Szukaj na tym blogu

12 lutego 2026

Czerwona rybka

40. Właśnie tu chcę cię mieć


Ona patrzyła na mnie z dołu, klęcząc jeszcze w tej pozycji najpokorniejszej i jednocześnie najbardziej królewskiej, oczy miała błyszczące, czarne, bezdenne, pełne łez rozkoszy i triumfu, usta opuchnięte, czerwone, lśniące od mnie, od nas, od tego, co właśnie się stało, uśmiech miała zwycięski, drapieżny, boski, taki, który mógłby obudzić umarłych i sprawić, że anioły zazdrościłyby grzesznikom.

Popchnąłem ją delikatnie, lecz stanowczo, na łóżko, na to szerokie, lniane, pachnące słońcem i samotnością łoże, które od miesięcy czekało na nią, tylko na nią.

Upadła na plecy niczym najpiękniejsza, najdelikatniejsza, najgrzeszniejsza lalka, którą kiedykolwiek stworzył diabeł, żeby kusić świętych, włosy rozsypały się na biało-niebieskiej pościeli niczym czarne morze, niczym noc, która postanowiła rozlać się po moim życiu i już nigdy nie wrócić do brzegu.

Była tak cudownie piękna, tak nieprzyzwoicie, tak obłędnie piękna, że chciało mi się płakać i śmiać jednocześnie, że serce moje pękało z nadmiaru miłości, z nadmiaru szczęścia, z nadmiaru strachu, że to wszystko może być tylko snem.

Patrzyła, co zrobię.

Nie spuszczała ze mnie z oczu ani na ułamek sekundy, jej usta drżały w napięciu, w oczekiwaniu, w błaganiu, w rozkazie.

A ja chciałem tylko jednego, jednego, jedynego: oddać jej wszystko, co mi dała, oddać jej całą swoją duszę, całe ciało, całe życie, w najdrobniejszych, najintymniejszych, najświętszych detalach.

Opadłem na kolana między jej nogami, rozchyliłem je szerzej, szerzej, szerzej, jakbym chciał otworzyć przed sobą niebo i piekło naraz.

W jej spojrzeniu było przyzwolenie, było oczekiwanie, było błaganie, było rozkazanie, było wszystko.

Pochyliłem się.

Zapach, ten słodko-kwaśny, odurzający, niepowtarzalny, jedyny na świecie zapach jej pożądania, jej rozkoszy, jej istoty, uderzył mnie niczym fala, niczym tsunami, niczym sam Bóg.

Zacząłem pieścić ją ustami, powoli, czule, dokładnie, nabożnie, jakby to był najświętszy rytuał, jakby każdy płatek, każdy zakamarek, każdy centymetr jej najintymniejszego jestestwa był relikwią, którą muszę uczcić językiem, wargami, oddechem, duszą.

Starałem się z wszystkich sił, choć wiedziałem, że nigdy, przenigdy nie dorównam temu, co ona mi dała.

Ale ona i tak była zadowolona, więcej niż zadowolona, zachwycona, rozpuszczona, rozpalona, rozedrgana.

Świadczyły o tym jej jęki, coraz głośniejsze, coraz bardziej bezwstydne, jej westchnienia, które brzmiały jak muzyka nieba, jej drżenie ud, jej ręce w moich włosach, które ciągnęły, błagały, rozkazywały, jej palce wbijające się w moją czaszkę, jakby chciała mnie wessać w siebie na zawsze.

A potem, gdy doszła, gdy doszła głośno, długo, z moim imieniem na ustach, z krzykiem, który rozdarł niebo i ziemię, gdy jej ciało wygięło się w łuk, gdy jej biodra podskoczyły, gdy jej ścianki zacisnęły się na moim języku jak najsłodsze więzienie, gdy cała drżała, cała płonęła, cała była moja, moja, moja…

Wtedy, gdy jeszcze drżała, gdy jeszcze była mokra, gorąca, rozpalona, otwarta, wszedłem w nią.

Powoli.

Bardzo powoli.

Patrząc jej w oczy, które były już tylko łzami i miłością.

Kiedy wszedłem w nią całym sobą, do samego końca, do samego dna, do samego serca, jęknęła tak głośno, tak przeciągle, tak nieprzyzwoicie pięknie, że aż szyby w wielkim oknie zadrżały, jakby i one chciały dołączyć do tej symfonii.

– Tu mieszkam – wyszeptałem, zaczynając się poruszać, powoli, głęboko, z namaszczeniem. – I właśnie tu… właśnie tu… właśnie tu… chcę cię mieć… zawsze.

I kochaliśmy się, mocno, głęboko, bez pośpiechu i bez wstydu, w słońcu, które wpadało przez wielkie okno niczym złoty deszcz, w szumie sosen, które szumią, szumią, szumią za szybą, w zapachu drewna, wosku, potu, miłości i nas, tylko nas, zawsze nas.

Bo to był mój dom.

A teraz już nasz.

Przynajmniej na tych sześć dni.

I na zawsze.

Na zawsze.

Na zawsze.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Przeczytaj

Zapach rozkoszy

14. Błagając o więcej A później gwałtownie wyszedł z jej ust – wysunął się powoli, lecz zdecydowanie, zostawiając w niej pustkę gorącą i nat...