Szukaj na tym blogu

27 stycznia 2026

Czerwona rybka

24. Błagam, nie przestawaj!


Lilia oparła się dłońmi o mały, okrągły stolik pośrodku pokoju – ten sam, na którym przed chwilą stała jajecznica. Pochyliła się mocno, rozstawiła nogi szerzej, wypięła biodra jeszcze wyżej. Kostium podjechał pod same plecy, czerwona rybka znalazła się tuż nad moją głową jak sztandar kapitulacji i zwycięstwa jednocześnie.

I wtedy zobaczyłem ją całą.

W pełnym, bezlitosnym świetle popołudnia wpadającym przez okno dachowe.

Różowa, lśniąca, rozchylona, perlista od wilgoci. Gorąca jak piec. Pachnąca tak intensywnie, że aż zakręciło mi się w głowie – słodko, kwaśno, kobieco, niepowtarzalnie. Tylko jej.

Nie było w tym nic wulgarnego.

Było święte.

Wpadłem w nią twarzą – całym sobą, bez reszty.

Usta na ustach, język w najwęższej, najgorętszej szczelinie, nos zanurzony głęboko w ciasnym, ciepłym otworze powyżej. Zapach był inny – bardziej ziemisty, bardziej intymny – ale zamiast odrzucić, obezwładnił mnie całkowicie. Stałem się niewolnikiem tej woni, tego smaku, tego ciepła.

Lilia jęknęła – długo, przeciągle, jakby ktoś właśnie wyrwał jej duszę i oddał z powrotem.

– Kuba… chłopaku… – wyszeptała zdławionym głosem. – Co ty ze mną robisz… zwariuję… zaraz zwariuję…

Jej ciało spięło się jak struna, biodra zadrżały, ale nie cofnęła się ani o milimetr. Przeciwnie – wypchnęła się jeszcze bardziej w moją stronę, jakby chciała, żebym wziął ją całą, do samego dna.

A ja brałem.

Językiem, ustami, oddechem.

Smakowała słoną słodyczą, ciepłym miodem, morzem i grzechem. Każdy ruch mojego języka sprawiał, że drżała mocniej, że jej oddech stawał się coraz bardziej urywany, że z jej gardła wydobywały się dźwięki, które nie miały prawa istnieć w zwykłym świecie.

Czułem, jak łzy napływają mi do oczu – nie ze wstydu, nie z wysiłku.

Z czystego, absolutnego wzruszenia.

Bo w tej chwili nie było już nic ważniejszego na świecie.

Tylko ona.

Tylko ja.

Tylko to, co się między nami działo – bez słów, bez granic, bez wstydu.

– Lilia… – wyszeptałem w nią, nie odrywając ust. – Kocham cię taką… całą… dokładnie taką…

I wtedy poczułem, jak jej całe ciało zaczyna drżeć w jednym, długim, bezkresnym orgazmie – cichym, głębokim, jakby z samego środka ziemi.

A ja trzymałem ją, całowałem, wdychałem – i wiedziałem, że właśnie dotknąłem czegoś, czego nie da się nazwać inaczej niż miłością.

Nie czekałem, aż jej drżenie ustanie.

Nie mogłem.

Cały płonąłem, jakby ktoś wlał mi do żył rozżarzone żelazo.

Podniosłem się z klęczek jednym ruchem, drżący, napięty do granic. Stanąłem za nią tak blisko, że czułem gorąco jej skóry na całym ciele. Kostium wciąż był podwinięty pod plecy, czerwona rybka patrzyła na mnie z góry jak świadoma wspólniczka. Lilia nie zdążyła się nawet poruszyć, gdy wszedłem w nią jednym, zdecydowanym pchnięciem.

Mlaśnięcie było głośniejsze niż całe morze.

Była obłędnie ciasna, gorąca, wciąż pulsująca po orgazmie, jakby jej wnętrze chciało mnie połknąć całego. Wystarczyła jedna, dwie sekundy bezruchu i doszedłbym od samego tego uczucia bycia w niej. Ale nie potrafiłem czekać.

Złapałem ją mocno za biodra – palce wbiły się w miękką skórę – i zacząłem się poruszać.

Szybko.

Gwałtownie.

Szaleńczo.

Moje podbrzusze obijało się o jej pośladki z mokrym, głośnym klaśnięciem – raz, raz, raz – rytm, który wypełniał całe poddasze. Stolik skrzypiał pod jej dłońmi, drewniana podłoga jęczała, a my byliśmy tylko my.

Chciała znieść to w ciszy, ale nie dała rady.

Z jej gardła wydobył się najpierw niski jęk, potem głośniejszy, aż w końcu prawdziwy krzyk rozkoszy:

– Kuba! Kochany mój… och tak… tak, bierz mnie mocno! Nie przestawaj… błagam, nie przestawaj!

Jej głos łamał się, drżał, przechodził w szloch i wracał do jęku – najpiękniejsza muzyka, jaką słyszałem w życiu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Przeczytaj

Zapach rozkoszy

14. Błagając o więcej A później gwałtownie wyszedł z jej ust – wysunął się powoli, lecz zdecydowanie, zostawiając w niej pustkę gorącą i nat...