7. Zawsze będziesz dla mnie Rybką
Miałem wrażenie, że powietrze zrobiło się gęste jak miód. Oddychałem, ale jakby nie dochodziło do płuc. Stała przede mną, dwa kroki, może półtora, naga, srebrna od księżyca, a ja czułem się jak chłopak, który właśnie dostał pozwolenie na wejście do raju i nagle boi się, że zaraz się obudzi.
Podniecenie było tak silne, że bolało – w dole brzucha, w lędźwiach, w skroniach. Czułem, że wystarczy jedno nieostrożne poruszenie, jeden głębszy oddech, i wszystko skończy się za wcześnie, wstydliwie, żałośnie. I jednocześnie czułem się najszczęśliwszym człowiekiem na ziemi. Jakby ktoś otworzył mi klatkę piersiową i wlał tam całe lato naraz.
A w głowie, absurdalnie, wróciła ta czerwona rybka. Mała, głupia naszywka na czarnym materiale, która wtedy, na scenie, wydawała się najbardziej erotyczną rzeczą, jaką w życiu widziałem. I teraz, kiedy Lilia stała przede mną naprawdę naga, ta rybka wciąż tam była – w mojej głowie, jak tatuaż wypalony na siatkówce.
– Rybka… – wyrwało mi się, ledwie słyszalnie.
Zmarszczyła brwi, rozbawiona.
– Słucham?
Zaczerwieniłem się – czułem, jak krew napływa mi do twarzy tak samo gwałtownie jak gdzie indziej.
– Jesteś rybą? – powtórzyłem już wyraźniej, choć głos mi drżał.
Roześmiała się cicho, gardłowo, i zrobiła ten mały krok, który dzielił nas od siebie. Teraz dzieliło nas już tylko ciepło naszych ciał.
– Tak, mój znak zodiaku to Ryby – powiedziała, unosząc brew. – A potem, ciszej, z lekkim uśmiechem: – A dlaczego pytasz… właśnie teraz?
Nie odpowiedziałem od razu. Przełknąłem ślinę. Wziąłem jej dłoń – mokrą, zimną, lekko drżącą – i powoli, jakby to była najcenniejsza rzecz na świecie, odwróciłem ją plecami do siebie.
Stałem tuż za nią. Czułem zapach jej włosów, słony i słodki jednocześnie. Opuściłem wzrok na jej pośladki – okrągłe, jeszcze z kropelkami wody, które księżyc zamieniał w rtęć. I choć żadnej kieszonki już nie było, choć żadnej czerwonej rybki fizycznie tam nie było, ja ją widziałem. Dokładnie w tym samym miejscu.
Delikatnie, prawie bez dotyku, przesunąłem opuszkami palców po prawym pośladku – tam, gdzie wtedy była naszywka. Skóra była gładka, lekko zimna, ale pod spodem gorąca.
– Zawsze będziesz dla mnie Rybką – powiedziałem bardzo cicho, bardziej do jej skóry niż do niej. – Od tamtego wieczoru. Od pierwszej sekundy.
Odwróciła głowę przez ramię. Włosy opadły jej na policzek. Uśmiechała się, ale w oczach miała coś innego – coś bardzo miękkiego i bardzo dorosłego jednocześnie.
– To dobrze – szepnęła. – Bo ryby lubią pływać głęboko.
I wtedy dopiero, powoli, odwróciła się do mnie całkiem.
Położyła mi obie dłonie na piersi – lodowate od wody, ale palce zaraz się rozgrzały. Ja położyłem swoje na jej talii, tuż nad kośćmi biodrowymi. Czułem, jak drży. Albo to ja drżałem. Chyba oboje.
– Kuba – powiedziała tak cicho, że prawie nie słyszałem. – Nie musisz się spieszyć. Nie musisz być idealny. Wystarczy, że jesteś.
A potem uniosła się na palce i pocałowała mnie – pierwszy raz naprawdę.
Nie był to pocałunek z filmów. Był słony, trochę niepewny, z lekkim zgrzytem zębów. Ale był najprawdziwszy na świecie.
I wtedy dopiero zrozumiałem, że żadna katastrofa nie nastąpi.
Bo ona nie chciała perfekcji.
Chciała mnie.
Całego.
Z drżącymi rękami, z głupią czerwoną rybką w głowie i z tym wszystkim, co właśnie wylewało się ze mnie jak fala.
I pozwoliłem jej na to.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz