy na Monciaku, gdzie wszystko się zaczęło. Mała scena na poziomie podłogi, surowa cegła, pięćdziesiąt osób na starych krzesłach i poduchach, dwa reflektory, świece w słoikach, otwarte okienka i szum morza w tle…

I wiesz co? Tym razem chcę, żebyś siedział w pierwszym rzędzie. Dokładnie tam, gdzie wtedy. Żebyś patrzył, jak tańczę w tym właśnie kostiumie… tylko teraz będziesz wiedział, co pod nim zostało z dzisiejszego popołudnia.

Pocałowała mnie przelotnie, ciepło, jakby pieczętowała obietnicę.

– Więc musimy się umyć. Obowiązkowo. Bo inaczej nie wytrzymam na scenie – szepnęła i wstała.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Przeczytaj

Zapach rozkoszy

14. Błagając o więcej A później gwałtownie wyszedł z jej ust – wysunął się powoli, lecz zdecydowanie, zostawiając w niej pustkę gorącą i nat...