Szukaj na tym blogu

2 lutego 2026

Czerwona rybka

30. Talizman


Sfinks700 przywitał nas schodami w dół – ciężkie, czarne drzwi z neonem „700” jak coś dla wtajemniczonych. W środku ceglane ściany, niski sufit z rurami, stoliki z palet i poduchy na podłodze. Ciemne światło, świece w słoikach, loże z czerwonymi zasłonami. Szum fal wpadał przez otwarte piwniczne okienka razem z solnym powietrzem. Muzyka – chill-out jazz z nutą francuskiego chanson – sączyła się cicho, nie zagłuszając rozmów. Publiczność to artyści w luźnych koszulach, muzycy z gitarami opartymi o ściany, turyści z tatuażami – zero hałasu, dużo śmiechu i szeptów.

Nasz stolik w rogu miał „rezerwację dla Floty” – czerwone świece, butelka wina gratis od barmana, starego kumpla Daniela. Usiedliśmy ciasno: Lilia na moich kolanach, Daniel obok z wódką, Rudy naprzeciwko z dwoma piwami, Mały wciśnięty między nimi z ginem, Stefan z winem w glinianym kubku. Kolana ocierały się o kolana, dłoń Lili pod stołem sunęła po moim udzie – subtelnie, ale z obietnicą.

– Za czerwoną rybkę i za Kubę, który ją złapał! – zawołał Rudy głośno, stukając szklankami.

Wszyscy dołączyli: stuk, stuk, śmiech. Daniel nalał sobie wódki i powiedział powoli:

– Spokojnie, świat się nie kończy… chyba że Lilia znowu zapomni tekstu.

Lilia kopnęła go pod stołem.

– A ty znowu spóźnisz się na próbę – odparła, a potem szepnęła mi do ucha: – Widzisz? Bracia. Ale ty jesteś mój.

Czułem się trochę niepewnie – nowicjusz w tej paczce, gdzie każdy znał każdego od lat. Ale ich śmiech był zaraźliwy, a Lili dłoń na moim kolanie mówiła: „jesteś u siebie”. Rudy, z tymi rudymi włosami i piegowatą twarzą, walnął mnie w ramię.

– Joł, stary, opowiadaj: jak to jest złapać syrenkę w Sopocie? Bo my tu od lat próbujemy, a ona zawsze odpływa.

– Złapać? – zaśmiałem się. – To ona mnie złapała. Na molo.

Mały, czerwony na twarzy od ginu, jąkał się lekko:

– D-dobra, ale serio… jak ci się podoba nasza Flota? Ja tylko przyciskam guziki, reszta to magia Lili.

– Magia? – wtrącił Stefan z uśmiechem, zapalając fajkę. – Wszystko płynie. Nawet perkusista czasem. – I puścił oko do Rudego.

Rozmowa płynęła jak wino – z żartów na żarty, z anegdoty w anegdotę. Rudy opowiedział, jak Lilia kiedyś ugasiła pożar w Atelier butelką wina: „Płomień na zasłonie, a ona chlust! I gasi. Od tamtej pory w Sfinksie ma darmowe grejpfruty.”

Potem Daniel, po trzeciej wódce, głos mu się załamał: „Wiecie, dlaczego ona śpiewa po francusku? Bo tata grał na akordeonie w paryskim metrze. Uciekł w stanie wojennym, grał na Saint-Michel całymi dniami. Mama była kelnerką obok. Poznali się na „La Vie en rose”. Wrócili, gdy Lilia miała pięć lat. Tata zmarł, gdy miała trzynaście. Od tamtej pory śpiewa tak, jakby on wciąż słuchał za rogiem.”

Lilia położyła głowę na moim ramieniu, oczy jej zabłysły. Przytuliłem ją mocniej, czując, jak coś ściska mnie w gardle. To nie była tylko historia – to była ona, cała, z ranami i marzeniami. A ja? Ja chciałem być tym, kto te rany leczy.

Mały, już lekko wstawiony, dodał: „A czerwona rybka? To nie przypadkowy gadżet. Kupili nam pluszaki na jarmarku w Saintes-Maries-de-la-Mer. Ja niebieską, ona czerwoną. Powiedziała: „Będę syrenką, która nie wraca do wody”. Trzymała ją przez wszystkie przeprowadzki. W osiemnaście krawcowa z Sopotu uszyła kostium. Od tamtej pory jest z nami.”

Lilia wyciągnęła z torby małą, wytartą pluszową rybkę i położyła na stole.

– Talizman – powiedziała. – I od dziś też twój, Kuba.

Wziąłem ją do ręki – ciepła od jej ciała. Poczułem, jak coś we mnie pęka i skleja się na nowo. Byłem ich. A oni moimi.

Muzyka zrobiła się głośniejsza – stare francuskie electro-tango. Lilia wstała pierwsza, pociągnęła mnie za rękę.

– Chodź, pokażę ci, jak tańczy Flota.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Przeczytaj

Zapach rozkoszy

14. Błagając o więcej A później gwałtownie wyszedł z jej ust – wysunął się powoli, lecz zdecydowanie, zostawiając w niej pustkę gorącą i nat...