Szukaj na tym blogu

3 stycznia 2026

Świętokradztwo w starym parku

3. Nie umiem przestać


Złote, gasnące światło wieczoru kładło się na jej skórze, podkreślając delikatny połysk potu między piersiami, ciemne, sterczące sutki, drżące mięśnie płaskiego brzucha. Zaparło mu dech. Była piękniejsza niż wszystkie jego fantazje razem wzięte, niż najśmielsze sny, które nawiedzały go w samotnych nocach.

Wzięła jego dłonie – duże, nieporadne, drżące – i przyłożyła je do swoich piersi.

– Poczuj – wyszeptała, wpatrując się w niego srebrnymi oczami. – Poczuj, jaka jestem prawdziwa. Jak bardzo cię chcę.

Ugniatał je mocno, kciukami drażnił sutki, aż stwardniały jak kamyki. Pochylił się i wziął jeden do ust – ssał głęboko, gryzł lekko, lizał napięty czubek, aż wygięła się w łuk, a z jej gardła wyrwał się bezwstydny krzyk rozkoszy. Biodra poruszały się w szaleńczym, nieopanowanym rytmie, ocierając się o jego twardość.

– Adam… – jego imię zabrzmiało jak błaganie i modlitwa jednocześnie.

Przeszedł do drugiej piersi, oddając jej tę samą, desperacką uwagę – delikatnie przygryzał sutek, potem koił go językiem. Jej palce szarpały się z klamrą jego paska, niezdarnie, w pośpiechu. Pomógł jej drżącymi dłońmi; w końcu rozpięli spodnie, uwalniając go – twardego, nabrzmiałego, pulsującego.

Nie czekała. Uklękła nad nim, jedną dłonią chwyciła jego członka, drugą rozchyliła się lekko i naprowadziła go dokładnie tam, gdzie chciał być najbardziej. Spojrzała mu prosto w oczy – szeroko otwarte, ciemne od pożądania, dokładnie takie same jak jego własne.

– Jesteś mój – powiedziała cicho, jakby stwierdzała oczywisty fakt.

I opadła.

Nie było w tym delikatności, nie było powolnego wchodzenia. To było przejęcie. Wzięła go całego – jednym głębokim, niszczycielskim pchnięciem – w wilgotny, nieprawdopodobnie ciasny żar. Doznanie było tak ostre, że z jego gardła wyrwał się chrapliwy ryk. Głowa opadła mu do tyłu, wzrok zamglił się na moment. Była gorąca, mokra, obejmowała go jak rozpalona, aksamitna pięść.

Przez kilka sekund nie ruszała się – tylko siedziała na nim głęboko wbitym, jej wnętrze falowało i trzepotało wokół niego, jakby oboje musieli oswoić się z tą miażdżącą pełnią. Czuł każdy skurcz, każde uderzenie jej serca głęboko w sobie.

A potem zaczęła się poruszać.

Unosiła się powoli, prawie do samego czubka, po czym opadała gwałtownie, uderzając pośladkami o jego uda. Raz za razem. Rytm był pierwotny, zwierzęcy. Dłonie wbijała w jego ramiona, paznokcie zostawiały czerwone ślady, głowa odchyliła się do tyłu, odsłaniając długą, bladą linię szyi. Pochylił się i oddał jej hołd – lizał, ssał, gryzł, znaczył ją jako swoją.

Czuł, jak napięcie w jej udach rośnie, słyszał, że oddech staje się urywany, płytki. Wsunął dłoń między ich spocone, śliskie ciała, znalazł nabrzmiałą, wrażliwą łechtaczkę i zatoczył koła – mocno, bez litości.

Eksplodowała.

Orgazm uderzył w nią jak grom. Surowy, bezwstydny krzyk rozdarł ciszę parku, echo poniosło go między drzewami. Jej ciało zacisnęło się wokół niego w konwulsyjnych, rytmicznych skurczach, doiło go, wysysało z niego resztki kontroli. Nie miał szans się powstrzymać.

Wbił się w nią jeszcze raz – głęboko, do samego końca i on także eksplodował. Chwycił ją za biodra, przytrzymał mocno, gdy wlewał się w nią falami, a z jego piersi wydobywał się chropowaty, niekończący się jęk czystej ekstazy.

Długo trwali tak złączeni, dysząc, drżąc od wstrząsów wtórnych. Jedynymi dźwiękami były ich urywane oddechy i odległy śpiew ptaka. W końcu osunęła się na jego pierś, spocona, rozpalona, z sercem walącym jak oszalałe.

Objął ją mocno, gdy ostatnie promienie słońca zgasły na niebie. Czuł delikatne, powolne dreszcze przebiegające jej ciałem. Pocałował wilgotne włosy na jej skroni.

– Mówiłam ci – wymruczała, głos stłumiony przez jego skórę, przesiąknięty leniwą, głęboką satysfakcją. – Nie umiem przestać.

Powolny, drapieżny uśmiech rozciągnął jego wargi. Wciąż czuł delikatne pulsowanie jej wnętrza wokół swojej powoli mięknącej długości. Dłonie zsunęły się po jej plecach, objął jej pośladki, przytrzymał mocno przy sobie.

– Dobrze – wyszeptał ochryple, z obietnicą w głosie. – Bo ja też nie zamierzam.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Przeczytaj

Zapach rozkoszy

14. Błagając o więcej A później gwałtownie wyszedł z jej ust – wysunął się powoli, lecz zdecydowanie, zostawiając w niej pustkę gorącą i nat...