17. Język jego wniknął głęboko
Nie było mowy o wycofaniu się – myśl ta, która jeszcze chwilę temu przemknęła przez jej umysł jak błyskawica lęku, rozpłynęła się natychmiast, nie zdążywszy nawet zakorzenić się głębiej. On nie dał jej takiej szansy, nie pozwolił, aby pragnienie ucieczki czy choćby wahania zagościło w jej świadomości na dłużej niż mgnienie oka. Jego spojrzenie, głębokie i nieugięte, trzymało ją w miejscu, a feromony, które otulały ją całą ciepłą, gęstą mgłą, tłumiły wszelki opór, zamieniając go w poddanie, w tęsknotę za więcej. Musiała mu oddać wszystko – wszystko, co miała, wszystko, co mogła oddać, energię pulsującą w ciele, ciepło wilgoci, drżenie mięśni, westchnienia wychodzące z gardła – bo w tej chwili nie istniało nic innego, tylko jego bliskość, jego zapach wnikający w nozdrza, jego ciepło bijące od skóry.
Zbliżył się do niej powoli, pochylając się lekko, tors jego, wyrzeźbiony i napięty, przywarł całym ciężarem do jej podnieconego ciała, piersi jej zgniotły się na jego klatce piersiowej, sutki ocierały się o gładką skórę boleśnie rozkosznie, a ona zapomniała o bożym świecie, zapomniała, że cokolwiek poza tym miejscem i tą chwilą jeszcze istnieje – chłód drzwi za plecami, odległy szum miasta, ryzyko kroków za ścianą, wszystko rozpłynęło się w gorącej mgle, zostawiając tylko ciepło jego ciała, pulsowanie wewnątrz, zapach ich wspólnej wilgoci wypełniający kabinę. Był precyzyjny w tym, co robił, działał metodycznie – każdy ruch obliczony, każdy dotyk celowy, jakby znał jej ciało lepiej niż ona sama, jakby czytał w drżeniu mięśni, w przyspieszonym oddechu, w wilgoci spływającej po udach.
W tym samym momencie wsunął przedramię pod jej pośladek – mięśnie jego napięte, skóra ciepła i gładka – i zdecydowanym, lecz płynnym ruchem zmusił, aby założyła udo na jego biodro, noga jej uniosła się mimowolnie, oplatając go, otwierając szerzej, zapraszając głębiej. Jednocześnie jego dłoń wsunęła się od tyłu, palce pewne i ciepłe sunęły po krągłości pośladka, po wilgotnej skórze uda, zatrzymując się dokładnie w miejscu największej rozkoszy – muskając nabrzmiałe fałdy, czubki palców muskające wrażliwe miejsca, wywołując nowy skurcz, nową falę ciepła.
A później, z wyczuciem, ale zdecydowanie, pchnął biodrami do przodu – jego twardy oręż wniknął w nią z cichym mlaśnięciem, wilgoć otuliła go całą, wnętrze zacisnęło się wokół niego mocno, pulsująco, wypełniając pustkę ciepłem, twardością, pulsowaniem, które rozlało się po brzuchu falą. Czuła każdy centymetr, każde żyłkę, każde ciepło wnikające głębiej, rozciągające, posiadające, a oddech jej zadrżał, westchnienie wyszło z gardła bezwiednie, oczy zamknęły się w uniesieniu.
Całkowicie straciła kontakt z rzeczywistością – świat zawirował, kabina, drzwi, chłód kafelków, wszystko rozpłynęło się w gorącej, mokrej mgle, zostawiając tylko niego wewnątrz, pulsującego, wypełniającego, poruszającego się powoli. Czuła, że teraz nie może już nic zrobić, że może tylko dawać i brać, oddawać się falom, aż do całkowitej utraty sił, aż ciało nie będzie mogło więcej znieść tej rozkoszy.
Przeżywając kolejny gigantyczny orgazm – falę za falą, skurcze wewnątrz zaciskające się rytmicznie, ciepło eksplodujące w brzuchu, wilgoć spływająca obficiej, sutki pulsujące, oddech urywany – zaplotła ramiona na jego szyi, palce wplatające się we włosy, ciągnące lekko, a ich usta złączyły się w gorącym, długim pocałunku – wargi przylgnęły do warg, język jego wniknął głęboko, smakując jej westchnienia, ślina mieszała się słodko, zapach ich oddechów wypełniał przestrzeń, a pocałunek trwał, niekończący się, w rytm ruchów bioder, w rytm fal rozkoszy.
Teraz byli już jednym – ciała splecione, wilgotne od potu i soków, ciepła skóra na skórze, pulsowanie wewnątrz łączące ich w jedno bicie serca. Zalana falą rozkoszy, szarpana słodkimi skurczami, które przychodziły jedna po drugiej, poddała się całkowicie – bezradna wobec tej intensywności, wobec ciepła wypełniającego ją całą, wobec zapachu, który otulał jak mgła. Była bezradna i szczęśliwa, drżąca w jego ramionach, biodra poruszały się same w rytm jego pchnięć, usta szukały jego ust w pocałunkach urywanych, westchnienia mieszały się z jego oddechami. Czuła go głęboko w sobie, twardego, pulsującego, posiadającego, i już nie chciała nic zmieniać – jej największym pragnieniem było oddać mu się bez reszty, dać wszystko, co miała, w tej mrocznej, gorącej kabinie, gdzie rozkosz była jedyną prawdą, jedynym światem, a on – jej panem, jej bogiem, jej zatraceniem.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz